wtorek, 31 sierpień 2010 19:47

Spacerując po Brukseli

Napisane przez

Jeśli chcemy mieć wpływ na to, co dzieje się w Europie, musimy nieustannie naciskać na najważniejszy ośrodek władzy na Starym Kontynencie, jakim jest siedziba władz Unii Europejskiej.

 

Ostatni tydzień stycznia spędziłem w Belgii na zaproszenie amerykańskiego instytutu TechCentralStation, z którym współpracuję już od kilku dobrych lat. TCS ma swoją redakcję w Brukseli, bowiem obok wydania w USA (www.techcentralstation.com), istnieje też europejska filia (www.techcentralstation.be) tej coraz bardziej wpływowej placówki. TCS należy do jednego z najbardziej cenionych dziennikarzy w USA ? Jamesa Glassmana. Glassman jest wielką osobowością medialną. Ten absolwent Harvardu znany nie tylko z łamów "The Wall Street Journal", "The Washington Post" czy "Forbes", jest także autorem poczytnych książek, szefem wielu udanych projektów telewizyjnych (np. w CNN) i zawodowym mówcą (ang. speaker).
TechCentralStation to najnowszy projekt Glassmana będący nietypowym think-tankiem wpływającym na media, politykę, biznes i naukę poprzez kreowanie opinii w duchu wolnego rynku i wolności jednostki. TCS organizuje także cykliczne konferencje ? np. Hayek Series ? poświęcone najważniejszym problemom świata, przykładowo globalizacji. Tym razem relacjonowałem dla TCS konferencję na temat reformy służby zdrowia, zorganizowaną przez nowy opiniotwórczy tygodnik "The European Voice", należący do grupy "The Economist".

Trucizna zamiast lekarstw
Mimo iż pobyt w ich "nowej stolicy" potwierdził wszelkie negatywne stereotypy odnośnie do UE, nabrałem przekonania, że jedyną drogą do zmiany charakteru Unii jest nieustanny nacisk na decydentów oraz na opinię publiczną, która otrzymuje zafałszowany obraz świata, zgodnie z tym, czego życzą sobie biurokraci. Ponieważ władza w naturalny sposób dąży do rozrostu i rozszerzania swoich wpływów, działaniem obronnym powinno uświadomienie Europejczykom, że maksymalne ograniczenie władzy leży w ich interesie. Niestety, wielu przeideologizowanych obywateli UE nie jest już w stanie tego pojąć.
Zdrowe społeczeństwo to podstawa gospodarki każdego kraju. Na przykładzie krajów Afryki, dziesiątkowanej przez śmiertelne choroby, zapaść ekonomiczną widać jak na dłoni. Kto choruje, nie jest w stanie pracować, a w jaki sposób rozwijać się ma gospodarka, jak nie poprzez pracę, kto powierzy choremu kapitał? Konferencja zorganizowana w prestiżowym Renaissance Brussels Hotel skupiła urzędników, dziennikarzy, polityków oraz przedstawicieli największych korporacji medycznych z całego świata. W zasadzie współczesny świat podzielił się na dwie grupy. Z jednej strony żyjący z wyzysku urzędnicy i politycy obiecują, że tylko oni rozwiążą wszelkie problemy trapiące ludzkość. Jest to, oczywiście, bzdura, ponieważ jedynego, czego możemy spodziewać się po biurokratach, to bezgranicznego marnotrawstwa. Z drugiej strony mamy przedstawicieli prywatnego biznesu, którzy dowodzą, że tylko rynek jest w stanie uporać się z wyzwaniami współczesnej cywilizacji. Każdy, kto choć trochę zna ekonomię, wie, że racja leży po stronie rynku.
Rozprawiając o problemie zdrowia, wysocy urzędnicy UE, a wśród nich m.in. Komisarz ds. Zdrowia Markos Kyprianou, Minister Zdrowia Luksemburga Mars Di Bartolomeo oraz członkowie Parlamentu Europejskiego Jules Maaten i John O'Toole, przekonywali, że w interesie obywateli leży zachowanie państwowego monopolu na opiekę zdrowotną. Wtórowali im: Willi Palm z Międzynarodowego Stowarzyszenia Ubezpieczeń Zdrowotnych, Imre Holo podsekretarz stanu Ministerstwa Zdrowia z Węgier czy profesor Pekka Puska, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia z Finlandii.
Z drugiej strony przedstawiciele czołowych korporacji na świecie: Novartis, GlaxoSmithKline czy Merck, zwracali uwagę, że to właśnie państwowe monopole powodują niewydolność europejskich systemów ochrony zdrowia, natomiast dopuszczenie do rynku firm prywatnych leży w interesie pacjentów, którzy tylko mogą zyskać na rynkowej konkurencji. Bez uwolnienia rynków niemożliwe jest podniesienie jakości usług medycznych oraz spadek cen produktów i usług. Z kolei liberalizacja jest nie do przeprowadzenia bez usunięcia takich barier, jak zakaz kierowania informacji medycznej do pacjenta, prywatyzacji poszczególnych elementów systemów zdrowotnych oraz usunięcia korupcjogennych praktyk redystrybucyjnych i refundacyjnych.

