czwartek, 30 wrzesień 2010 07:20

Proszę o powagę

Napisane przez

Kilka artykułów zamieszczonych w "Opcji" podjęło temat liczby ofiar hitlerowskiego ludobójstwa. Wszystkie prowadzą do wniosku, że jego rozmiary zwykle są zawyżone. Nie przeczę, że tak może bywać. Znam też jednak przykłady przeciwne. Wiem, że informacje na ten temat mają się pojawić w jednym z najbliższych numerów.

To prawda, że miewamy do czynienia z manipulowaniem liczbami zabitych. Służy to czasem konkretnym celom politycznym. Kiedy PPR potrzebował argumentów przeciw Armii Krajowej ? wyolbrzymiane były straty poniesione w Powstaniu Warszawskim. W pierwszych latach po wojnie komunistyczne publikacje podawały liczby od 400 do nawet 650 tysięcy. Dodatkowo manipulowano danymi dotyczącymi strat materialnych ? włączając do skutków Powstania Warszawskiego zniszczenia z września 1939 i Powstania w Getcie z 1943. Do końca PRL oficjalna wersja wydarzeń obciążała "obóz reakcji" winą za śmierć nie mniej, niż osiemnastu tysięcy powstańców i dwustu tysięcy cywilnych mieszkańców stolicy. Współcześni badacze (K. Kunert, J. Eisner) ustalili łączną liczbę polskich strat na 150 tysięcy ? co i tak oznacza daninę krwi ogromną.
Największą beztroskę w żonglowaniu liczbami ofiar wykazali ci, którym we własnej teorii i praktyce przychodziło to najłatwiej, czyli Sowieci. W roku 1945 wywieźli do ZSRS niemal wszystko, co ocalało z dokumentacji obozu w Auschwitz (jeśli mowa o hitlerowskich obozach koncentracyjnych proponuję unikać używania polskich nazw miejscowych, właściwy do tego jest język tych, którzy je tworzyli). Za ich sprawą w pierwszych latach po wojnie, przynajmniej w całym "bloku wschodnim", obowiązywała liczba sześciu milionów ofiar. Następnie ? aż do 1989 r. rozmiar hitlerowskich zbrodni w największym obozie zagłady oceniano na cztery miliony. Zachodni historycy najczęściej określali ilość zamordowanych w Auschwitz na 1,5 miliona. Od piętnastu lat zgadza się z nią większość polskich źródeł. Wszystkie padające liczby są niezmiennie ? przerażające. Zarazem jednak rozmiar różnic między tymi wyliczeniami jest dowodem na to, że problem istnieje. Pozostaje kwestia możliwości i sposobu, w jaki tak niezwykły problem będzie badany i rozpatrywany. A przez "sposób" rozumiem tu m.in. pewien dystans, szacunek i powagę. Nie twierdzę, że o holocauście należy rozmawiać w pozycji na kolanach, systematycznie posypując głowy popiołem. Ale jeśli już gada ktoś o tym w czasie piwnej biesiady ? to niech w powstałym z tej wesołej konwersacji artykule nie rozpisuje się o uśmiechach, dowcipach i szampańskim humorze człowieka, który jest źródłem informacji niemal wywracających do góry nogami obraz jednej z największych tragedii w dziejach świata. Jeśli nawet założymy, że ta "oprawa" nie jest nietaktem wobec tych, dla których temat jest świętością ? miejmy chociaż na uwadze, że wystawia na szwank wiarygodność przedstawianych tez.
Nie jestem badaczem holocaustu ? nie potrafię ocenić wiarygodności żadnego źródła. Mogę natomiast podważyć parę tropów myślowych zaprezentowanych przez Juergena Grafa. Kwestia mitologizacji historii jest wręcz banalna. Każdy naród bez wyjątku ma skłonność do mitologizowania swej przeszłości. Ta tendencja odciska się nie tylko w powszechnej świadomości i szkolnych podręcznikach, ale też naukowych opracowaniach. Wynika to z tysiąca przyczyn, np. tego, że mniej istotne wydarzenia przesłaniają swym rozgłosem fakty obiektywnie bardziej znaczące, ktoś nie do końca zasłużenie uchodzi za symbol ważnej tendencji albo mniej udokumentowane procesy bywają przesłonięte tymi, po których pozostało moc źródeł. Przypuszczam, że gdyby było nam dane zobaczyć za sto lat, czyje pomniki stoją na cokołach i komu oddaje się cześć w szkolnych książkach ? nie raz wprawiłoby nas to w zdumienie lub rozbawienie. Natomiast z żydowskiej mitologii holocaustu bym nie kpiła. Bo obojętnie jakie kto ma zdanie ? mowa tu o milionach trupów, z których tak czy inaczej ? przynajmniej przerażająca rozmiarami część jest jak najbardziej faktem rzeczywistym.
