czwartek, 23 wrzesień 2010 12:02

Jolka czyli jolka Klątwa Eligiusza Niewiadomskiego

Napisane przez

(...) jolka ? żaglówka, łódź żaglowa sportowa lub turystyczna, o małych wymiarach, najczęściej z jednym lub dwoma żaglami (...) Okręty i żegluga, Wyd. Naukowo-Techniczne, Warszawa 1977

I
Porzekadło ludowe powiada, że tonący brzytwy się chwyta. Oczywiście jest to przenośnia. Brzytwa jako przedmiot wykonany z metalu nie ma właściwości korka i sama nie zdołałaby się utrzymać na powierzchni wody, a co dopiero utrzymać tonącego, niczym koło ratunkowe czy kapok. Brzytwa, przedmiot ostry, niebezpieczny i przez to nieprzyjemny, symbolizuje tu coś samo w sobie złego, po które jednak wyciąga się ręka człowieka tonącego, który nie ma wyboru. Jednym słowem: brzytwa albo śmierć w wodnej kipieli...
UPR odwołuje się do mądrości środowisk konserwatywnych z przełomu XIX i XX wieku. PSL odprawia obrzędy nad grobem Witosa i Rataja, chcąc przykryć ZSL-owski ślad patyną dawnego ruchu ludowego. Lepper, gdyby umiał czytać, pewnie odwołałby się do tradycji Jakuba Szeli i jego rzezańców. SLD wije się tutaj jak piskorz na piasku. Raz śpiewa Pierwszą Brygadę, że to niby Marszałek też był kiedyś socjalista, innym razem składa hołdy papieżowi, by za jakiś czas ośmieszać Go w wydaniu trefnisia z prezydenckiego dworu. Mówiąc krótko: od Lasa do Sasa. Wszystko to jednak na nic. Cały ten pomysł, partii reprezentującej interesy milionerów, odwołującej się do patriotyzmu ustami dzieci PZPR-owskich kolaborantów i wygrywającej wybory głosami biedoty czy nawet lumpenproletariatu, zaczyna się łamać. Jak przystało na partię "ludzi wyczulonych społecznie", w chwilach trwogi pozostaje zawsze odwołanie się do skarbnicy mądrości ludowej.
A gdzież można znaleźć więcej tej mądrości niż w ludowych porzekadłach!?
Jako się rzekło na początku, tonący brzytwy się chwyta. Brzytwa to jednak ostateczność, może lepsza byłaby jolka. Jolka, jak informuje zacytowane na wstępie źródło wiedzy fachowej, to wprawdzie łódź mała, żadna z niej "Aurora", sportowo-turystyczna, a więc mało poważna, ale, jako rzecze przysłowie ludu rosyjskiego: tam gdzie nie ma ptaków i d.... jest słowikiem.....

