piątek, 24 wrzesień 2010 10:30

Wielka cezura

Napisane przez

Druga wojna światowa stanowi jeden z największych przełomów w całych naszych dziejach. Choć historię Polski wypełnia mnóstwo dramatycznych wydarzeń - trudno w niej znaleźć podobnych kilka lat, które by aż tak bardzo zmieniły nasz kraj. Za podobną cezurę, stanowiącą jednak inny rodzaj przeobrażenia, może uchodzić chyba tylko gwałt rozbiorów.

Według szacunków prof. W. Roszkowskiego ? wojny nie przeżyło 7,5 miliona obywateli Rzeczypospolitej (ponad 6 mln zabitych z rąk niemieckich i 1,5 mln ? sowieckich).Walka z Niemcami i terror hitlerowski przyniosły śmierć 22% populacji. Kolejne 4% zabitych to skutki agresji i okupacji radzieckiej. Statystyki wskazują, że w 1939 r. Polskę zamieszkiwało 35,1 mln, w 1946 roku ? tylko 23,9 mln. Liczba mieszkańców kraju spadła więc w ciągu siedmiu lat o11,2 mln, czyli o 31,4%. Niewiele krajów kiedykolwiek zaznało biologicznego wyniszczenia o takim zasięgu i w tak krótkim czasie. Podczas drugiej wojny światowej porównywalne morze krwi rozlano tylko na Białorusi i Ukrainie. Straty niemieckie wyniosły ok. 9%. Zestawiając przedwojenny i dzisiejszy potencjał ludnościowy Polski z innymi krajami Europy dowiemy się, że nastąpiło trwałe zmniejszenie naszej populacji w porównaniu z innymi. Nasze 35,1 mln mieszkańców z roku 1938 stanowiło 78% ludności Wielkiej Brytanii. Dziś liczba Polaków w porównaniu z Brytyjczykami to już tylko 66,1%. Analogicznie "zmniejszyliśmy się" w zestawieniu ze wszystkimi państwami Europy. W porównaniu z Francuzami było nas prawie 80%, jest ? 66,2%; nasza liczebność stanowiła 87,8% Włochów, dziś ? 67%. Niemcy (przed aneksją Austrii i Sudetów) liczyły 59,8 mln, czyli w porównaniu z nimi było nas 58,7%. Dzisiaj obywatele Polski to już tyko 47,4% obywateli RFN. Okrojenie Polski (choć 13 lat temu także jeden fakt pozytywny ? niepodległa Ukraina) wpłynęło na to, że przesunęliśmy się z szóstego na dziewiąte miejsce na liście największych obszarem krajów kontynentu. Straty wojenne spowodowały, że od międzywojnia nie zaliczamy się już ludnościowo do szóstki najliczniejszych w Europie, gdyż wyprzedza nas także Hiszpania.
Same liczby wskazują, że 60 lat temu nasz naród zbliżył się do punktu całkowitego unicestwienia. A przecież w tych liczbach nie zawierają się przede wszystkim ofiary "statystyczne i przypadkowe". Tak może było z narodem niemieckim, którego zabici byli żołnierzami z poboru albo mieszkańcami bombardowanych miast. U nas wróg miał przywilej wyboru. Między 1939 a 1945 rokiem zdołał pozbawić życia co czwartego ? piątego obywatela Rzeczpospolitej. I nie było przypadku w tym, że na celowniku najczęściej znajdował się najbardziej wartościowy z każdej takiej czwórki, czy piątki. W Katyniu ginęli przede wszystkim oficerowie rezerwy ? w cywilu będący kwiatem polskiej inteligencji. Nie jest chyba zrządzeniem losu to, że wymordowanie kilkunastu tysięcy najlepszych Polaków, jacy dostali się w ręce sowieckich siepaczy, zbiegło się w czasie z analogiczną akcją nazistowską pod kryptonimem AB. Zarówno hitlerowska, jak i radziecka eksterminacja wymierzone były w pierwszej kolejności w tych, którzy przewodzili i nadawali ton życiu narodu. To przede wszystkim ta najhojniej wyposażona w szlachetne przymioty, najbardziej utalentowana i twórcza część społeczeństwa ginęła w Powstaniu Warszawskim i innych walkach w obronie niepodległości.
"Generalplan Ost" i równoległe radzieckie działania wymazujące Polskę z mapy ? w części zostały zrealizowane. Z pięciu najsilniejszych ośrodków życia naukowego i kulturalnego, jakimi w okresie międzywojennym były Warszawa, Kraków, Lwów, Wilno i Poznań ? względną ciągłość zachowały co najwyżej dwa. Stolica niemal przestała istnieć, odtworzona została w ogromnej mierze przez siły zewnętrzne. Lwów i Wilno znalazły się poza granicami kraju, ich tradycje tylko w części wskrzeszono w nowych miejscach.
Wojny nie przeżyło około 30% polskiego ziemiaństwa, a odsetek zabitych przez okupantów osób z cenzusem uniwersyteckim ? jest jeszcze wyższy. Zginęło 28% nauczycieli i pracowników wyższych uczelni, 38% lekarzy i 58% prawników. Dodając do tego zbrodnie okresu powojennego oraz to, że ocalała część elit została pozbawiona majątków i w większości zepchnięta na margines ? uzyskujemy obraz społeczeństwa w znacznej mierze "zdekapitowanego". Warstwy przywódcze, środowiska nadające ton życiu społecznemu, kulturalnemu ? w wielkiej części przestały istnieć. Ich odbudowa to dzieło, które musi trwać pokolenia. A odtwarzane elity to już ludzie innego pochodzenia, kształceni i wychowywani w odmiennych realiach, często w innym świecie wartości. Dawna inteligencja wywodziła się głównie z ziemiaństwa. Ta okoliczność determinowała jej etos i osadzenie w tradycji, a zaplecze majątkowe ? gwarantowało duży stopień niezależności od jakiejkolwiek władzy. Inaczej rzecz się ma z tzw. nową inteligencją, która nie zawsze wywodzi się z środowisk pielęgnujących jakikolwiek etos, posady uzależniły ją od zwierzchnictwa państwowego (a raczej urzędniczego-partyjnego) i przynajmniej część jej przedstawicieli przyswoiła pogląd, że swój awans zawdzięcza wyłącznie "ludowej" władzy. Cel najeźdźców, polegający na likwidacji "głowy" narodu polskiego ? w ciągu kilku lat został osiągnięty w bardzo znacznym stopniu. Zaryzykuję pogląd, że pomimo wykształcenia od czasów wojny milionów Polaków ? prawdziwa, państwotwórcza elita została zrekonstruowana tylko w części.

(?)
Grażyna Ślęzak
Wyświetlony 7910 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.