wtorek, 31 sierpień 2010 19:10

Mózg w obcęgach

Napisane przez

Urodziłem się w czepku, dzięki czemu przez 2/3 mojego życia omijały mnie sądy, prokuratury, policje i adwokaci. Była w tym jednak, jak wolno sądzić, jakaś niesprawiedliwość, jakieś zaburzenie porządku przyrody, dlatego przez ostatnie ćwierćwiecze nie wychodzę z sądów, spotkań z adwokatami i prokuratorami, a moje półki pełne są segregatorów wypełnionych pismami procesowymi, zażaleniami, powiadomieniami itp.

Jeden tylko proces, o książkę Via bank i FOZZ, to pełne już 11 lat wahadłowych jazd pomiędzy Wrocławiem i Warszawą, a końca nie widać. Miałem nieprzyjemność poznać sędziów sądów rejonowych, okręgowych, administracyjnych, apelacyjnych i najwyższych. Prawdę mówiąc wątpię, czy jest w Polsce wielu ludzi, którzy, sami nie będąc z prawem zawodowo związani, mieli okazję poznać tę sferę działalności ludzkiej i ludzi ją uprawiających, w stopniu tak szerokim, jaki mnie przypadło w udziale. Mówię o tym nie po to, żeby się chwalić ? nie bardzo przecież jest czym ? tylko aby pokazać, że na własnej skórze mam wygarbowaną prawdę o tym, że Polska nie jest ? jak to nam wpierają politycy i służące im media ? żadnym państwem prawa, ale jest, jak najbardziej, państwem prawników. Nie jest to wiedza budująca i budząca uznanie i sympatię dla ludzi pracujących w tzw. wymiarze sprawiedliwości. I dlatego każdego roku z rozpaczą w sercu patrzę, jak pod murami mojego uniwersytetu, kłębią się tysiące młodych ludzi, którzy wymarzyli sobie karierę prawniczą i studia prawnicze, nie mając zapewne świadomości, że to, co ich czeka, niesłychanie dalekie jest od marzeń o prawie i sprawiedliwości, obronie zasad i ładu społecznego, że tak naprawdę wkraczają w zgangrenowany obszar pseudowiedzy, pseudonauki i hucpy, przed czym tylko nielicznym z nich uda się obronić.
Te gorzkie refleksje naszły mnie dlatego, że mam przed sobą elaborat uczonego prawnika z jednego z najlepszych polskich uniwersytetów, zatytułowany Koncepcje nowego ustroju państwa w projektach zmian konstytucyjnych, nazwisko, przez litość, pominę. Elaborat liczy sobie kilkanaście stron i zawiera ok. 30 pozycji bibliograficznych, z czego wynika, że autor naczytał się różnych książek i artykułów, nawet w językach obcych, co w tej dziedzinie jest pewnym ewenementem, a wśród autorów cytowanych pozycji wymieniany jest nawet Platon i Homer, co budzić musi od razu uznanie i szacunek. Specjaliści w dziedzinie prawa konstytucyjnego są trochę inną klasą prawników, na ogół nie zasiadają na salach sądowych, nie wyrokują w sprawach banalnych przestępstw, są jakby elitą naukową, będącą ponad te przyziemne sprawy, w których ktoś ukradł, kto inny zabił, a jeszcze inny oszukał. Piszą poważne traktaty, odnoszące się do Wielkich Starożytnych, do Platona i Homera, a ze współczesnych to już co najmniej Huntington czy Sartori.
W Polsce stało się coś takiego, że od 15 lat uczeni prawnicy konstytucjonaliści już nie muszą pisać książek, w których pod niebiosa wynosili przewagę ustroju demokracji ludowej nad demokracjami zachodnimi, nie muszą zachwalać wspaniałości stalinowskiej konstytucji i nie ma już konieczności cytowania, na co drugiej stronie, geniuszu Włodzimierza Iljicza Lenina. Ludzie ci, którzy nic innego nie robiąc przez całe życie, nagle, w roku 1989 i następnych uzyskali niebywały status największych ekspertów od podstaw ustrojowych nowego państwa polskiego i uzyskali możliwość wypełnienia półek bibliotecznych i księgarń uniwersyteckich opracowaniami i podręcznikami, w których mogli przybliżyć swoim studentom nie to, co na ten temat podawała marksistowska politgramota, ale prawdę o tym, jak funkcjonują społeczeństwa demokratyczne, prawdę o ustrojach państwowych i społecznych nie wyrosłych z nauk Marksa i Lenina.
