czwartek, 30 wrzesień 2010 10:18

Od redakcji

Napisane przez

Armatnie wystrzały, balony, koncerty, akademie ? promowaną przez władze radością witamy koniec naszej suwerenności. Bez szczególnego namysłu, za to z niezbyt racjonalnym optymizmem, wdajemy się nie do końca rozpoznaną w aferę. Świetlanym wizjom wspaniałej przyszłości w ramach "większej rodziny", kreowanym przez entuzjastów europejskiego akcesu, ostrożnemu optymizmowi geopolitycznych realistów towarzyszą jednak czarne obrazy końca naszego świata, malowane przez "oszołomów". Rzeczywistość dopadnie nas zapewne gdzieś pośrodku...


Paradoksalnie szczęśliwą okoliczność na najbliższe lata stanowić może nasze polskie bałaganiarstwo i wyniesiona z lat komunizmu umiejętność obchodzenia i neutralizowania wszelkich bzdurnych przepisów, zakazów i norm. Szara strefa, zwalczana, oczywiście, przez unijne organa, będzie rosła i tu właśnie zlokalizuje się prawdziwe życie, prawdziwy wolny rynek, odlegly od sztywnych ram, zakreślonych przez biurokratów.
1 maja znowu będzie świętem! Data została, oczywiście, wybrana nieprzypadkowo. Rządzący dziś Europą lewacy nie wytrzymali, by na rzekomo powszechnej, aideologicznej inicjatywie nie nanieść swojego znaku własności ? uszczęśliwili nas więc powrotem "ulubionego święta". Weszliśmy do socjalistycznej Europy, zatem symbolika musi się zgadzać.
Warszawiakom ostatnie dni kwietnia kojarzyć się muszą z horrorem. Gdy piszemy te słowa, dzikie hordy postępowców dopiero szykują się, by ruszyć falą na stolicę. Czy jednak nie można było uniknąć całego zagrożenia i olbrzymich już dziś strat handlu, dezorganizacji pracy licznych firm, urzędów, szkół, uczelni, zakłóceń życia mieszkańców i dezorganizacji całego kraju (odwołane pociągi, pozbawiona policji prowincja)? Abstrahując od celowości i znaczenia warszawskiego szczytu, warto zadać proste pytanie: dlaczego jednoznacznie nie zakazano demonstracji w czasie jego trwania? Doświadczenie poprzednich szczytów (choćby w Pradze) podpowiada, że tysiące zawodowych awanturników ? wbrew nagłaśnianym pacyfistycznym zapowiedziom ? ściągają do Warszawy jedynie po to, żeby walczyć z policją i niszczyć, co tylko się da. W imię szczytnych ideałów, oczywiście. Zagranicznych antyglobalistów można było przecież zawracać z granicy, krajowym zagrozić karami. Że demokracja, że wolność słowa? A gdzie wolność większości? Gdzie prawo mieszkańców Warszawy do spokoju i ochrony własności prywatnej?

Redakcja
Wyświetlony 8080 razy

Więcej w tej kategorii: Wiadomości nieparlamentarne »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.