Wydrukuj tę stronę
czwartek, 30 wrzesień 2010 07:18

Kultura i pop-kultura

Napisał

W majowym numerze "Opcji" pojawił się tekst Eugeniusza Obarskiego Odkryj cudowny, wspaniały świat makaronu! Artykuł utrzymany jest w apokaliptycznej retoryce upadku kultury, do którego przyczynia się świat kultury masowej. Nie jest to pierwszy artykuł atakujący zajadle kulturę popularną. Kiedy czytam tego rodzaju komentarze, mój poziom irytacji gwałtownie rośnie – przy tekście p. Obarskiego osiągnął poziom graniczny, gdzie jedynym wyjściem jest sięgnięcie po pióro.

 

Tekst Odkryj cudowny... razi przede wszystkim niedbałością, niepotrzebnym patosem i zwykłą tendencyjnością. Niedbałość przejawia się w tym, że autor nawet nie zadał sobie trudu, by określić, co rozumie pod pojęciem kultury masowej ? obecnie jest to pojęcie tak szerokie, że każdy z czytających może podstawić tam dowolny fenomen kultury ? dlatego teza potępiająca w całości kulturę masową nie może być utrzymana. Kultura masowa (podejrzewam, że tak ją ujmuje autor) jest tu związana z masowością, techniką i handlem. Głównym jej orężem będzie zatem reklama i telewizja.
Ciekawe, czy do kultury wysokiej, czy niskiej zaliczyłby p. Obarski np. teatr, fotografię, film (np. "Pasję"), operetkę, literaturę fantasy (np. Tolkiena), radio? Tego rodzaju działalność jest oparta na technice, reprodukcji, jest adresowana do masowego odbiorcy, jest uwikłana w reguły rynku.
Tekst p. Obarskiego odwołuje się do powszechnie uznanej tezy, że jeżeli przyjmiemy, iż kultura ma charakter arystokratyczny i przeciwstawimy ją społeczeństwu masowemu, musimy przyjąć równocześnie tezę, że kultura masowa pozostaje antykulturą, formą aberracji społecznej, "gangreną" kultury. Człowiek związany z kulturą wysoką (czyli jak się zwykło mawiać, "człowiek kulturalny") musi więc dostrzegać w nadejściu kultury popularnej katastrofę, każda zaś analiza kultury masowej umieszczona jest w ramach moralizatorskich. Obsesyjnie atakuje więc upadek kultury, nie dostrzegając żadnych korzyści w nadejściu kina, powieści popularnej, masowo kolportowanych komiksów, wszystkie te wynalazki stają się jedynie dowodem na upadek kultury jako takiej. Co więcej, za taki stan rzeczy obarcza się winą nadejście epoki kapitalizmu.

