piątek, 24 wrzesień 2010 12:26

Marksizm w dziesiątej muzie

Napisane przez

Lenin nazwał kino najważniejszą z potrzebnych nam sztuk. W ogarniętej bolszewickim przewrotem Rosji nie mogło być inaczej. Gdyby nie wynalazek ruchomych obrazów- realia wielkiego kraju, zamieszkanego w większości przez analfabetów, skazałyby komunistycznych agitatorów na szerzenie swych idei za pomocą metod naśladowanych z "Biblii pauperum". Wynalazek braci Lumičre (a może Lumičre i Prószyńskiego?) spadł Sowietom jak z nieba i odegrał doniosłą rolę w urzeczywistnianiu marksistowskiej utopii.

Pierwsze lata Rosji Radzieckiej to nie tylko wojna, terror, społeczne i gospodarcze przemiany tratujące cały dorobek przeszłości. To także krótki czas rozkwitu awangardy teatru i sztuk plastycznych. Zanim artyści, opętani wizją zmiany barw i kształtów rosyjskiego pejzażu, zakończyli przepełnione ekspresją biografie w śniegach Kołymy ? zdążyli m.in. przemalować na żółto parowozy sowieckich kolei, zorganizować największe w dziejach happeningi i położyć kamienie milowe sztuki filmowej. Sny filozofów (o ile marksizm zasługuje na miano filozofii) urzeczywistniały się w dziełach skrajnie zmanipulowanych, których obraz publiczność, liczona w milionach i na przestrzeni pokoleń, przyjmowała jednak jako prawdę objawioną. Zapewne właśnie nieznany wcześniej potencjał kreowania rzeczywistości i siła "masowego rażenia" drzemiąca w celuloidowej taśmie były przyczyną zachwytu Lenina.
Do najbardziej znanych "dokumentalnych" zdjęć w dziejach filmu należą obrazy zdobywania Pałacu Zimowego przez nieprzebrane rzesze żołnierzy, pędzących przed siebie pomimo gradu kul wystrzeliwanych przez burżuazyjnych siepaczy. Wszyscy znamy sekwencję, w której najdzielniejsi z rewolucjonistów wspinają się na wielką bramę otwierającą się niczym wyśniony przez wszystkie minione pokolenia ? świetlany rozdział powszechnego szczęścia ludzkości... Skąd wzięły się te ujęcia, skoro bolszewickiemu przewrotowi nie towarzyszyła żadna kamera? Poza tym przedstawiane obrazy w żaden sposób nie przypominały tego, co rzeczywiście działo się pierwszego dnia rewolty. Uczestników i świadków była garstka ? niewielu więc miało podstawy do kwestionowania materiału pokazywanego kolejnym generacjom jako zapis najważniejszych wydarzeń w dziejach świata.
W latach dwudziestych rocznice rewolucji świętowane były wielkimi plenerowymi akcjami, organizowanymi przez grupy teatralne "Agitprop". W roku 1920 przed pałacem zimowym odbył się jeden z największych happeningów ? zrealizowany pod kierownictwem Mikołaja Jewreinowa. W przedstawieniu wzięło udział 8 tysięcy aktorów. Tylko nieliczni z nich mieli w spektaklu do odegrania konkretne role. Większość otrzymała zadanie pobudzenia do aktywnego uczestnictwa przybyłych widzów. Według analiz dokonanych przez Kazimierza Brauna ? w inscenizację tę włączyło się około stu tysięcy ludzi. To właśnie ona została sfilmowana, służąc odtąd jako dokument obrazujący (a w istocie ? całkowicie fałszujący) wydarzenia bolszewickiego przewrotu.
Znaczna część filmowców bolszewickich przeżywała fascynację hasłami futuryzmu. Całe dotychczasowe dziedzictwo kulturalne odrzucali oni jako pomyłkę. W związku z tym, że niemal wszyscy przedrewolucyjni twórcy filmowi zostali wymordowani albo schronili się za granicą ? kinematografia była obszarem całkowicie dziewiczym. Dziga Wiertow zaczął tworzyć dzieła pozbawione nie tylko fabuły, ale i wszelkiej inscenizacji. Grigorij Kozincew postulował zerwanie z jakąkolwiek narracją i realizmem, jako kontynuacją burżuazyjnej rozrywki i zbędnym opisywactwem. Oczywiście, dzieła tej awangardy nie były zrozumiałe dla nikogo poza ich twórcami (choć i to nie jest pewne). Na początku lat dwudziestych władza radziecka rozpędziła ekscentrycznych artystów (tak się zresztą nazywała ich korporacja ? Fabryka Ekscentrycznego Aktora FEKS ), stawiając wobec twórców filmowych konkretne wymagania. W kręgu Lwa Kuleszowa zaczęły powstawać filmy, których tytuły mówią same za siebie: Do Armii Czerwonej, Bój to będzie ostatni, Wszystko w naszych rękach, Obsiewajcie pola, Pasożyt, Podłość kułacza. W tych warunkach pojawił się jeden z prekursorów dzisiejszych strzelanek ze Schwarzeneggerem, czyli Iwan Perestiani. Stworzył on ekipę najzdolniejszych akrobatów wywodzących się z pierwszych cyrków Rosji i nakręcił z ich udziałem film pt. Czerwone diablęta. Fabuła przedstawia mały oddział bolszewickich komandosów, którzy niemal gołymi rękami unicestwiają lwią część Białej Armii.
Znamiennym faktem jest, że na dworach największych satrapów XX wieku, pośród tłumów cynicznych kanalii trafiały się i perełki w postaci artystycznych geniuszy pierwszej wielkości. Tak jak pupilką Hitlera była Leni Riefenstahl, tak ołtarzom bolszewizmu blasku przydawał Sergiusz Eisenstein. Początki jego twórczej drogi zapowiadały go raczej jako reżysera horrorów, niż wielkiego artystę kina. Patentem Eisensteina był tzw. "montaż atrakcji", polegający na sprawnych trikach, przedstawiających realistyczne odrąbywanie rąk lub wykłuwanie oczu. Miejsce w historii zapewniły mu jednak monumentalne dzieła o ogromnej sile ekspresji, pomimo braku w nich jednostkowego bohatera. Szereg błyskotliwych konceptów autora Pancernika Patiomkina na trwałe wszedł do kanonów "języka filmu". Operowanie zaskakującymi, lecz czytelnymi metaforami i zręczną grą skojarzeń przyniosło Eisensteinowi sukces pozwalający mu chełpić się, że potrafiłby i bez aktorów zekranizować nawet Kapitał Marksa. Pytany o niebagatelne wówczas osiągnięcia amerykańskie, odpowiedział, że Myszka Miki to jedyny wkład USA do kultury światowej.

(?)
Grażyna Ślęzak
Wyświetlony 7756 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.