niedziela, 29 sierpień 2010 10:41

Wolni od książek

Napisane przez

Kilka miesięcy temu, na łamach "Opcji" opisywałem mizerię polskich wydań sławnych wolnościowych ekonomistów. Przytaczałem nieliczne przykłady książek autorów reprezentujących ekonomię wolnorynkową. Piewców wolnego handlu, przeciwników obecności państwa w życiu gospodarczym. Minęło kilka miesięcy, pojawiło się kilka nowych tytułów (m.in. Manifest libertariański Rothbarda), lecz droga do sukcesu jeszcze daleka i wyboista. Wciąż jeszcze na polskie premiery czekają dzieła Waltera Williamsa, Davida Friedmana i wielu innych zasłużonych, wolnorynkowych ekonomistów.

Jednak dziś nie o tym będzie. Tym razem zajmę się kwestią: jak dotrzeć z mizernym materiałem dydaktycznym do nowych kadr. Tekst bynajmniej nie jest sponsorowany przez jedno z nielicznych wolnorynkowych wydawnictw. Jest raczej wyrazem troski, bowiem wydaje się, że polscy wydawcy książek Misesa czy Rabushki adresują swoje produkty głównie do przekonanych. Tymczasem propagując niszowe dzieła ekonomiczne, warto byłoby zagospodarować liczne rzesze nieświadomych, niepewnych i młodych czytelników. Tak bardzo dba się o dotychczasowych klientów, że praktycznie nie zwraca się uwagi na nowych. Propagujemy wolny rynek, podczas gdy na wolnym rynku książki i idei przegrywamy, bo nie potrafimy sprzedać swojego produktu. Książki promowane są zawsze w tych samych pismach i tych samych miejscach. Gazety powołują się wiecznie na te same przykłady socjalizmu. Ba, nawet autorzy książek raczą nas tymi samymi historyjkami (vide sprawa kontroli czynszów w Nowym Jorku ? opisywana przez Hazlitta, Friedmana, a potem relacjonowana przez Sowella i Gwartneya ? wciąż błąka się w polskich książkach i czasopismach). Jakby za oknem nie było dość groteskowych przykładów państwowej ingerencji w życie gospodarcze.

Co z tymi książkami
Mój poprzedni tekst dotyczący książek był swoistym hołdem dla wydawców, którzy na początku lat 90. przybliżali nam ideę rynku wolnego od regulacji i ingerencji państwa. W posumowaniu zwracałem uwagę na ubogą ofertę książkową bibliotek polskich uczelni wyższych. O dziwo, dwaj główni gracze na rynku wolnorynkowych wydawnictw nie przeprowadzają ofensywy na dziewiczy rynek. Studenci mogą spać spokojnie, krajowe uczelnie nie odkryją przed nimi, że przed narodzinami Adama Smitha o zasadach wolnego rynku i kapitalizmu rozprawiano wśród hiszpańskiego duchowieństwa. Nie będzie im łatwo dotrzeć do spuścizny jednego największych pogromców socjalizmu ? Ludwiga von Misesa. Zarówno książka o późnych scholastykach, jak również książki Misesa wydane przez krakowskie Arcana nie należą do szczególnie eksponowanych w polskich bibliotekach. Mimo braku konkurencji, ani Fijor.com ani Arcana nie rozpieszczają bogactwem nowości. Promocja na zasadzie nawracania nawróconych trafia głownie do dawnych i obecnych sympatyków Unii Polityki Realnej. Tymczasem dotarcie do czytelników spoza konserwatywno-liberalnego środowiska mogłoby być prawdziwym wyzwaniem dla wydawców. Co ważne, bez gigantycznych nakładów finansowych. Piszę o tym nie bez kozery. W 600-tysięcznym Gdańsku biblioteka wojewódzka zaopatrzona jest w sposób żenujący! Na półkach z literaturą ekonomiczną królują Minc i Lange! Tymczasem na stronie internetowej biblioteki, chętnie odwiedzanej przez mieszkańców Trójmiasta, istnieje możliwość zareklamowania książek. I to w rubryce "nowości" lub "polecane".
Ponieważ wiem, że Fijor.com i Arcana to małe wydawnictwa, pominę możliwości, jakie dają niewielkie miasta, jak Tczew czy Malbork. W Trójmieście działają trzy prywatne uczelnie o profilu ekonomicznym. Zaopatrzenie ich bibliotek jest dosyć mizerne. Siłą rzeczy, trójmiejscy studenci kierunków ekonomicznych trafić muszą do mrocznego królestwa Hilarego Minca i Oskara Langego. A co dzieje się w Rzeszowie? Co w Olsztynie i Białymstoku? W każdym większym mieście w Polsce wyrastają nowe uczelnie. Każda nowa biblioteka uczelniana to oaza, w której można zasadzić ziarenko wolności gospodarczej. W opisywanym Gdańsku wiodącą uczelnią jest 100-letnia politechnika. Katalog internetowy biblioteki nowo otwartego Wydziału Zarządzania Politechniki Gdańskiej nie reaguje na hasła: "mises", "rothbard", "alchian". Jamesa Gwartneya znalazłem pod hasłem "gawartney", a jedynym znanym politechnicznej wyszukiwarce Davidem Friedmanem jest autor Historii kulturowej penisa.

Pora wyjść z ukrycia
Tak nam jakoś w Polsce "wyszło", że o kapitalizmie, wolnym rynku i odrzuceniu roli państwa w życiu gospodarczym można poczytać raptem w paru gazetach i kilkunastu serwisach internetowych. Odnoszę wrażenie, że nasi ulubieni wydawcy nie doceniają znaczenia pracy u podstaw. A to właśnie jedna z metod triumfu socjalizmu. W efekcie, w XXI wieku studentowi ekonomii w Gdańsku łatwiej o nawiedzone "tomiszcza" pionierów socjalizmu, niż o przystępnie i lekko napisane teksty Sowella czy Rothbarda. Panowie wydawcy, odwagi! Za pięć lat ci studenci wyjadą w świat zarabiać pieniądze, za które będą kupować książki. Czy chcecie, aby ich poglądy na gospodarkę kształtowali komunistyczni szarlatani? Pora przypuścić ofensywę na największe bastiony komuny: uczelnie, biblioteki i szkoły. Pora wyjść z ukrycia.


Bartłomiej Rabij
Wyświetlony 4245 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.