Duma golców
Europejczycy mają daleko posuniętą skłonność do posługiwania się ideologicznymi hasłami, co gorsza ? bez zrozumienia. Ideologia zastępuje często myślenie. Buńczuczna postawa antyamerykańska jest na Starym Kontynencie bardzo "trendy". Przekonanie, że w Europie jest lepiej, bo hołduje ona jakimś wydumanym wyższym wartościom, jest złudne. Prowadzi ono właśnie do zniekształconej wizji świata. Chociaż trudno to sobie wyobrazić racjonalnie myślącemu człowiekowi, brukselscy urzędnicy lansują pogląd, że mimo wszelkich niedogodności służby zdrowia (a raczej, rzeklibyśmy, patologiom, bo przecież sytuację w Polsce znamy aż za dobrze, natomiast przypominamy sobie obrazki z Francji, gdzie państwowa służba zdrowia nie była w stanie ratować gasnących z powodu upału staruszków), w Europie dzieje się lepiej niż w Ameryce.
Ten kuriozalny pogląd podbudowywany jest wciąż żywymi hasłami, których korzeni trzeba szukać w dziełach Marksa, Engelsa i Lenina, a obecnie wcielanymi w życie przez takich polityków, jak Jaques Chirac i Gerhard Schroeder. Owymi hasłami jednoczącymi lewicę, domagającą się utrzymania państwowego monopolu w służbie zdrowia we wszystkich 25 krajach Europy, są: powszechna równość, solidarność społeczna oraz dostępność do "darmowego" leczenia, jako obywatelskie prawo, bez względu na miejsce pobytu.
Nietrudno zauważyć absurdalność i nieprawdziwość twierdzenia, że państwowy system spełnia założenia źle pojętej równości, solidarności oraz dostępności. Rozpoczynając od końca, powszechny dostęp do państwowej służby zdrowia nie jest bynajmniej darmowy, lecz należy do najdroższej możliwej terapii. Najdroższej, bowiem dostarcza jej monopol poprzez przymusową konfiskatę prywatnych środków na ten cel pod groźbą więzienia. Kto dobrowolnie bowiem godziłby się wydać na wizytę lekarską 500 zł, podczas gdy na rynku ta sama usługa kosztuje 50 zł? Pod drugie, państwowy monopol nie oznacza powszechnej dostępności usług zdrowotnych, lecz poważne ograniczenie dostępu do leczenia. Płatnicy mają bowiem możliwość skorzystania z ubogiego asortymentu usług dostarczanych przez państwo, natomiast uniemożliwia im się skorzystanie z najnowszych osiągnięć nowoczesnej medycyny. Obrazując ? chory leczy się nieskutecznymi, ale refundowanymi preparatami, podczas gdy państwo nie dysponuje ani wiedzą, ani możliwością dostarczenia pacjentowi nowoczesnych i skutecznych medykamentów. Ponadto nie ma żadnej mowy o równości w dostępie do państwowych usług medycznych. Z najlepszej jakości usług korzystają tylko uprzywilejowani, np. pracownicy administracji i aparatu przemocy oraz bogaci, których stać na przekupienie ordynatorów i lekarzy, aby zapewnili im wyższy standard usług. Oczywiście, dzieje się tak na koszt tej części społeczeństwa, która także płaci składki, ale np. nie godzi się na korumpowanie usługodawców. I wreszcie trudno mówić o jakimkolwiek postulacie solidarności społecznej, któryby uzasadniał utrzymywanie tego niesprawnego, drogiego i niemoralnego systemu. Raczej możemy mówić o postulacie zdejmowaniu odpowiedzialności chorego za swoje zdrowie i sprowadzaniu roli pacjenta do biernego konsumenta produktów i usług fatalnej jakości. Hasło prawa każdego do bycia zdrowym jest równie niedorzeczne, jak żądanie ustawowych gwarancji w celu zapewnienia wszystkim kobietom zgrabnych nóg, a mężczyznom kulturystycznej muskulatury. Zauważmy, że w systemie powszechnej równości i solidarności odpowiedzialność za świadomie ryzykującego swoim zdrowiem (np. imprezowego homoseksualisty) spada na osoby stateczne i dbające o swą kondycję, które np. nigdy nie odwiedzają lekarza.

(?)

 

Tomasz Teluk

Wyświetlony 5837 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.