Nie rozumiem, dlaczego powojenne informacje monachijskiego Instytutu Historii Współczesnej mają być w kwestii ilości zamieszkujących przed wojną Polskę Żydów bardziej wiarygodne od badań statystycznych polskiego GUS-u z roku 1938. Niemcy w Monachium potrafią lepiej policzyć naszych obywateli, niż polscy matematycy w Polsce?
Nie wiem, jakie znaczenie mieć może "odkrycie" notatki prasowej o przybyciu pod koniec 1942 transportu Żydów belgijskich do Rygi. W krajach bałtyckich też były przecież obozy zagłady, w tym nieodległy od stolicy Łotwy Salaspils (Kircholm), gdzie śmierć miała spotkać sto tysięcy ludzi. O czym ma stanowić rewelacja podana przez Radio Moskwa (gratuluję oparcia na najbardziej wiarygodnych źródłach), że bohaterska Armia Czerwona w 1944 wyzwoliła na Ukrainie kilka tysięcy francuskich Żydów? Jest rzeczą powszechnie znaną, że Niemcy wykorzystywali żydowską siłę roboczą. Również ? do budowy umocnień w pobliżu frontu.
Teza Juergena Grafa, w myśl której miliony ludzi skoncentrowanych w gettach i obozach mogły się następnie niepostrzeżenie rozproszyć po świecie ? jest obezwładniająca. Szczególnie w zestawieniu z przykładem miliona Francuzów, którzy opuścili Algierię. Jurgen Graf twierdzi, że tu znajdziesz jednego tam drugiego, ale nigdzie nie znajdziesz tego miliona. Nie jestem znawcą nauki o migracjach, nigdy też nie interesowała mnie specjalnie Algieria i dzieje tamtejszych Francuzów. Czytając i oglądając coś od czasu do czasu ? bywa jednak, że wpadam przypadkiem i na ten temat. Dzięki temu mogę poinformować pana Juergena Grafa, że skupiska pochodzących z Algierii Francuzów na początku lat sześćdziesiątych powstały m.in. w kanadyjskiej prowincji Quebeck, w związku z tą właśnie migracją dał się zauważyć przejściowy wzrost liczby mieszkańców takich miast, jak Montreal i Ottawa. "Encyklopedia Geograficzna Świata" podaje, że w samym 1962 r. z Algierii do Francji przybyło 1.200 tys. ludności europejskiej. Nie sądzę, by było wielkim problemem ustalenie, gdzie się osiedlali. W związku z tym, że algierski wątek przewijał się w "Tygodniu Frankofońskim" (mającym niedawno miejsce w kilku miastach Polski), dał o sobie znać w znanych czasopismach geograficznych, książkach, a nawet serialu dokumentalnym "Wielkie Miasta Świata" ? myślę, że bez większego trudu dałoby się zrobić to, co przerasta możliwości Juergena Grafa, czyli odnaleźć znaczną część przykładowego miliona algierskich Francuzów. W przypadku o wiele liczniejszej populacji Żydów, która znikła w czasach Hitlera ? podobna analogia, przynajmniej w zbliżonej skali, naprawdę mi się nie nasuwa.
Nie jestem w stanie podjąć polemiki z liczbami podanymi przez szwajcarskiego badacza. Nie przekonują mnie jednak "dowody" jakości sowieckich komunikatów radiowych czy gazet czasu wojny. Niezbyt adekwatne wydaje mi się też wskazywanie opowieści rodziny z Luizjany jako modelu migracji wyjaśniającego sposób "rozpłynięcia się" milionów Żydów w czasach holocaustu.Nie kwestionuję ogólnej tezy, że liczba żydowskich ofiar hitleryzmu zwykle jest zawyżana. Jednak jeśli tezę taką się formułuje ? niech nie padają przede wszystkim kalkulacje i statystyki "z kapelusza". Trochę szacunku proszę ? dla tematu i inteligencji czytelników.

Grażyna Ślęzak
Wyświetlony 7390 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.