Od lat zajmuję się najważniejszym rozwiązaniem ustrojowym państwa, jakim jest ordynacja wyborcza do Sejmu. Wiedzy na ten temat szukam w książkach i podręcznikach ludzi, którzy za kształtowanie tej wiedzy biorą pieniądze, uzyskują tytuły naukowe, intratne i prestiżowe posady. Naiwnie myślę sobie, że teraz, kiedy naszym największym sojusznikiem i bratem są Stany Zjednoczone, to może jakiś profesor i autor uniwersytecki zechce napisać coś pozytywnego o tym, jak wybierają Amerykanie? A jak Anglicy, albo Kanadyjczycy, czy Francuzi? Może, pomimo tego, że w tych krajach nie nauczał ani Lenin, ani Stalin, i nie było obowiązkowych uniwersytetów marksizmu-leninizmu, to nie wszystko, co robiono było głupie, niemądre i zacofane? Może Anglicy czy Amerykanie nie tak całkiem bez sensu urządzili swoje państwa?
Szukam na próżno. Polskie podręczniki uniwersyteckie w tej dziedzinie, choć napisane przez najróżniejszych autorów na najróżniejszych uniwersytetach, pod tym względem sprawiają wrażenie butów z jednego kopyta, nigdzie nie znajdziemy pochwały jednomandatowych okręgów wyborczych i ich doniosłego znaczenia dla funkcjonowania społeczeństwa i państwa. Zupełnie tak, jakby partyjny system, jaki nam zafundowali, stanowił nienaruszalne prawo przyrody, niczym równania Einsteina czy Maxwella!
I tak się ma sprawa z elaboratem poznańskiego uczonego przeznaczonego dla słuchaczy na Uniwersytecie Warszawskim. Pisze on: Najwięcej chyba postulatów zmian (ustrojowych ? dopisek mój) dotyczy wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu... Ta zasadnicza reforma wyborcza nie gwarantuje jednak ? sama w sobie ? odrodzenia klasy politycznej, której nie da się przecież przez zmianę systemu wyborczego wyleczyć z egoizmu, zachłanności, braku kompetencji i innych wad. Przeciwnie, lekarstwo może być jeszcze gorsze niż choroba. W tym miejscu od razu powołuje się na autorytet Jarosława Kaczyńskiego, z czego można podejrzewać, że uczony bynajmniej nie jest lewicowcem, tylko, jak najbardziej, jak to jest dzisiaj w modzie, należy do zwolenników tzw. prawicy. Konkluduje więc zaraz w następnym zdaniu: Ewentualne szkody związane z wprowadzeniem systemu większościowego stanowiłyby trudny do odparowania cios zadany demokracji przedstawicielskiej w Polsce.
Odpowiedzi na pytanie, na czym polegać miałby ten cios nie do odparcia, zadany demokracji przedstawicielskiej, próżno by szukać w tym elaboracie, ani też dlaczego lekarstwo to gorsze jest od choroby. Widać, że powstaje jakaś nowa politgramota, która, podobnie, jak stara, nie wymaga argumentów, wystarczają politgramotne zaklęcia. Nie ma w tym referacie ani słowa odniesienia się do dorobku Ruchu na rzecz JOW, który zorganizował już ponad 60 konferencji ogólnokrajowych poświęconych temu zagadnieniu, opublikował setki artykułów, biuletynów, broszur i książek. Nie ma śladu tego dorobku w cytowanej literaturze, a przecież, tak się teraz dzieje, że już cenzury nie ma, a nasze książki, czy tego chcą, czy nie chcą, lądują w bibliotekach uniwersyteckich.
Mózg w obcęgach ? taki tytuł dał swojej książce Stanisław Cat-Mackiewicz po powrocie z wizyty w Związku Sowieckim. I to skojarzenie nasuwa mi się, kiedy czytam te pseudouczone wywody o zagrożeniach dla demokracji, gdyby ? niech Lenin broni! ? udało się w Polsce wprowadzić rozwiązania ustrojowe, jakie od wieków dobrze zdają egzamin w USA, Kanadzie, Wielkiej Brytanii i dziesiątkach innych krajów. Związku Sowieckiego już nie ma, obcęgi wycofano, ale zdeformowany nimi mózg, mimo upływu już 16 lat, nijak zregenerować się nie daje.

Jerzy Przystawa
Wyświetlony 5242 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.