czwartek, 23 wrzesień 2010 10:32

To tylko chwila, Tato Rzecz o przemijaniu - w piętnastą rocznicę śmierci

Napisane przez

    Niekoniecznie jest ważne to, o czym myślimy na co dzień.
     Natomiast niezwykle ważne jest to, o czym na co dzień nie myślimy.
     (Elias Canetti)

Grzbiety wzgórz po przeciwnej stronie jeziora pogrążają się w półmroku. Kudłate łąki zmieniają barwy, ulegając szkarłatnym akordom zmierzchu. Woda wśród sitowia łagodnie bełkocze, kołysząc przenicowane berety nenufarów, oddala się i urywa harde ujadanie psów. Wierzchołki drzew łapczywie ocierają się o siebie, zgrzytliwie zawodzą ramiona sosen i świerków; dogasające ognisko kwili w niemym proteście, syczy i skwierczy, acz podporządkowuje temu, co nieuniknione. Wątłe płomyki snują się wzdłuż skurczonych, smolistych odwłoków, a zalegające popielisko krwiste igiełki zdychającego żaru spozierają zawistnie na te ze swych sióstr, którym udało się wzbić ku zenitowi.
? Gdzie jesteś, Tato...? ? szepczę, rachując westchnienia, które pozostały, a w przerwach między oddechami wsłuchuję w coś, czego już nigdy nie usłyszę i wyglądam czegoś, czego nigdy już nie zobaczę. I nic mi po tym, że wiem teraz, co jest ważne, najważniejsze w świecie. Bo wiem również, że jest zbyt późno, by wiedzę tę wykorzystać. Przez śmierć poznajemy to, co tracimy, a nie to, co ewentualnie zyskujemy ? rzekł Artur Schopenhauer.
Tak ? w osłupieniu ? rodzi się starość...



 

