czwartek, 30 wrzesień 2010 07:42

Free-market democracy

Napisane przez

Powszechne uznawanie czegoś, powszechne żywienie jakiegoś przekonania nie jest w żadnym wypadku gwarantem jego oczywistości (również to, co oczywiste, nie zawsze cieszy się powszechnym uznaniem). Demokracja nie jest, na przykład, gwarantem utrzymania porządku i dobrych rządów, za którego (mimo opłakanych rezultatów!) się podaje; wręcz odwrotnie - jest ona receptą na nieporządki w materii społecznej, na bałagan w sferze wartości, szczególnie tych, które sprawdziły się w historii ludzkości.

 

Sprawdziła się i demokracja; jedną z jej "zdobyczy" (czyt. łupu) jest zanik hierarchizacji społecznej i gędźby o równości ludzi, w efekcie czego dziś każdy może wejść wszędzie (co, oczywiście, w zdrowym organizmie społecznym jest nie do pomyślenia). Dobitnym przykładem "pożytku" z demokratycznych swobód jest "trybun ludowy" p. A. Lepper i jego "Samoobrona". Pomijając w tej chwili styl bycia, język, a przede wszystkim pomyślunek ugrupowania, które do instytucjonalnego bytu powołała demokracja, powiedzieć możemy bez cienia błędu, że są to ludzie dający do zrozumienia we wszystkim, co robią i mówią, że prawdziwa wolność (w tym wolność słowa) przejawia się tylko wtedy, gdy jest absolutna. Jakże się mylą! Dla konserwatysty (choć oczywiście nie powinna to być "przypadłość" charakterystyczna tylko dla niego, o co zresztą on zabiega!) jest rzeczą oczywistą, że wolność słowa nie może być nieograniczona; nie może przecież być tak, aby każdy, w każdym miejscu i w każdej sytuacji mógł głosić to, co zechce, ile zechce, i jak zechce. Wystarczy już zupełnie, że tłumy ludzi, łagodnie mówiąc "niezorientowanych" (i to nie tylko w meandrach polityki, ale przede wszystkim w świecie niezbywalnych wartości) mogą brać udział w polityce za pomocą głosowania, dzięki czemu nawet najbardziej idiotyczne, a nawet z gruntu szkodliwe "programy" zyskać mogą poklask i legitymację społeczną!

 

*

Nie bez powodu prawica kojarzy się z prawem. Prawo zaś dobre jest wówczas, kiedy przynosi dobre skutki. Te dobre skutki to m.in. ochrona wartości, na których straży stoi prawo i jego instytucje ? konsekwencją łamania prawa powinno być tylko jedno: bezdyskusyjnie i bezzwłocznie wymierzona odpowiednia kara. Oto istota resocjalizacji! Niech krzyczą, jak to mają w zwyczaju demoliberałowie i ich równie krótkowzroczni akolici, że w ten sposób ogranicza się wolność jednostki, że to atak na "prawa człowieka"; otóż nie! ? w ten sposób ogranicza się jedynie demokratyczne rozprzężenie i kult bezprawia. Stanowisko konserwatywne jest tu jasne: zanim zaczniesz zastanawiać się nad zniesieniem jakichkolwiek ograniczeń i hamulców dla anarchicznych, aspołecznych popędów jednostek, pomyśl najpierw o szkodach społecznych mogących powstać po ich zniesieniu! Społeczeństwo nie może poprawnie (czyt. harmonijnie) egzystować w moralnej i prawnej próżni. Aby wolności obywatelskie były respektowane, a społeczeństwo miało z nich jakąkolwiek korzyść, ważne jest, aby przejawiały się one w odpowiedni, unormowany prawnie sposób. Dzięki temu "ograniczeniu" wolność nie zamieni się w samowolę bez odpowiedzialności, której przyklaskuje aktualnie absurdalna pobłażliwość prawa i dogmat demoliberalizmu ? tolerancja dla wszystkiego. Ludzie nie powinni więc myśleć ani uprawiać polityki w dowolny sposób, szczególnie zaś taki, jakby świat powstał wczoraj i nie istniały żadne historyczne ciągłości, żadne ideały ? owoc rozwoju kulturowego ludzkości, żadne ponadczasowe wartości, których nie należałoby strzec przed "postępem" lansowanym przez demoliberałów, dla których ? jak wiemy ? wolność jest celem samym w sobie (a potem może przyjść i potop). Nie mają oni racji: wolność ma sens jedynie wówczas, gdy podporządkowana jest wartościom wyższym, niż pospolite, egoistyczne potrzeby i samowola "zdemokratyzowanych" mas, gdy realizuje się ona w otoczeniu porządku moralnego, na straży którego stoi prawo. Jeżeli urząd państwowy nie stoi na straży tego porządku, wówczas nie ma jako taki żadnego autorytetu; sprawuje jedynie administracyjną władzę, którą trudno darzyć autentycznym szacunkiem, do której nie ma się na dodatek zaufania. Władza bez autorytetu odczuwana jest jako coś obcego. I tak krąg zła się zamyka; postępuje moralna i społeczna degeneracja.

*
W środku nocy tłumek klientów demokracji wraca z "balangi"; wrzaski, śpiewy, ordynarne "wiązanki". Ktoś odważniejszy ? bo policji naturalnie nie ma ? prosi (sic!) z okna o spokój ? odpowiada mu stek obelg oraz kolejne wrzaski i śpiewy. I tyle; do następnego razu. Młodzian, nie zważając na nikogo, słucha swego ulubionego techno w dzień i w nocy, aż dom się trzęsie (dla tych z czytelników, którzy nie mają rozeznania w dzisiejszej muzyce popularnej, ważna informacja: techno to elektroniczna "muzyka" brzmiąca jak betoniarka puszczona na dużych obrotach). W nocy młodzieniec się ścisza, lecz i tak jest słyszalny, a nie powinien przecież, natomiast w dzień nie hamuje się już zupełnie. Na zwróconą mu uwagę odpowiada, że cisza nocna obowiązuje dopiero od 22.00; nie pomyśli ów "wolny człowiek", że cisza obowiązuje rzeczywiście od 22.00, lecz kultura współżycia społecznego dwadzieścia cztery godziny na dobę! Kultura? Ot, można powiedzieć, wyrwał się z "niewoli" kultury motłoch i dokazuje; dlaczego jednak dokazuje bezkarnie lub bez ostracyzmu społecznego? "Bo mamy demokrację, panie, czyż nieeeee?".
(?)
Eugeniusz Obarski
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Wyświetlony 4347 razy
Więcej w tej kategorii: « Wieża Babel Koniec lewicy? »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.