Dwie postawy
Umberto Eco, znany polskim czytelnikom z powieści Imię róży, napisał w latach 70. typologię zachowań ludzkich w kontekście kultury masowej. I tak podzielił ludzi na dwie grupy: katastrofistów i przystosowanych ? katastrofiści to ci, którzy w nadejściu kultury popularnej widzą apokalipsę kultury, upadek kultury wysokiej, wysterylizowanie świata kultury z jakichkolwiek wartości. Stoją oni jednocześnie ponad kulturą masową, twierdząc, że dotykanie odchodów zawsze pobrudzi, co więcej ? przebywając w ich okolicy, można przesiąknąć ich fatalnym zapachem. P. Obarski pisze: niechże ci reklamiarze i inni współcześni inżynierowie dusz zabiorą swe ręce od kultury, niechże przestaną ją niszczyć swoimi straganiarskimi wstawkami. Jedynie katastrofiści mogą swobodnie komentować kulturę masową, bo rzekomo w niej nie uczestniczą. Współcześni katastrofiści połączeni są silnym przekonaniem o swojej dziejowej misji ochrony kultury przed jej degradacją przez pop-kulturę, tworzą oni wspólnotę nadludzi, zdolnych do wzniesienia się ponad przeciętność. Katastrofista redukuje bowiem konsumentów kultury masowej do bezmyślnej, dającej się łatwo manipulować masy, niezdolnej do autentycznego kontaktu z "prawdziwą" kulturą.
Idealnym archetypem intelektualisty katastroficznego, według Umberta Eco, byli członkowie Szkoły Frankfurckiej, a w szczególności Adorno i Marcuse, którzy wszelkie interpretacje sprowadzali do takich terminów, jak masa, człowiek masowy, baza, nadbudowa, dominacja czy terror ekonomiczny (p. Obarski poszedł dalej, pisząc o człowieku zidiociałym w technologiczno-konsumpcyjnym raju!).
Jednak krytyka kultury masowej przez katastrofistów jest zwykłą hipokryzją, gdyż każdy z tej grupy intelektualistów na co dzień korzystał z telewizji, rozrywek masowych, prasy brukowej, romansów, czyli tej sfery kultury, którą uważa za apokalipsę kultury. Frankfurtczycy kolportowali, reklamowali swe dzieła w telewizji, na wielkich manifestacjach, korzystając z dobrodziejstw zarówno technicznych, jak i z samych wytworów kultury masowej, takich jak reklama czy telewizja komercyjna! Co więcej, lewicująca Szkoła Frankfurcka swego czasu miała siedzibę w Los Angeles, Nowym Jorku, a nawet w Hollywood ? oczywiście, by być bliżej znienawidzonego źródła. Już w latach sześćdziesiątych Eco pisał o tym, że na szafce nocnej każdego wielkiego intelektualisty znaleźć można powieść popularną, kryminał czy nawet komiks. Hipokryzja katastrofistów polega na tym, że każdy z nich z końcem dnia naturalnie zwróci się do książki lub filmu w nadziei, że wyzwolą w nim one kilka podstawowych reakcji (śmiech, lęk, przyjemność, smutek, gniew), które pozwolą na nowo ustanowić w jego psychicznym lub fizycznym życiu równowagę, na zewnątrz jednak pozostając zagorzałym krytykiem tego rodzaju rozrywki.
Drugim stanowiskiem wobec fenomenów kultury masowej jest stanowisko zwane przystosowanym. Jest to grupa ludzi, która fenomeny kultury masowej postawiła na ołtarz arcydzieł ? nie widząc różnicy między sztuką Andy'ego Warholla a Michała Anioła.

