Wydrukuj tę stronę
czwartek, 23 wrzesień 2010 11:48

Wyższa Szkoła Kowalstwa Losu

Napisane przez

Dla niemal każdego ucznia liceum studia to oczywista konieczność, etap w życiu będący ta-kim samym aksjomatem jak dojrzewanie. Ilość maturzystów nie zdających na studia można liczyć w promilach.

I faktycznie ? większości udaje się dostać na wymarzony kierunek, jeżeli nie na studia dzienne, to zaoczne lub wieczorowe. W związku z tym, że właściwie każdy zdaje na więcej niż jeden kierunek, prawie nie ma osoby, która zostałaby na lodzie. Najbardziej popularnymi "kołami ratunkowymi" wydają się: historia, ochrona środowiska, chemia czy administracja. Po ogłoszeniu wyników następuje wielkie przetasowanie związane z rezygnacjami tych, którym udało się zostać więcej niż jeden egzamin. Tak czy owak praktycznie każdemu udaje się kształcić w kolejnym roku szkolnym, jak nie na uczelni, to na różnego rodzaju kursach (jak to zgrabnie nazwała pewna pani reklamująca tego typu usługi ? "studiumach").
Przy wyborze dalszego toku nauki dużą rolę odgrywają wyobrażenia o jego "przyszłościowości". Jako kierunki perspektywiczne wymieniane są głównie związane z każdego rodzaju zarządzaniem, np. marketing, informatyka, administracja (wiadomo ? UE), cenione są ostatnio także towaroznawstwo lub biotechnologia. Mieszane uczucia wywołuje chyba najbardziej popularny, sądząc po liczbie studentów, kierunek, jakim jest prawo, kojarzone głównie z przeżartą nepotyzmem adwokaturą. Pesymiści, których liczba w naszym kraju stale rośnie, twierdzą, że i tak po żadnym kierunku nie ma pracy i należy wykorzystać ten czas do pogłębiania swoich zainteresowań oraz do przedłużenia młodości. Bo przecież studia to najpiękniejszy okres w naszym życiu...
Faktycznie, większość magistrów albo zostaje bezrobotnymi, albo zajmuje się pracą nie zawsze odzwierciedlającą ich marzenia i aspiracje. Można to, oczywiście, zrzucić na karb nieznośnego życia, które nie rozpieszcza, i przejść nad tym do porządku dziennego. Jeszcze łatwiejszym sposobem tłumaczenia sobie tej sytuacji (gdyż daje on teoretycznie szansę na zmianę owej) jest oskarżenie o ten stan rzeczy rządu lub "wilczego kapitalizmu". Państwo przecież powinno zapewnić pracę każdemu magistrowi filozofii przyrody nieożywionej (czy jak to się tam nazywa), każdemu z pół miliona nowych prawników, a już na pewno mnie.
Winę ponosi jednak zupełnie co innego. Zobrazuję to przykładem kierunku bardzo ciekawego, niemniej jednak dającego wyjątkowo małe szanse na znalezienie związanej z nim pracy. Rok temu egzamin na studia dzienne historyczne na lubelski Uniwersytet Marii Skłodowskiej-Curie składał się z części pisemnej (wypracowanie) i ustnej. Średnia liczba kandydatów przypadająca na miejsce wynosiła mniej niż 1,5. I tak większość ze zdających nie wydawała się wielkimi entuzjastami magistra vitae. Mniej więcej połowa z nich otrzymała z egzaminu pisemnego ocenę niedostateczną. Oczywiście, można o to obwiniać egzaminatorów chcących pokazać przyszłym studentom, że "na naszej uczelni" o piąteczki nie będzie już tak łatwo, jak w szkole. Jednak poziom rozmowy z komisją mógł zweryfikować ten pogląd. Na moim zdającym znajomym niemałe wrażenie zrobił jego poprzednik, który stwierdził, że rewolucja w roku 1905 to było... powstanie listopadowe. Po długich rozważaniach (może styczniowe? A może kościuszkowskie?). Pozostałe odpowiedzi były na podobnym poziomie ? opuścił salę z wiadomą oceną.
Nie inaczej było prawdopodobnie na KUL-u. Świadczyć o tym może fakt, że o ile w tamtym roku egzamin składał się z rozmowy kwalifikacyjnej (inny kolega został zapytany: "Niech pan nam opowie coś o papieżu"), o tyle w tym roku ograniczono się już tylko do... konkursu świadectw. Efekt ? prawie osiem osób na miejsce i lista studentów składająca się najprawdopodobniej w 90% z ludzi zupełnie przypadkowych. Znam nawet takiego, który mając całkiem dobre oceny w szkole, zdecydował się wydać 75 zł i "zdawać" (bo czy tutaj o egzaminie w ogóle może być mowa?) na historię tylko po to, by mieć jakiś punkt zaczepienia, jeżeli nie dostanie się na biotechnologię lub na inny kierunek związany z jego przedmiotem maturalnym, czyli biologią (na szczęście nie będzie musiał korzystać z tej możliwości). Oczywiście, połowa historyków z przypadku w ogóle nie doczeka się magisterki. Zresztą naprawdę o tym nawet nie marzą. Za rok bowiem będą znów zdawać na te swoje medycyny i psychologie, a gdy się dostaną, nie będą już mieli ochoty poznawać naszych dziejów ojczystych tudzież dokonań Juliusza Cezara czy Napoleona.
Bynajmniej nie chcę wyśmiewać czy, broń Boże, potępiać moich rówieśników. Takie podejście jest jak najbardziej zrozumiałe i sam bym tak postąpił, gdybym nie miał wolnego wstępu na jeden z kierunków. Każdy chciałby uczyć się tego, co go interesuje, a potem pracować w tym fachu, w którym widzi siebie w swoich marzeniach. Poza tym na wybory młodych ludzi wpływają jeszcze inne, niezwiązane z kształceniem i pracą, czynniki. Swego czasu media usiłowały nas przekonać, że zmienia się stosunek młodzieży do zasadniczej służby wojskowej. Młodym mężczyznom miałoby ponoć strasznie zależeć na pójściu do wojska. Tymczasem lęk przed bezrobociem pcha w kamasze ludzi, którzy i tak nie myślą o studiach. Dla całej reszty pobór jest argumentem, który się niezmiernie liczy przy wyborze ilości kierunków, na którą zdaje. Ostatecznie młody chłopak woli dowiedzieć się, że Racibor był jednym z dwóch synów Bogusława I, księcia szczecińskiego, z jego pierwszą żoną Walburgą, niż przez bodaj dziewięć miesięcy ganiać z karabinem po poligonie i czyścić kible własną szczoteczką do zębów na życzenie jakiegoś niedopieszczonego przez rodziców sadysty.

(?)

 

Stefan Sękowski
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Wyświetlony 4883 razy
Stefan Sękowski

Najnowsze od Stefan Sękowski

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.