Wydrukuj tę stronę
niedziela, 29 sierpień 2010 10:36

Niebo w piekle

Napisane przez

Znajomy Indianin zabrał mnie kiedyś na pustynię. Wędrowaliśmy po ziemi bez jakichkolwiek śladów życia. Ani jednego kaktusa, nawet najlichszej trawki, nie mówiąc o skorpionach czy owadach. Martwa pustka. Środowisko zredukowane do samej tylko topografii. Na dalekim horyzoncie widać było blady grzebyk gór. Za nimi czekały na nas konie i powrót do domu. Ale to dopiero za kilka dni.

Żar dnia i chłody nocy przez miliony lat kruszyły tutejszą ziemię jak potężne żarna. Wszystko dookoła, także i te góry w oddali, pokrywał chrzęszczący pył. Chrzęścił wszędzie: pod butami i pod powiekami, w zębach, we włosach, za kołnierzem. Wyglądał jak drobniutka sól, tymczasem zrobiony był z najczystszego szkła ? kwarc bez domieszek ? wszystkie inne pierwiastki wywiał wiatr.
Na kwarcu nic nie chce rosnąć, a gdzie nie ma roślin, nie ma też zwierząt ? to była najbardziej pustynna pustynia, jaką widziałem. Prawdziwy wzór pustynności. Po prostu jedno wielkie ".............".

***
A Indianin twierdził na odwrót ? że wokół nas jest bardzo tłoczono, bo to Kraina Duchów. Coś jak Mekka Zmarłych. Metropolia Dusz, które sprowadzały się tu wkrótce po śmierci i wówczas na pustyni przybywało kolejne białe ziarenko piasku.
Na pierwszy rzut oka był to raczej kolejny indiański zabobon.
Z drugiej strony naukowcy od dawna twierdzą, że inteligentne formy życia wcale nie muszą być zbudowane w oparciu o białko ? kwarc jest równie dobry. Przynajmniej teoretycznie. Więc może dusza po śmierci nie idzie do nieba tylko do piachu?
A może to chodzi o jakąś formę przejściową: w drodze do Nieba? Może te dusze uwięzione w ziarenkach piasku przechodzą właśnie przez swój Czyściec? Pustynia jako namiastka Piekła. Po jakimś czasie każde, nawet najdrobniejsze ziarenko ulega erozji, pęka i uwalnia duszę do Nieba. Dobry model? Pasuje nawet do teologii chrześcijańskiej ? oczyszczające cierpienia.
Na średniowiecznych obrazach Czyściec przedstawiano jako miejsce pełne postaci zakopanych do połowy w ziemi. Od pasa w dół ich ciała trawiły płomienie piekielne, od góry zaś było już Niebo. Trochę za wysoko, by go dosięgnąć, ale jednak doskonale widoczne i prawie dostępne. Wystarczyło, by aniołowie podali nam ręce i podciągnęli w chmury. Zbawienie było kwestią czasu ? usilnych próśb zanoszonych do Nieba i odrobiny pomocy jego mieszkańców. A od spodu diabły przypalały.
Potknąłem się i gwałtownie wróciłem myślami na pustynię.
***
Indianin opowiadał właśnie, że wszelkie przemieszczanie się ziarenek piasku dookoła nas, na przykład, ich osypywanie się po zboczu wydmy, a nawet kurz lecący w powietrzu, to nic innego jak migracje Dusz. Takie ich odwiedziny u znajomych, przeprowadzki, poszukiwanie wcześniej zmarłych członków rodziny albo jakieś tajemnicze wzajemne konszachty.
Myślałem o tym wieczorem wytrzepując garstkę Duchów z moich skarpetek: Zabłąkali się przypadkowo, czy podróżują na gapę?
- A burza piaskowa to ich wojna plemienna czy karnawał? ? zażartowałem na głos.
Indianin nie chwycił żartu. Dla niego świat duchów był rzeczywistością, wprawdzie nienamacalną, ale realną i moje pytanie miało głębszy sens.
- Kiedy wiatr wieje prosto i piasek naciera na jakąś wydmę, to wojna, a kiedy robi się trąba powietrzna, to znaczy, że duchy świętują; tańczą dookoła niewidzialnych ognisk i śpiewają. Można nawet zrozumieć, o czym, trzeba tylko pamiętać, że duchy śpiewają gęściej niż ludzie. Więc trzeba ich gęściej słuchać.
Nie pytałem, co miał na myśli, mówiąc gęściej. Pewnie i tak nie potrafiłby mi tego wytłumaczyć ? takie sformułowania albo się rozumie od razu, albo nigdy.
***
O tym, że w przestronnej pustce wokół nas tłoczną się duchy, przypominał mi po kilka razy na dzień. Powtarzał z powagą (ześlizgującą się czasami niebezpiecznie blisko granicy groźby):
- Pamiętaj, idź dokładnie po moich śladach. Jak zboczysz ze szlaku, możesz zobaczyć coś, czego absolutnie nie chcesz oglądać. To się czasami przytrafia. Wy, Biali mówicie wtedy, że człowiek dostał udaru. Boli głowa, ma się sny i brednie. A bywa i tak, że Duchy porywają ludzi do siebie. Tych, co widzieli zbyt wiele i mogliby wygadać jakieś tajemnice. Wtedy ciało błąka się między żywymi, bo jeszcze nie nadszedł jego czas, a dusza błąka się już pośród Duchów i nie umie stamtąd wrócić. Wy, Biali mówicie o takich ludziach "obłąkani". Pamiętaj, idź dokładnie po moim śladzie, żebyś się nie zabłąkał.
(?)
Wojciech Cejrowski
www.ccc.art.pl
Wyświetlony 3215 razy
Wojciech Cejrowski

Najnowsze od Wojciech Cejrowski

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.