Obezwładniająca moc reklamy
Te dwie postawy, zarówno katastrofistów, jak i przystosowanych, są tak samo groźne ? przez swą skrajność. Katastrofiści zakładają lewicowy model człowieka masy ? wypranego z racjonalnych działań, za którego należy podejmować decyzję: czym ma się ekscytować, co oglądać, czym żyć, jak spędzać czas wolny, co uznać za fundamentalne wartości. Pan Obarski lansuje taki właśnie model, pisząc o sile reklamy: Jedziesz pod wskazany adres i kupujesz, co ci każą, I tak trwa ten spektakl reklamy, sprzedaży, kupowania. Plebs nie ma na tyle siły, by założyć filtr ochronny na informacje wchodzące do naszej głowy ze świata zewnętrznego, nie ma tyle siły, by sam zdecydować, na co wydać swoje pieniądze czy na co poświęcić czas wolny. Jest podatny na zewnętrzne sugestie, więc sugestie trzeba cenzurować. A kto miałby cenzurować ? oczywiście, luminarze katastrofiści.
Pan Obarski, plując na świat audiowizualny, oskarża go głównie o to, że (...) wdziera się wszędzie nachalną reklamą, starając się zawojować mój prywatny świat. (...) czopki na hemoroidy w porze śniadania, w porze kolacji zaś podpaski i maść na odciski. No i jak się tu nie zżymać na niekonsekwencję! Z jednej strony linczujemy świat kultury audiowizualnej, a z drugiej oglądamy telewizję w porze śniadania, oskarżając ją, że burzy nasz prywatny świat. Prywatność chronimy poprzez nasze codzienne decyzje i najprostszym zabiegiem jest wyłączenie telewizora (można jeść śniadanie, rozmawiając, słuchając Bacha lub w milczeniu patrząc na żonę!). Można też przełączyć telewizję, np. na tematyczne kanały, których, dzięki Bogu, mamy już tak wiele ? można oglądać programy historyczne, naukowe, słuchać i oglądać operę, programy religijne, przyrodnicze ? właśnie na tym polega dobra strona rozwoju audiowizualnego: mamy wybór, którego nie dostrzega p. Obarski, potępiając en bloc cały wymiar audiowizualny. Pisze wręcz, że nadmiar reklam nie pozwala mu wyłączyć się z tego festiwalu ekonomicznych zysków. Jest to bardzo smutne, że traktuje się nakazy reklamy jako przymus (wprost pisze, że kupujemy, bo nam każą) ? nie mieć dość siły, by nie kupić taniego batonika lub kiełbasy? To kto za nas podejmie dużo ważniejsze decyzje życiowe? Oczywiście, wedle p. Obarskiego należałoby albo całkowicie zakazać reklamy, albo powołać odpowiednie ciało do wydawania stosownego certyfikatu jakości reklamy ? jedynym kryterium byłyby wtedy wartości wyższe ? dlatego sugeruję, by w czasie reklamowym nadawać sentencje wielkich filozofów, aforyzmy moralne. Gwarantuję, że ta forma reklamy byłaby czasem na zrobienie herbaty czy wyjście do toalety.
Człowiek pracujący fizycznie przez cały dzień, wracając do domu, pragnie odpoczynku przy piwie, rozmowy o sporcie z sąsiadem, obejrzenia rozrywkowego filmu, dobrej kąpieli. Podobnie z pracą intelektualną: po całym dniu studiowania Kanta czy Bacona czy nawet studiowania rachunków potrzebuję odprężenia przy Asteriksie czy sitcomie Przyjaciele. Jest to konieczne dla równowagi psychicznej. Groźne jest, gdy ta druga część dnia jest jedyną pożywką. Ale trudno zgodzić się z frontalnym atakiem na kulturę rozrywkową dlatego, że jest.... rozrywkowa. Ale na Boga, ona taka ma być: komedia ma śmieszyć, melodramat wzruszać, a ozdoby jarmarczne przez swą kiczowatość ? przyciągać! Nikt na odpustowym kramie nie będzie szukał dzieł Matejki ? podobnie w kulturze masowej nie będziemy szukali prawdy, a jedynie rozrywki!
Mam wrażenie, że poglądy wyznawane przez p. Obarskiego są bliskie poglądom Savonaroli. Florencja w jego czasach przeżyła jeden z najczarniejszych okresów swojej historii. W mieście zaczęła się wielka reforma religijna, przeprowadzana drastycznymi metodami: zabroniono wyścigów konnych, pieśni karnawałowych, gier hazardowych, tańców, a nawet misteriów wystawianych na wolnym powietrzu. Kobietom zabierano lusterka, tłukąc je, czytano przy tym "stosowne" fragmenty Pisma Świętego. Zakazano też czytania książek niereligijnych. Reformator Savonarola chciał w ten sposób ustanowić teokrację, forpocztę królestwa niebieskiego na ziemi, wzór dla całego świata ? całe życie brata Hieronima poświęcone było na walce właśnie z tym, co postępowe.

