czwartek, 30 wrzesień 2010 08:13

Pozostanę w domu

Napisał

13 czerwca odbywają się pierwsze w Polsce wybory do Parlamentu Europejskiego. Spośród tysięcy kandydatów wybrać mamy pięćdziesięciu szczęśliwców, którzy niewielkim wysiłkiem uzyskają w ciągu paru lat majątek, splendory i... bezkarność.

Mimo niemrawej kampanii wyborczej zdecydowana większość uprawnionych deklaruje chęć udziału w tej imprezie. Partie prezentują swoich kandydatów, ci zaś prześcigają się w obietnicach, ile to, będąc europosłami, załatwią dla nas i dla Polski. Mrugają przy tym znacząco okiem ? zamierzają przecież podstępem chronić nas przed zakusami obcych, oczywiście, wbrew zasadom i procedurom organu, do którego kandydują. Tacy to wszyscy patrioci i urodzeni konspiratorzy! Bez względu na to, czy nabierali tych cech na wieczorowym uniwersytecie marksistowsko-leninowskim, przy wałku podziemnej drukarni czy też wynieśli je z rodziny.
Abstrahując w tym miejscu od strat czy korzyści wypływających z polskiego uczestnictwa w Unii, trzy zasadnicze powody, moim zdaniem przesądzają za odmową uczestnictwa w wyborach do Parlamentu Europejskiego (choć z pewnością można ich znaleźć więcej).
Po pierwsze, kompetencje Europarlamentu są praktycznie żadne. Sprowadzają się do mocno iluzorycznej "kontroli" i "opiniodawstwa". Ciało to nie tworzy, nie kształtuje prawa i nie podejmuje decyzji! Wbrew nazwie władza w Unii Europejskiej zlokalizowana jest zupełnie gdzie indziej. Parlament Europejski to oczywista atrapa, ukryta za potokiem wielkich słów.
Po drugie, członkowie Europarlamentu nie reprezentują w nim nie tylko poszczególnych państw czy narodów (tak właśnie zapisano w jego statucie), ale nawet własnych partii! Owszem, skupiają się oni w poszczególne kluby, niewiele jednak różniące się między sobą. De facto są to wszystko frakcje wielkiej rodziny socjalistycznej. Nie ma najmnejszego znaczenia, czy w strasburskich fotelach zasiądą posłowie Samoobrony czy SLD, PO czy PSL albo jeszcze inni. W takim samym stopniu będą oni pozbawieni wpływu na cokolwiek. Co najwyżej pogadają sobie i nic z tego nie wyniknie.
Po trzecie, wybory odbywają się na zasadach skomplikowanej ordynacji proporcjonalnej (partyjnej) z pięcioprocentowym progiem. Rezultatem jest, wbrew wszelkim regułom demokracji, pozbawienie obywateli biernego prawa wyborczego (żeby kandydować, trzeba być zgłoszonym przez partię lub komitet wyborczy), próg zaś eliminuje jakąkolwiek możliwość wyboru indywidualnego kandydata (gdyby startu takiego nie wykluczały inne zapisy) czy nawet grupy kandydatów danego regionu.
Wymienione powody przesądzają, moim zdaniem, o bezcelowości udziału w wyborach 13 czerwca. Nie ma sensu angażować swojego czasu, swojej uwagi w pozbawioną znaczenia fikcję. Mówiąc kolokwialnie, nie warto uczestniczyć w "robieniu siebie w konia". Owszem, swoich kandydatów wystawiają i partie eurosceptyczne (UPR, LPR). Robią to w złudnej nadziei na zaistnienie w Europarlamencie i "reprezentowanie tam Polski", a także ? mówiąc cynicznie ? dla udziału "swoich ludzi" w wynikających z uczestnictwa w grze sporych pieniądzach. Czy warto jednak im w tym pomagać?
Konserwatysta zachowywać winien zdrowy dystans do świata i jego błyskotek. Nie musimy uczestniczyć w każdym wydarzeniu tylko dlatego, że tak robi większość. Czasem warto powiedzieć "nie". Dla niektórych osób to spory dyskomfort psychiczny, niemniej trzeba zdawać sobie sprawę, że odmowa udziału w fikcji to również świadomy wybór, może trudniejszy i wymagający pewnej odwagi, ale jednocześnie ważny.
Absolutnie nie potępiam tych, którzy podejmą odmienną decyzję, ale uważam ją za nieracjonalną, motywowaną emocjami, nie zaś chłodną kalkulacją, która kierować winna nami w tym momencie.
Zdaję sobie sprawę z tego, że moje słowa dotrą do nielicznych, a przekonają tylko część, ale przecież rzecz nie w wielkich liczbach. Każdy decyduje za siebie i o ile własną osobę traktuje poważnie, winien kierować się faktami i rozumem, nie zaś propagandą dla naiwnych.
Nie wzywam do bojkotu. Tylko smak, o którym pisał Zbigniew Herbert, nakazuje mi taką właśnie postawę: ja w tych wyborach nie uczestniczę.

Romuald Lazarowicz
Wyświetlony 5602 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.