wtorek, 31 sierpień 2010 22:04

Ta upiorna bezradność

Napisane przez

I tak oto, w sposób niemalże niezauważalny, doczekaliśmy szczęśliwie Nowego Roku. Rzecz warta nagłośnienia, jako że ów fakt należy poczytać za niezaprzeczalny sukces wiodącej Polskę ku dobrobytowi ekipy rządowej, jej zaplecza politycznego oraz osobiście premiera Belki – a o czym nie poinformowano Polaków jedynie przez notoryczny brak czasu u wyżej wymienionych. Ewentualnie przez ich roztargnienie. Albo wrodzoną skromność.

Oczywiście, że kpiny i narzekania z jakości polskiego życia politycznego to zajęcie tyleż dzisiaj powszechne, co mało oryginalne. Nie zamierzam się o to spierać. Ale narzekał będę, narzekać trzeba. Albowiem hipokryzja aktualnych włodarzy Rzeczypospolitej napawa grozą, odsłaniając coś porażającego. Coś, o czym nie sposób myśleć i pisać bez obrzydzenia. Oto horda akolitów czerwonego robactwa zwiera szeregi, wydyma policzki i dmie pustosłowiem, wykorzystując kłamstwo tak, jak żagiel wykorzystuje wiatr.

Zbiór pusty
Nie w tym jednak rzecz, by krytykować rodzimych polityków. To żadna sztuka zwłaszcza wtedy, gdy ci bezustannie asekurują się, twierdząc, że co prawda upichcone przez nich recepty gospodarczo-społeczne dalekie są od doskonałości, lecz zanegowanie proponowanej terapii ściągnie na nasze głowy los gorszy od tego, z którym aktualnie musimy się borykać. Trzeba po prostu pamiętać, że podejmowanie zobowiązań, których dotrzymać nie sposób, to coś w rodzaju pierwszego przykazania w dekalogu każdego autentycznego polityka. Taki polityk wie z doświadczenia, że tłum kocha obietnice, a wyborców najłatwiej uzależnić od siebie nadzieją na lepsze jutro. To, że zbiór obietnic zazwyczaj pozostaje zbiorem pustym, nie ma najmniejszego znaczenia. Nadzieja na lepsze jutro jest nieśmiertelna. Przed kilkoma laty Leszek Miller zapewniał, że kiedy do władzy dojdzie SLD, Polską będą rządzić uczciwi ludzie i dobrzy fachowcy. Dziś widać efekty tych obietnic i widać też, że praktyka korupcyjna oraz ignorowanie lub podporządkowywanie prawa partykularnym interesom partyjnych bonzów to wśród eseldowców norma niemal powszechna.
Takie właśnie jest życie, na miarę starego dowcipu: po czym poznać, że polityk kłamie? Po tym, że porusza ustami.

W oparach absurdu
Wydarzenia w Polsce toczą się w jakimś przedziwnym, oszałamiającym tempie. Niedawno każdy tydzień między Odrą a Bugiem rozpoczynaliśmy od skandalu, teraz i jedna afera dziennie to mało, dziś "delektujemy się" kilkunastoma równocześnie.
Aktywiści SLD, nie widząc szans na reelekcję, próbują dotrwać do końca ustawowej kadencji parlamentu, za każdą cenę usiłując ocalić zdobyte apanaże. Tymczasem opozycja nadspodziewanie dobrze toleruje sytuację, w której w nieczytelne, korupcyjne układy, zamieszane są osoby zajmujące najwyższe stanowiska w państwie. Niestety, stanu, w jakim o ewentualnej zmianie władzy decyduje wola skompromitowanych członków skompromitowanej partii rządzącej, nie zmieni raport żadnej komisji specjalnej. Polityczne zaplecze rządu Belki dogorywa, przedłużająca się zaś agonia skutkuje decyzjami podejmowanymi w oparach absurdu. Tymczasem "rząd rżnie głupa", a sejmowa większość idzie w zaparte.

Teatr złudzeń
Opinia publiczna kompletnie się już w tym wszystkim pogubiła. Zdaniem większości Polaków status polityka niewiele różni się od statusu członka bandyckiej organizacji. Wyborca nader często czuje się niczym przedmiot w inscenizacji sztuki reżyserowanej przez ludzi będących marionetkami rozmaitych układów politycznych. Mechanizm podejmowania najważniejszych decyzji pozostaje dla opinii publicznej zakryty, rodząc graniczące z pewnością przekonanie, że jest wynikiem zakulisowego ścierania się różnych grup interesów. Wiążące decyzje najwyraźniej nie zapadają na forum parlamentarnym, lecz poza wszelkimi ciałami przedstawicielskimi, a wyłonieni w demokratycznych wyborach reprezentanci społeczeństwa de facto nie rządzą, lecz ochoczo poddają się presji grup kapitałowych, oferujących im niemałe pieniądze i pozorne poczucie władzy, niezbędne do realizacji prywatnych interesów. Socjolog Paweł Śpiewak nazwał to "fasadową demokracją". Tak, to już nie jest demokracja, to teatr złudzeń.

(?)

 

Rafał Dawidowski

Wyświetlony 7983 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.