Superman jest super!
Dobrym przykładem hipokryzji katastrofistów jest przykład z życiorysu Umberta Eco. W roku 1961 został on zaproszony na sympozjum estetyczne zorganizowane przez Enrica Castelli z Instytutu Filozofii w Rzymie. Wśród zaproszonych gości znaleźli się znani intelektualiści z różnych kręgów ? przedstawiciele świata filozofii, hermeneutycy, teologowie katoliccy i protestanccy, historycy, jezuici i dominikanie, przedstawiciele świata nauki, od amerykańskich konserwatystów po lewicę marksistowską. Eco poproszony został o wygłoszenie referatu na temat mitu i wyobraźni w estetyce współczesnej. Przed wyjazdem na sympozjum zabrał ze sobą około dwustu komiksów z Supermanem ze swoich zbiorów, uznając tę postać za reprezentatywną dla mitu współczesnego, który przeszedł transformację od religii po ideologię. Eco wspomina: Przyjechałem na sympozjum do Rzymu i przed rozpoczęciem wykładu wyłożyłem na stół ok. dwustu moich komiksów z Supermanem. Miałem obawy ? zastrzelą mnie??? Nie, proszę państwa, podczas wykładu rozkradziono mi ponad połowę zbiorów Sam widziałem przeorów, jak wkładali w przepastne rękawy habitów przeczytane z wypiekami na twarzy komiksy. Nikt nie słuchał mego wykładu, wszyscy byli pogrążeni w lekturze Supermana, od nobliwych profesorów po jezuitów i teologów. Trudno też utrzymać tezę mówiącą, że komiks jest formą, którą trudno zaklasyfikować do literatury ? jeżeli już, to ma być literaturą dla analfabetów. Plujący na ten gatunek nigdy chyba nie mieli w rękach Thorgala ? kunszt artystyczny połączony z moralizatorską treścią jest tam połączony w doskonałym stylu. Komiks interpretować należy na zasadzie odbioru ikonograficznego (rozpatrywać w strukturze skodyfikowanej składni kompozycyjnej, przypominającej technikę montażu filmu), a nie jako pismo obrazkowe hołdujące wulgarnym rozrywkom. Pomiędzy tym, kto czyta Goethego, a tym, który delektuje się najnowszym komiksem Asteriksa, nie istnieje ścisły podział na przynależność do określonej klasy intelektualnej (pojawia się często w ustach katastrofistów sugestia, jakoby czytelnicy komiksów byli wtórnymi analfabetami, nie potrafiącymi przeczytać więcej jak kilka zdań). Najczęściej każdy z nas reprezentuje jedną i drugą postawę, w zależności od pory dnia czy nastroju.
Zarówno poezja Goethego, jak i komiksowe przygody Asteriksa powstały na różnych poziomach aspiracji i najważniejsze jest wstępne nastawienie i określenie systemu oczekiwań odbiorcy. Poezja Goethego wprowadza nas w specyficzny świat, dając możliwość namysłu nad ideami takimi jak: miłość, honor, bohaterstwo, odpowiedzialność. Jeżeli z takim systemem oczekiwań przystąpimy do lektury Asteriksa, z góry wiadomo, że nasz osąd będzie bardzo krytyczny. Lektura komiksu ma za zadanie bawić, ma służyć w momencie, w którym czytelnik pragnie uwolnić się właśnie od problemów podejmowanych w poezji Goethego. Podobnie jest z człowiekiem, który w jednej chwili słucha Bacha, innym razem radia, w którym większość rozgłośni raczy go muzyką lekką, łatwą i przyjemną. Rozrywka jest potrzebna do normalnego funkcjonowania społeczeństw, tak jak sen czy pożywienie (vide starożytne panis et circeuses, oba terminy funkcjonowały obok siebie, jako dwa równoznaczne terminy konieczne do funkcjonowania społeczeństwa). Rozrywka jest więc pewnego rodzaju metabolizmem, dostarczającym organizmowi pewną dozę pokarmu ? towaru konsumpcyjnego.

