czwartek, 23 wrzesień 2010 11:53

Edukacja domowa czyli jak odpowiednie dać (edukacyjnej) "rzeczy" słowo

Napisane przez

W porozumiewaniu się ludzi między sobą ważną rolę odgrywają potrzeby związane z używanymi słowami. Z jednej strony wymagamy od siebie wzajemnie precyzji w doborze wyrażeń, z drugiej zaś odrzucamy wyrażenia nadmiernie rozbudowane.

Unikamy określeń źle się kojarzących, choćby nawet były "poręczne". Zawsze jednak potrzebujemy zgody co do jednolitego nazewnictwa. Kłopotliwość w powyżej wskazanych względach pojawia się szczególnie w sytuacjach społecznie nowych. Taka jest w naszych, polskich warunkach sytuacja względnie nowego zjawiska edukacyjnego, w którym dzieci przerywają lub w ogóle nie rozpoczynają i nie realizują nauki w szkole, kształcąc się przy wsparciu członków rodziny ? najczęściej rodziców ? we własnym domu. Jest to zjawisko relatywnie tylko nowe, bo historia polskiej oświaty zna je od dawna, ale od czasu zmonopolizowania sfery edukacji przez PRL-owskie państwo zostało ono "wypchnięte" na społeczny margines i zasadniczo zapomniane. Dziś powraca z "wygnania", ale brakuje mu powszechnie rozpoznawanego "imienia". Bez tego nie może zyskać pełnej społecznej tożsamości. Jego marginalności sprzyja prawnicza formuła, w jaką zostało "ubrane". W ustawie "o systemie oświaty" fenomen ten nazwano spełnianiem obowiązku szkolnego poza szkołą. Tak rozdęta formuła przypomina reliktowe już wyrażenia socjalistycznej "nowomowy". W dodatku jest ona wewnętrznie logicznie sprzeczna. Jakimże "szkolny" może być obowiązek, który w swej istocie jest "pozaszkolny" lub nawet "bezszkolny"? A już na pewno terminy te nie są wygodne w użyciu. Konieczne jest oszczędniejsze w wyrazie, czyli po prostu krótsze wyrażenie. W dotychczas dość skromnej literaturze pedagogicznej używa się określenia "edukacja domowa", ale czy nie jest ono zbyt sztuczne? Przecież pojęcie "edukacja" jest obcego naszemu językowi, łacińskiego pochodzenia. Gdybyśmy odwołali się do anglosaskiej praktyki nazewniczej, natrafilibyśmy przede wszystkim na dwojako zapisywany termin home schooling lub homeschooling. I jakkolwiek jego przekład w postaci "kształcenia na szkolną modłę w domu" wygląda tyleż zniechęcająco, co polskie prawnicze "językotwory", to już jako poręczna alternatywa może służyć tłumaczenie nazwy pojedynczego przedsięwzięcia tego rodzaju: a home school ? "domowa szkoła". Może więc nazwać po polsku to zjawisko właśnie swojsko brzmiącą "domową szkołą"?

(?)

 

Marek Budajczak
Wyświetlony 3401 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.