II
Kilka lat temu, przy okazji jakiegoś spotkania towarzyskiego w szerszym gronie, poznałem pewną panią w wieku około lat 65. Rozmawiając o polskich politykach i ich żonach usłyszałem od mojej rozmówczyni ciekawą historię. Owa pani urodziła się i wychowała w normalnej i przyzwoitej polskiej rodzinie. W takiej, w której uczono dzieci, że nie wypada bawić się na podwórku z dziećmi milicjantów, SB-eków, politruków i sekretarzy PZPR. W połowie lat 60. moja rozmówczyni jako studentka przebywała na praktyce gdzieś na zapadłej prowincji. W ramach bratania się miastowych z miejscowymi urządzono bal, na którym wspomnianą panią spotkała gruba nieprzyjemność: w pewnym momencie podszedł do niej przewodniczący miejscowego ZSMP i poprosił ją do tańca. Oburzenie dziewczyny było tak wielkie, że spontanicznie i bez chwili zastanowienia plunęła w twarz przewodniczącemu i wyszła z sali. Aferę jakoś zatuszowano, koledzy i koleżanki ze studiów zgodnie zaświadczyli, że sekretarz był pijany i brał się do obmacywania. Po przeszło trzydziestu latach od tego incydentu moja rozmówczyni wyznała, że teraz źle ocenia swoje zachowanie na tamtym balu. Jak powiedziała, to był w końcu powiatowy przygłup, z tłustymi włosami sięgającymi karku, o brudnych paznokciach, po jakiejś małomiasteczkowej maturze z protekcji Powiatowego Komitetu Partii. Mimo tej samokrytyki, po upływie tylu lat moja rozmówczyni nie mogła ukryć oburzenia, że ktoś taki jak sekretarz ZSMP śmiał ją poprosić do tańca, ktoś, kto w jej oczach był zerem.
Z czasów swoich studiów w stanie wojennym pamiętam tzw. zsypówki. To ostatnie słowo pochodziło od skrótu ZSP (Zrzeszenie Studentów Polskich), proreżymowej, kolaboranckiej organizacji infiltrującej środowisko studenckie. ZSyP w owym czasie miał monopol na wszelkie formy aktywności studenckiej. Kto chciał zabawić się w studenckim klubie, obejrzeć w takim przybytku soft-porno film na wideo, podróżować ze studenckim biurem turystycznym, wyskoczyć w zorganizowanej grupie na narty do Czechosłowacji, pracować naukowo w kole naukowym, dorobić kilka groszy w studenckiej spółdzielni pracy czy nawet starać się o zapomogę, musiał ocierać się o ZSyP. Nic więc dziwnego, że wokół co bardziej prominentnych ZSyPiarzy kręciły się zawsze panienki złaknione życia i użycia. Wśród nich przeważały dziewczyny z małych miejscowości gotowe na wszystko, nawet na romans z sekretarzem ZSyPu czy ZSMP, byle tylko zakotwiczyć się w mieście i nie wracać do rodzinnej zagrody. Po osiągnięciu celu, tj. zaciągnięciu swojego sekretarza do USC, niektóre rzucały studia, nie widząc sensu w ich kontynuacji. Podobnie zresztą jak ich mężowie, mając w kieszeni partyjny glejt do lepszego życia w PRL, nie widzieli potrzeby kontynuowania studiów.

III
W 1314 roku ostatni Wielki Mistrz Templariuszy Jakub de Molay, umierając na stosie, rzucił kilka klątw. Jedna z nich dotyczyła ówczesnego króla Francji Filipa Pięknego. Król wkrótce umarł i o klątwie zapomniano by, gdyby nie to, że po Filipie w ciągu zaledwie kilku lat zmarli wszyscy jego trzej koronowani synowie, a Francja, kraj do niedawna potężny i bogaty, pogrążyła się w mrokach wojny 100-letniej. Z tych strasznych terminów Francję wybawiła wreszcie kobieta, Dziewica Orleańska. Jeszcze ponad 400 lat po śmierci Jakuba de Molay, w czasach rewolucji francuskiej, doszukiwano się śladów klątwy Wielkiego Mistrza w fakcie, że Ludwika XVI i jego żonę więziono przed egzekucją w tej samej wieży, w której trzymano Jakuba de Molay. Mówiono nawet, że klątwa rzucona w trakcie egzekucji padła na wszystkich monarchów Francji.
Historia milczy na temat przebiegu egzekucji Eligiusza Niewiadomskiego, artysty malarza, który zastrzelił w Zachęcie prezydenta Narutowicza. Aż prosi się tutaj o legendę: Niewiadomski, stojąc po ścianą straceń, z czarną przepaską na oczach, naprzeciw plutonu egzekucyjnego, rzuca znad grobu klątwę na wszystkich polskich prezydentów...
Tak na marginesie: że też żaden pisarz nie wykorzystał tego pomysłu...

(?)
Jerzy Burliński

Wyświetlony 6747 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.