***
? To do niczego!... ? wyznała onegdaj pielęgniarka, uczestnicząca w akcji ratunkowej po tragicznym wypadku drogowym, w którym śmiertelnych obrażeń doznał kierowca rajdowy Marian Bublewicz. ? Człowiek przez całe życie zabija się za mieszkaniem, za samochodem, zakupy, dom, aż wreszcie... Ile to w końcu warte? Ile warte? Och, kroplę tuszu! Nie więcej zużyje dyżurny felczer, firmując akt zgonu służbowym kitlem, nieczytelną parafą i pieczęcią rutyny. Proszę: czyż nie gonimy za złudzeniami, wikłając się w irracjonalny bieg ku finiszowi? Póki nie spowije nas taśma Zwieńczenia. Białe prześcieradło. Narzucona na twarz gazeta. Folia zszyta błyskawicznym zamkiem.
***
? Ciebie dopadło, Tato...
? Nie płacz, synku... Taki duży chłopiec nie płacze.
? W rzeczy samej, Ojcze. Nie płacze i nie lęka się ciemności. Chyba, że został małym chłopcem ? struchlałym, ponieważ skrzywdziło go Przeznaczenie. Gdzieś pomiędzy czwartym piętrem a trzaśnięciem trąconej niecierpliwą dłonią wozaka pokrywy karawanu pojął, że kolory spłonęły. Spłonęły i odeszły. Odeszły i nie wrócą.
Otwieramy oczy, zamykając powieki tym, których kochaliśmy.
***
Do diabła, czym zastąpić Obecność?! Zasypać otchłań obłędnego przeświadczenia, że przez całe życie spóźniamy się? Jak chciał Auguste Destouches (Céline), skażeni pędem przedziwnym ku porażce na bezdrożach nieporozumień trwonimy nasze sympatie i ustawicznie na coś się spóźniamy. Na godziny, uczynki, gesty i obietnice. W miejsca lub na uśmiechy. Na pragnienia, marzenia, na słowa bądź na milczenie. Spóźniamy rzadziej lub częściej. Raz na dobę, na tydzień, raz w miesiącu lub raz na rok. Albo też ten jeden raz, najgorszy, nieodwołalnie ostatni, ostatni na całe życie: na Zrozumienie. Po finał ilustrowany łopatą grabarza. Lub niszą w kolumbarium. Koniec. I jeszcze gawroni skrzek: Nie ma sposobu na to, co dzieje się tylko raz.
Przetrwa tło i blade postacie ? zdradził Samuel Beckett.
***
? A człowiek...?
***
Człowiek jest zwierzęciem obrzędowym ? oznajmił filozof języka Ludwig Wittgenstein. Wznosi zatem kurhany i pielgrzymuje ku grobom. Otulonym wiatrem, przysypanym ciszą, owiniętym płomykami świec i zapachem wosku, zmieszanego z żywiczną wonią sosnowych igieł, stopami obutymi w Tęsknotę, Obojętność lub Wiarę, przemierzając świetliste krużganki niebios, wpatrując w rozwarte wierzeje nicości, albo wdychając swąd piekielnych balustrad.
Oto nasze cmentarze: oszalałe predylekcje i banalne przypadki. Roztargnienia i dziedziczne klątwy chromosomalnych aberracji. Nadmierna ostrożność, zdrowy rozsądek i heroizm. Apatia ofiar, rozbestwiony polot katów, furia bezustannych rzezi i zemsty niespełnione. I łaska przebaczeń. Wilgotne uda namiętności i żebraczy kij. Zgrzebna sutanna księdza i pstrokata apaszka sutenera. Anielski prestiż i czarcia kurtuazja. Chaos i ład. Imponderabilia, dylematy, logika i demagogia. Sens i absurd. Świadomość i nieświadomość...
Hałdy jednorazowych opakowań, gnijących w takt splecionych w wieńce pór roku. Kleiste ochłapy, upiorny koktajl tak nieludzko bezpłodnych historii. Królestwo cieni, zgilotynowane modlitwy i zapatrzone w siebie sylwetki, z uporem pielęgnujące smutki. Zapiekłe ślady łez, strużyny wzruszeń pomiędzy krzyżami ? i wiatr, rzeźbiący sztolnie w sumieniach... wszak on z nas drwi ? jęcząc i poświstując.
Tu mam Ciebie szukać, Tato? Na tym pustkowiu, maskowanym martwą celebrą epitafiów?!
Kłamstwa, cholerne kłamstwa i epitafia. Świadectwa karkołomnych i naiwnych usiłowań, by pozorną trwałością kamiennych tablic obłaskawić Nieobecność, a ponad Niebytem rozpiąć most zbudowany z zastępujących kompresy zdań konwenansu. Ale to żadne panaceum, co najwyżej czczy skowyt: Bóg tak chciał. Powiadają, że wola zmarłego jest przedłużeniem jego życia. Lecz to przecie nic ponad nonsensowne grymasy żywych! Zmarli nie mają zdania ? prawda, Tato?
? Nie.
? Nieprawda, czy nie mają?
? ...
***
Bóg otacza ciemnością los pozostających w grobach (Paul Evdokimov); Nie widzę powodu, dla którego miałbym wierzyć w nieśmiertelność, choć z drugiej strony, nie widzę, czym bym miał wiarę w nieśmiertelność podważać (Aldous Huxley); Dokąd idzie dusza, gdy umiera ciało? Nie ma żadnej konieczności, aby szła dokądkolwiek (Jakub Boehme); Nie wiem, gdzie znajdują się nasi drodzy zmarli. Wiem, gdzie ich na pewno nie ma ? w grobach (Fryderyk Hebbel).
I tak dalej, i tak dalej. Spekulacje, hipotezy i interpretacje: Im dalej podróżujemy, tym mniej wiemy (Lao-Tsy).
Cmentarz to jedyne miejsce, w którym tak wiele słów zwiastuje tak mało, a spływające z drzew szepty przybierają kształt sfilcowanych mądrości, osadzonych szadzią na mumiach Niedokończenia. To pustka tak gęsta, że duszą się w niej nawet widma. Tak nieczuła, tak obojętna, jak trup. W życiu na Ziemi udział wzięli... ? i starczy. Poszli do piachu!
Cmentarze niczego nie uczą, a cmentarne alejki kaleczą najboleśniej, najdobitniej udowadniając, że życie to zagadka bez odpowiedzi. Nie poznasz tu żadnej. Otrzymasz złe, lub gorsze. Niczego, poza grawitacją, nie zdefiniujesz. Pośród nagrobków drzemią nieme pytania, resztę zżarły robaki. Tutaj krztynę sensu wypatrzysz w sączącej się z opuchniętej wargi kropelce krwi, lepkiej i słonej. I w milczeniu, które beatyfikował bodaj Pitagoras, o tej właśnie umiejętności wyrażania emocji rzekłszy dość obcesowo, acz tak cudownie zwięźle: Trzeba milczeć, jeśliś niezdolny użyć słów lepszych od milczenia.
...Milczeniem ujarzmić brak? Bo ciszę można okiełznać, choćby krzykiem...
***
? Więc dlatego płaczesz...?
? Mówiłem, jestem małym chłopcem.
? Byłeś.
? W takim razie te łzy uzasadnia sytuacja.
***
Przetrwało tło. I, uzupełniając Becketta, scena, na której kurz po skarlałych łzach. I hermetycznie zamknięte drogi, których przejść nie sposób. I zobowiązania, których najmniejszej części spłacić niepodobna ? ponieważ nic nie okaże się możliwe, żadne najmniejsze "coś" i żadne "wszystko". I rozpacz. I daremna fatyga, by przypomnieć sobie tych kilka słów nieznanych, które należało powiedzieć, a których przy ostatecznym rozstaniu zabrakło.
Narodziny, ciupcianie i śmierć ? skonstatował Thomas Eliot. Próbowałem pieprzenia, picia, pracy. To nic nie znaczy ? sprawdził Marlon Brando. Nie ma żadnej drogi, są głosy w ciemnościach i nicość, a zmierzamy tam na własnych nogach, brodząc przez ziemskie piekło ? dorzucił Albert Camus. Jesteśmy chwilą w rozmowie bogów planetarnych ? zreasumował Carl Jung. Poznajemy zasady rządzące ruchem figur na szachownicy, po czym słyszymy: "mat!"... i światło gaśnie.
Tak czy inaczej, nieważne jak mocno byśmy tego chcieli, po barwnej stronie tęczy nie możemy zostać na stałe. Jak ktoś słusznie zauważył: tylko nienarodzone nie może umrzeć.
(?)

 

Krzysztof Ligęza
Wyświetlony 5323 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.