czwartek, 23 wrzesień 2010 11:35

Kobiety na falach zbrodni

Napisane przez

Minął właśnie rok od dnia, w którym do portu we Władysławowie przybiła "pływająca klinika aborcyjna" o nazwie Langenort. I choć przez chwilę w swej naiwności sądziłam, że ta "wizyta" nie stanowiła odpowiedzi na zaproszenie polskich kobiet, to rychło okazało się jak głęboko się myliłam. Oto bowiem ponura łajba nawiedziła polski port z inicjatywy i na wyraźne zaproszenie naszych rodzimych feministek (a jakże!) występujących tutaj pod sztandarem Komitetu "STER- KOBIETY DECYDUJĄ".

Doprawdy, trudno było mi uwierzyć, że koszmarny plan niejakiej Rebeki Gomperts (lekarza (!) i założycielki holenderskiej (rzecz jasna!) fundacji Women on Waves), polegający na utworzeniu, jak to zgrabnie określiła, pływającej przychodni zdrowia reprodukcyjnego, doczekał się realizacji! I o ile ubolewam nad faktem istnienia podobnych do tego tworów gdziekolwiek na świecie, o tyle szczerze oburzyła mnie obecność Langenorta we Władysławowie. Czas jednakże studzi emocje i sprzyja formułowaniu właściwych (żywię nadzieję) wniosków. Sięgnęłam zatem ponownie do biuletynu Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny (czyt.: planowania poprzez unicestwianie), który w 2000 roku "raczył" czytających powyższymi "rewelacjami" i raz jeszcze ze zdumieniem czytałam o źródłach pomysłu pani Gomperts. Otóż, u owych źródeł leży współczucie dla kobiet ponoszących konsekwencje uwarunkowań społeczno-kulturowych i rozwiązań prawnych nie uwzględniających realiów życia codziennego. Tymczasem przez całe życie tkwiłam w przekonaniu, że "konsekwencje", o których mowa, to nic innego jak skutek współżycia seksualnego. Żadne bowiem uwarunkowania, czy to prawne czy społeczne, czy wreszcie kulturowe same w sobie nie są w stanie (o ile wiem) powołać do życia nowego obywatela. Cóż, człowiek uczy się przez całe życie... Zatem, hałaśliwe demonstracje feministek, wznoszenie transparentów z hasłami w stylu "Moja macica, mój wybór" czy "Ręce precz od mojego brzucha" są co najmniej absurdalne. Naturalnie, daleka jestem od pozbawiania kogokolwiek możliwości wyboru w jakiejkolwiek dziedzinie życia. Tak kobiety, jak i mężczyźni, absolutnie mają prawo wybierać odpowiednich dla siebie małżonków, uczelnie, profesje, przyjaciół i sposób na życie. Ale nikomu nie wolno decydować za innych, szczególnie gdy nie są oni w stanie bronić się przed skutkami tych wyborów! Nie ma wątpliwości, że brzuchy i macice najgłośniej krzyczących pań do nich właśnie należą, jednak jedynie do momentu gdy nie staną się schronieniem dla najsłabszych. Od tej chwili bowiem nie przysługuje im już prawo decydowania o życiu lub śmierci drugiego, najmniejszego nawet człowieka.
Nie do pojęcia dla normalnych ludzi jest to usilne dążenie tzw. organizacji kobiecych do zliberalizowania ustawy antyaborcyjnej, a co za tym idzie ? pełnej legalizacji aborcji. Jeszcze trudniejsze do zrozumienia jest, że bojowniczkami o to wątpliwe "prawo" są właśnie kobiety! Dlaczego zdrowa, młoda kobieta oczekuje, że państwo zagwarantuje jej możliwość dokonania "bezpiecznej aborcji"? Skoro pewna (niestety, niemała) grupa kobiet tak zażarcie walczy o możliwość "wyboru", to dlaczego nie dokonuje właściwych wyborów w sprawach, w których ingerencja państwa jest zbędna? Dlaczego mając wybór: "beztrosko uprawiać sex z tym czy owym partnerem, czy też może przemyśleć taką decyzję, ponieważ możliwe, że okaże się brzemienną w skutki" ? wybierają tę pierwszą wersję licząc, że "się uda" ominąć jej konsekwencje? I na tym właśnie etapie prawo do dowolnego "rozporządzania" naszym ciałem się kończy.
Szereg naturalnych uwarunkowań czyni z nas ? kobiet szczególną, wyjątkową grupę ludzi. Przygnębiająca jest świadomość, że tak wiele z nas nie dostrzega w fakcie bycia kobietą niczego niezwykłego, że to, co winno być postrzegane jako dar, często bywa traktowane jak ciężar, uwiera jak kamień w bucie. Być może, wszystko to,co dzieje się w głowach i sercach (?) kobiet chcących zabijać własne dzieci, nie powinno dziwić aż tak, skoro ich "wyczyny" i przerażające "projekty", nie mówiąc już o tzw. "edukacji seksualnej" pozbawionej moralnych, duchowych i emocjonalnych aspektów, cieszą się pełną aprobatą i wsparciem ze strony niektórych postaci polskiej sceny politycznej. I tak na przykład, kiedy niesieni falą (nomen omen) emocji przedstawiciele LPR i Młodzieży Wszechpolskiej, gwałtownie zaprotestowali przeciwko obecności "pływającej rzeźni" w polskim porcie, zwolenniczki aborcji natychmiast poskarżyły się obecnej wicepremier, znanej wielbicielce homoseksualistów, ówczesnej Pełnomocniczce (nie Pełnomocnikowi!, to kolejna obsesja feministek) Rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn. W odpowiedzi na list, w którym feministki zwróciły się do niej z prośbą o interwencję w powyższej sprawie, wyraziła ona prawdziwe zaniepokojenie zaistniałą sytuacją i panującą we Władysławowie atmosferą. Nie omieszkała także podkreślić, że obrona praw człowieka, których integralną częścią są prawa kobiet (czyt. prawa do zabijania swych dzieci), powinna leżeć u podstaw demokracji. Według pani Pełnomocnik państwo prawa powinno zagwarantować ochronę swoim obywatelom.

(?)

 

Katarzyna Morga

Wyświetlony 2887 razy

Najnowsze od Katarzyna Morga

Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.