niedziela, 29 sierpień 2010 11:09

"Wypędzeni" nie dają za wygraną

Napisane przez

W trwającej blisko 60 lat działalności organizacji "wypędzonych", jak i polityce państwa niemieckiego w sprawie zmian granic dokonanych w 1945 r., zachodziła znaczna ewolucja. Z niektórych celów za Odrą zrezygnowano, a przynajmniej – nie głosi się ich już tak stanowczo. Inne – są postulatami powtarzanymi z tą samą mocą już od pokoleń.

Warto pamiętać, że granica na Odrze i Nysie nie jest pierwszą, którą w Niemczech się kwestionuje. Przez cały okres międzywojenny bardzo dynamicznie działały organizacje żądające powrotu do Rzeszy Wielkopolski, Górnego Śląska i pomorskiego korytarza. Dziś hasła przywrócenia ojczyźnie niemieckiego Poznania padają sporadycznie, ze strony nielicznych ekstremistów. Lecz jeszcze w latach sześćdziesiątych Hupka i Czaja niejednokrotnie zmuszeni byli odcinać się od np. żądań przyłączenia do Niemiec Kraju Warty. Domaganie się granic ponad ich wymiar z 1938 r. szkodziło polityce liderów "ziomkostw", a postulat taki przewijał się permanentnie w postaci publikacji i haseł podnoszonych na manifestacjach i zjazdach. Dziś dla większości obywateli RFN wydaje się on niedorzeczny. Dokładnie przeciwnie było po pierwszej wojnie światowej. Zorganizowane osadnictwo sprawiło, że w 1918 r. liczba niemieckich mieszkańców Poznania zbliżała się swym rozmiarem do ilości Polaków. W stolicy Wielkopolski coraz prężniej rozwijała się niemiecka kultura, to w niej zawiązała się też Hakata. W Poznaniu przyszła na świat tak ważna dla Niemców postać, jak Paul Hindenburg. Z kolei w Lesznie ? wybitny poeta Rudolf Leonhard, a w Gorzowie np. głośna pisarka Christa Wolf. Region, z którego wzięła początek polska państwowość, nabierał coraz bardziej germańskiego odcienia. Lecz po kilkudziesięciu latach od Powstania Wielkopolskiego zwyciężył pogląd, że Poznań to zamierzchły epizod niemieckiej historii. Ziemie utracone po 1945 r. ciągle jednak często postrzegane są inaczej.
Wielkopolska była tą dzielnicą naszego państwa, która ? choć otoczona ulegającym niemczyźnie regionami od zachodu, południa i północy ? zdumiewająco długo i skutecznie opierała się germańskim wpływom. Wyjąwszy hitlerowską okupację ? do państwa niemieckiego należała tylko od II rozbioru w 1793 r. do r. 1918. Do tego jeszcze ? z kilkuletnią przerwą nieco dziś zapomnianego, zwycięskiego powstania z 1806 r. i okresu Księstwa Warszawskiego. Natomiast przylegające do Poznańskiego Pomorze Zachodnie, Ziemia Lubuska i Śląsk ? już w późnym średniowieczu były wciągane w krąg wpływów niemieckich. Kanclerz Schroeder powiedział niedawno, że ziemie za Odrą i Nysą należą już tylko do historii Niemiec. W przypadku Szczecina czy Jeleniej Góry jest to jednak historia długa i ciągle jeszcze stosunkowo "świeża".
Konrad Adenauer skutecznie odbudowywał potęgę Niemiec, ale zarazem konsekwentnie podkreślał, że RFN to jedynie tymczasowy fragment właściwej państwowości. Publicyści tak odmienni, jak Jan Nowak-Jeziorański i Marian Podkowiński, niemal identycznie relacjonowali moment z ostatnich lat życia kanclerza, w którym z wielką rozpaczą przyjął on ostateczne potwierdzenie istniejącej granicy przez Stany Zjednoczone. Wiele wskazuje na to, że ten wybitny mąż stanu jeszcze w latach sześćdziesiątych wierzył w możliwość odzyskania niemieckiego Wschodu.
Według Memorandum Bensberger Kreis w 1968 r. 56% obywateli RFN uważało, że ziemie za Odrą i Nysą są dla Niemiec stracone bezpowrotnie. Jednak aż do lat dziewięćdziesiątych atlasy i podręczniki szkolne, jak większość drukowanych w RFN map, ukazywały Niemcy w granicach z 1938 roku. Do 1975 r. wielka mapa przedstawiająca Niemcy sięgające za Gliwice i Olsztyn, zdobiła jedną z reprezentacyjnych sal Bundestagu. A 116 paragraf, sugerujący ciągłe istnienie państwa o takich granicach, jest w niemieckiej konstytucji obecny do dziś. Akceptacja powojennych zmian terytorialnych postępuje więc bardzo powoli. Każdemu politycznemu faktowi, mającemu potwierdzić ostateczne zamknięcie sprawy granic, towarzyszy "okopanie się" na jakiejś innej płaszczyźnie tego samego zagadnienia. Cel takiego kursu jest oczywisty ? jak najbardziej odwlec w czasie całkowite i ostateczne zamknięcie tego problemu. Jeśli to będzie możliwe ? "kropki nad i" nie postawić nigdy, zachowując sobie jak najdłużej pole politycznego manewru.

(?)
Grażyna Ślęzak



 
Wyświetlony 4173 razy
Więcej w tej kategorii: « Kto nas żywi? Plecami do Wisły »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.