poniedziałek, 13 wrzesień 2010 12:25

Prawdziwym buntem jest chrześcijaństwo

Napisane przez

Z Tomaszem Budzyńskim rozmawia Stefan Sękowski

Dlaczego nie podoba Ci się posyłanie dzieci do szkoły?
Generalnie jestem przeciwny nauce dzieci w szkole. Forma nauki, w jakiej sam uczestniczyłem, wydaje mi się zupełną pomyłką, a na pewno nie jest dobrem dla człowieka. Sposób, w który byłem uczony, był skandaliczny. W swoim życiu nie spotkałem nauczyciela, który traktowałby swój zawód jako powołanie. Były to najczęściej sfrustrowane panie, które musiały uczyć w szkole, bo nigdzie indziej nie było dla nich miejsca. Dopiero niedawno poznałem ludzi w moim wieku, którzy rzeczywiście byli dobrymi nauczycielami. Podkreślam byli, gdyż odeszli już ze szkół z powodu chorego systemu, który tam panuje, którego nie wytrzymali. Jest to główny powód, dla którego nie chcę posyłać dzieci do szkoły, bo przecież nauka sama w sobie jest rzeczą piękną! W Polsce, niestety, jest przymus posyłania dzieci do szkoły i musiałem córkę tam posłać, bo inaczej odebrano by mi prawa rodzicielskie jako złemu rodzicowi. Jakim prawem ktoś nakazuje mi wysyłać dzieci codziennie do szkoły? Jest to przykład socjalizmu, w którym państwo wie lepiej niż człowiek, co jest dla niego dobre. Moja córka, Nina, uczęszcza do drugiej klasy szkoły podstawowej i marnotrawi tam czas, czytając na lekcji polskiego czytanki o Misiu i Małgosi, choć nauczyła się czytać w wieku sześciu lat ? na trylogii Tolkiena.

Czy Ninka nauczyła się czegoś jeszcze z zakresu, nazwijmy to, "szkolnego" przed pójściem do szkoły?
Chyba "pozaszkolnego", bo potrafi rozpoznać Botticellego, Muncha i Goyę. Wie, jakie dzieła wiszą w galerii Uffizi i co znajduje się w głębokim polu Hubble`a. Poznaje to, co ją interesuje, i nikt jej do tego nie goni... my tylko jej podpowiadamy. Ja nie nastawiałem się na to, że będę dziecku zastępował szkołę, skoro wiedziałem, że i tak ono tam pójdzie... Natomiast pisać czy czytać potrafię dziecko nauczyć w domu. Polega to na tym, że wskazuje się dziecku książki, które warto przeczytać, a które nie, które są ciekawe, a na które szkoda czasu. Moja córka bardzo lubi czytać i wystarczy jej dać parę wskazówek, co jest ciekawe, a co nie, a nauką zajmie się sama.

A jakie lektury wybiera córka?
Tolkiena całego, łącznie z "Silmarillionem" czyta na okrągło, poza tym ostatnio czytała "Opowieści z Narnii" Lewisa, książki Verne'a, mitologię grecką czy "Anię z Zielonego Wzgórza".

Jak widzę, są to książki na wyższym poziomie, niż lektury drugiej klasy. Czy nie bałbyś się jednak, że na naukę dziecka zabraknie Ci czasu?
W domu można nauczyć dziecka wszystkiego o wiele szybciej. Przecież nie muszę jej "uczyć" polskiego, ona i tak czyta sobie te książki. Zaczęła właśnie pisać pamiętnik i moja żona, która jest dziennikarką w sposób naturalny "uczy" ją stylu. W domu nie traci się tyle czasu na nonsensy i głupoty, jak w szkole.

A jak wygląda sprawa z kontaktem z innymi dziećmi?
To mógłby być faktycznie jedyny minus uczenia w domu. Dzieci bardzo lubią ze sobą przebywać, szkoła umożliwia im te kontakty. Ale znowu nie jestem taki, że nie wypuszczałbym dzieci na podwórko, ograniczał ich kontakty z rówieśnikami. My mieszkamy na blokowisku i Nina ma koleżanki i kolegów na podwórku, z którymi sobie biega, bawi się. Poza tym nasi przyjaciele mają wiele dzieci, a my często się odwiedzamy, więc nie byłoby tutaj żadnego problemu.

Przejdźmy może do innego tematu... "Armia", zespół, z którym jesteś najbardziej związany, był w latach osiemdziesiątych i na początku lat dziewięćdziesiątych jednym z najbardziej popularnych wykonawców punk rockowych. W pewnym momencie zacząłeś śpiewać bezpośrednio o Bogu, czego wcześniej nie było. Wystarczyło, że w piosence "Przebłysk" zmieniłeś słowo "Światło" na "Jezus Chrystus", a "Armia" straciła wielu słuchaczy i została zaszufladkowana jako zespół "chrześcijański". Dlaczego tak się stało i jak się wtedy z tym czułeś?
Jestem do dziś zdziwiony tą reakcją. To, oczywiście, nie była cała nasza publiczność, ale spora część, która nagle przestała nas słuchać i zaczęła się do nas nawet wrogo odnosić. Ja nie chciałem nikogo na siłę na koncertach nawracać, tylko śpiewałem to, co czułem, co czuło moje serce i co aktualnie przeżywałem. To, że moje serce czuło potrzebę zbliżenia do Boga, było uważane za dowód na to, że dostałem jakiegoś świra. Nie widzę żadnego wytłumaczenia, dlaczego w katolickim kraju, jakim ponoć jest Polska, nie ma zrozumienia dla tego typu postaw. Polska religijność jest generalnie bardzo płytka i jakakolwiek propozycja pogłębienia swojej wiary najczęściej spotyka się z odrzuceniem. Nie uważam Polski za kraj katolicki, Polska szybko, a wręcz lawinowo staje się krajem typowo neopogańskim w moim mniemaniu.

Dlaczego raził Jezus Chrystus, a nie raziło Światło?

(?)
Wyświetlony 3542 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.