Sztuka reklamy
Zupełnie inną kwestią jest teza p. Obarskiego mówiąca: kreatywność reklamy nie ma nic wspólnego z prawdziwą twórczością artystyczną pisarza, kompozytora, reżysera filmowego, poety. Reklamiarze najwyraźniej mają kompleksy na tym polu; stąd organizowane przez nich festiwale, podczas których sami sobie wręczają prestiżowe nagrody. Ta teza jest już nie tyle niepokojąca, co śmieszna. Jakoś dziwnym trafem "festiwale" reklamowe cieszą się ogromnym powodzeniem nie tyle twórców reklam, co ich konsumentów. W Polsce na słynne zamknięte pokazy Nocy reklamożerców (najlepszych reklam świata) trudno zdobyć bilety, mimo horrendalnych cen. Najczęściej ściągane w sieci krótkie filmy to właśnie reklamy, które są w świecie dygitalnym ? nie zawaham się użyć tego określenia ? arcydziełami. Nie maja one nic wspólnego z płaską reklamą makaronu, którą ciągle przywołuje p. Obarski. Są wspaniałe reklamy najnowszej Encyklopedii Britannica, kanału tematycznego i miesięcznika "National Geographic", a nawet ? w USA ? reklamy coniedzielnych mszy świętych.
Wysoki poziom montażu, wysoki walor edukacyjny, delikatna sugestia ? nad wszystkim tym pracują ci znienawidzeni "reklamiarze o mentalności straganiarza"... A czymże innym jest tworzenie okładek "Opcji na Prawo", by zwiększyć sprzedaż pisma? Nie reklamą obrazkową bazującą na (...) kulturze obrazowej, typowej dla wtórnych analfabetów? Tego rodzaju sądy generalizujące są zupełnie niestosowne. Walczyć możemy z reklamą godzącą w poczucie przyzwoitości (reklamy pornograficzne, reklamy groźnych sekt), napiętnować możemy miałkie reklamy (makaronu, proszków), ale dajmy możliwość wyboru i decyzji. Zapewniam na koniec wszystkich, że dużo bardziej napracowałem się nad stworzeniem okładki w tym numerze "Opcji", niż nad napisaniem tego tekstu. Jedno i drugie było jak najbardziej zajęciem intelektualnym.
Spór o funkcjonowanie w naszym społecznym obszarze reklamy i świata popkultury nie jest, jak sugeruje p. Obarski, związany tylko z rozwojem technologicznym. Wystarczy przejrzeć średniowieczne dysputy scholastyków, gdzie trwał żywo komentowany spór między św. Bernardem i opatem Sugerem. Bernard ? katastrofista optował za katedrami pozbawionymi jakiejkolwiek ozdoby, gdyż jest zbędna i rozprasza podczas modlitwy. Opat Suger optował za jak największym wprowadzeniem w obręb katedr obrazów, zdobień, fresków, świata sztuki, tłumacząc jednocześnie, że "kultura obrazkowa" jest Biblią dla niepiśmiennych, działanie przez obraz jest też wspaniałym uzupełnieniem słowa. Suger obstawał przy stanowisku uczenia prostego ludu za pomocą jedynego sugestywnego i skutecznego języka ? języka obrazkowego, ozdób, scen rodzajowych, które wspaniale uzupełniają słowo. Gdyby p. Obarski podejmował decyzję w tych czasach, "kultura obrazkowa" w postaci np. fresków Giotta czy Michała Anioła zostałaby wyparta z domów modlitwy. Po dzień dzisiejszy stojące w nawach głównych chorągwie są dowodem na to, że w sferze sacrum uczestniczył także świat reklamy. Zachowały się zapiski ustalające ceny za chorągwie szlacheckie czy cechów rzemieślniczych. Cena uzależniona była od najlepszego miejsca reklamowego ? najbliżej ołtarza było najdrożej. Nieco tańsze były miejsca pod amboną.
Niestety, sugestie p. Obarskiego są skażone myśleniem lewicowym: tworzymy model i do niego dostosowujemy społeczeństwo. Zapomina się jednak, że chleb i igrzyska towarzyszą od zarania dziejów ludzkości, przybierając różne formy ? raz doskonałe, raz skandaliczne ? lecz nie wolno wylewać dziecka z kąpielą przez całkowity zakaz rozrywki. Tłum zawsze kochał circences ? walki gladiatorów, cyrki, misteria, areny i rozrywki.

