poniedziałek, 30 sierpień 2010 11:00

Kilka refleksji o nadziei

Napisane przez

Po śmierci Ojca Świętego pojawia się wiele deklaracji na przyszłość. Mówimy, jacy powinniśmy być, z czym pozostać, jakie dziedzictwo Jego nauki wcielać w życie. Tak było zawsze po pielgrzymkach Papieża do Polski. Dziś jednak stajemy w zupełnie nowej sytuacji. Tym razem odszedł od nas na zawsze. Ostateczność tej sytuacji stawia nasze deklaracje, obietnice zmian, poprawy w nowym świetle. Stanowią one teraz niejako przyrzeczenia, śluby złożone w obliczu wieczności.

Nawet kibice, uważani za awanturników, niebezpiecznych chuliganów, deklarują wzajemną sympatię miedzy klubami, ludzie nauki wracają myślą do podstawowych kategorii dobra, prawdy i piękna, każdy z nas znów wierzy, że warto żyć inaczej, zawraca z szalonej drogi konsumpcjonizmu i komercji. Czy uda nam się wiele zmienić? Czy uda nam się zmienić cokolwiek? Zobaczymy. Mimo to taki stan ducha, gotowy do zmian, gotowy do krytycznej refleksji nad sobą budzi otuchę, stanowi świadectwo naszego Człowieczeństwa. Właśnie dzięki wszelkim pragnieniom dobra, dziś, w obliczu wieczności przekraczamy czas, historię, naszą indywidualność, ukazując prawdziwe oblicze Człowieka stającego wobec Boga. Mam przed oczami scenę powrotu syna marnotrawnego. Nie wiemy, jak dalej potoczyło się jego życie, czy żył długo i szczęśliwie nigdy już nie odchodząc. Być może, powtarzał nie raz to swoje zagubienie i odnajdywanie się na nowo. Być może, zapominał o swojej wdzięczności i jak gdyby nigdy nic ranił ojca na nowo. Najważniejszy pozostaje jednak jego gest powrotu. Tak właśnie dzieje się z człowiekiem, który zobaczy prawdę o sobie i próbuje ją przyjąć.
Domyślam się, że po jakimś czasie, kiedy znów pojawią się problemy społeczne, konflikty, przemoc, ktoś skonstatuje ? oto zmarnowaliśmy szansę, oto zaprzepaściliśmy testament Ojca Świętego. Nie. On będzie żywy w nas, dopóki będziemy w stanie powracać. Póki nie zakłamiemy sobie świata swoją próżnością, brakiem pokory tak, że taka refleksja jak dziś będzie niemożliwa. Czytając o gestach sympatii i pokoju między ludźmi, myślę, że Ojciec Święty, dzięki swej wierze w człowieka, dzięki nadziei, potrafił odkrywać w każdym z nas prawdziwe człowieczeństwo, zagubione, skażone grzechem, ale powołane do dobra.
W tym sieroctwie po stracie ojca stają mi przed oczami dwie sceny biblijne. Pierwsza z nich to wygnie z raju. Poczucie wstydu i nagości to właśnie ta refleksja i dostrzeżenie prawdy ? tacy właśnie jesteśmy.
Druga scena to droga do Emaus. A myśmy się spodziewali... ? stwierdzają zawiedzeni uczniowie, nie widząc jednocześnie tego, co jest. Jezus był przy nich, ale żal, smutek, utrata nadziei zamykały im oczy. Zawołanie Papieża nie lękajcie się dotyczy z pewnością i chwili obecnej, i przyszłości. Jeśli żal, smutek i lęk przesłonią nam oczy, nie rozpoznamy na czas Jego obecności.
Tak jak w Emaus, prawda ujawnia się, rozbłyskuje na moment po to, żeby nas pociągnąć za sobą dalej. Gest Chrystusa prowadzi nas od obrazu ku znaczeniu. Rozpoznajemy istotę rzeczywistości właśnie poprzez chwilowe rozświetlenie się sensu. Dla mnie życie Ojca Świętego było czymś na kształt błysku, w którego świetle przez moment Zobaczyliśmy. Stanowił znak obecności Chrystusa wśród nas, który nagle, dostrzeżony, budzi nas do nowego życia, jak wtedy, uczniów z Emaus pozbawionych nadziei i totalnie samotnych.

Joanna Sarnecka-Drużycka
Wyświetlony 5160 razy

Najnowsze od Joanna Sarnecka-Drużycka

Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.