Pop-kultura i nowe możliwości
Kultura masowa jest jedynie katalizatorem gustów społecznych, a nie przyczyną sprawczą przemysłu kulturowego. Zarzuca się kulturze masowej banalizowanie i spłycanie kultury, oskarżano przedstawicieli przemysłu kulturalnego o prorozrywkowy kierunek rozwoju cywilizacji. Jednak należy pamiętać, że kultura masowa wyszła jedynie naprzeciw oczekiwaniom i gustom społecznym. Pamiętajmy o pierwotności społeczeństwa masowego względem kultury masowej. Wytwory kultury masowej to także dobrodziejstwo telewizji i Internetu, dobrodziejstwo całej sfery rozrywki, dobrodziejstwo wymiany informacji. Dzięki globalnej sieci mogę słuchać muzyki poważnej, mogę oglądać wnętrza muzeów, mogę mieć dostęp do największych bibliotek świata. Jedyną kategorią, którą, być może, utraciliśmy, jest swoista aura towarzysząca cichym muzeom czy wytworne stroje towarzyszące operze. Natomiast przewagą i zaletą komputerowych programów multimedialnych jest wielopoziomowość struktur percepcyjnych. Jeszcze w niedalekiej przeszłości jedynym sposobem uczenia się obcego języka (oprócz podróży za granicę) było studiowanie języka z książek. Współcześnie języków obcych uczy się poprzez słuchanie płyt, oglądanie telewizji w wersji oryginalnej, rozszyfrowywanie instrukcji i przepisów wydrukowanych, na przykład, na puszkach z napojami.
Warto także pamiętać, że tak zwana rewolucja paperback, rozszerzająca dzieła z klasyki literackiej, pozwoliła rozszerzyć je na produkcje seryjne, obniżając znacznie cenę książki, a więc i jej dostępność. To właśnie rewolucja paperback spowodowała, że współcześnie dostęp do klasyki literatury jest nieograniczony. Należy pamiętać, że zawartość treściowa w wydawnictwach elitarnych i ekonomicznych jest identyczna. Odrzucając komiks, musimy odrzucić także np. Biblię w komiksie dla najmłodszych, jako szkodliwą gangrenę, zżerającą wszystko, co na swej drodze spotka, łącznie z Pismem Św. Kultura audiowizualna nigdy jednak nie wyprze książek z prostej przyczyny: film daje nam gotowy obraz ? książkowy opis zmusza nas do poruszenia wyobraźni, stąd jest w pewnym sensie bogatszy (dlatego, między innymi, zawsze wydają nam się miałcy bohaterzy filmowi, gdy w pierwszej kolejności przeczytamy książkę i sami stworzymy ich obraz, później zaś obejrzymy adaptację filmową powieści książkowej ? w drugą stronę widać też stały schemat ? kto dziś czytając książkę Przymanowskiego Czterej pancerni i pies, potrafi inaczej myśleć o Gustliku niż przez pryzmat Franciszka Pieczki?). Nikt nie zgodzi się też zamienić domowej biblioteki na kilka CD-Romów, na których zapisana jest zawartość biblioteki. Ze względu właśnie na aurę ? zupełnie czym innym jest czytanie z ekranu komputera, a czym innym czytanie dobrej książki przed kominkiem, gdy za oknem zawierucha, a nas w nogi grzeje kudłaty pies.
Zresztą podobne obawy, jakie towarzyszą katastrofistom przy pojawieniu się mediów audiowizualnych, towarzyszyły wynalezieniu pisma ? już Platon w Fajdrosie opisuje obawy faraona, który uważał, że pismo zabije pamięć ? bo zapisywanie będzie substytutem pamięci. Dziś podnoszenie tego argumentu jest tak samo poważne, jak podnoszenie argumentu, że audiowizualna kultura zabije czytelnictwo. Kto lubi czytać, będzie czytać, kto nigdy nie czytał, będzie dziewięć godzin dziennie oglądał telewizję, nie będzie się katował drukiem, w jego domu pozostaną na zawsze dwie książki: telefoniczna (nudna do czytania) i kucharska.

Rozsądny wybór
Teza p. Obarskiego o szkodliwości kultury audiowizualnej musi być zastąpiona tezą o rozsądnym korzystaniu z jej dobrodziejstw ? tak jak z siekierą ? można nią narąbać drewna do kominka i zarąbać sąsiada. Na koniec zupełnie nieczytelne są dla mnie słowa o telewizji komercyjnej, która pożera mnóstwo naszych pieniędzy przez to, że emituje filmy sensacyjne, które są rozrywką gawiedzi (w jaki to sposób opłacamy np. stację Polsat czy TVN ? telewizje prywatne?). Podobnie absurdalnie brzmi teza jakoby współczesna filozofia była bezsilna i nie komentowała tego rodzaju konsumpcjonizmu. Ależ, na Boga, współczesna filozofia w 99% to właśnie robi!!! Chciałbym się też dowiedzieć, jakie to programy kulturalne propagujące wysokie wartości artystyczne wyświetlane są po północy? Czy chodzi o "Pegaz" czy o panią Szczukę, "rozmyślającą" o nowych pozycjach wydawniczych. Bo jeżeli tak ? wolę po raz setny obejrzeć "Terminatora"!
Roman Konik
Wyświetlony 4577 razy
Roman Konik

Najnowsze od Roman Konik

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.