czwartek, 30 wrzesień 2010 11:34

Komunistyczna rozgrywka

Napisane przez

Pierwsza połowa dekady Gierkowskiej bywa wspominana jako najlepsze lata PRL-u. "Edward Szczodry" uchylił nieco kraty oddzielające kraj od zachodniego świata i za pożyczone pieniądze tworzył iluzje dobrobytu. Po latach, w wywiadach udzielanych Januszowi Rolickiemu zaklinał się też, że jego celem była możliwie największa wolność obywateli, a dla idei praw człowieka czynił wszystko, co było możliwe. W rozmowie z Nixonem w 1972 r. "Wielki Ed" stwierdził też podobno z przekonaniem, że nie jest wasalem Moskwy.

 

Dziś, gdy Gierek staje się patronem ulic, placów, sal sportowych, a jego spiżowy wizerunek zastyga na cokołach ? zapominać nie wolno, że najlepsze lata jego panowania to także drakońskie wyroki dla działaczy "Ruchu", cenzura okaleczająca narodową świadomość i ekonomiczne pustogłowie, którego efekty skutecznie zubażają kolejne pokolenia.
Czym w istocie był PRL okresu "otwarcia i przyspieszenia", można się dowiedzieć z książki Petera Rainy "Sprawa obsadzenia metropolii wrocławskiej 1974-76. Eskapady władz PRL". Autor odszukał i uporządkował dokumenty dotyczące jednego z epizodów ówczesnych relacji między komunistyczną władzą a Kościołem. Śmierć kardynała Kominka w marcu 1974 roku reżim wykorzystał do rozpętania szeregu intryg, mających na celu zadanie katolickiej społeczności maksymalnych szkód.
Pochodzący z 1956 r. dekret zastrzegał władcom PRL-u prawo zgłaszania sprzeciwu wobec kandydatów do godności biskupich. Reżim wykorzystywał te uprawnienia bardzo skwapliwie ? m.in. przez blisko dwa lata konsekwentnie torpedując starania o powołanie głowy Archidiecezji Wrocławskiej. Komuniści odrzucili wtedy ośmiu zgłaszanych kandydatów. Pamiętać trzeba, że wydarzenia te miały miejsce w czasach, gdy argumenty tymczasowości granicy na Odrze i Nysie grzmiały donośnie, dla ich poparcia "wypędzeni" wyzyskiwali każdy nadarzający się pretekst. Ich sukcesem było m.in. to, że do 1962 r. w rocznikach watykańskich diecezje "ziem odzyskanych" ciągle opatrywano nomenklaturą z czasów niemieckich. Formalną stabilizację archidiecezji udało się osiągnąć dopiero w roku 1972, gdy bulla Pawła VI "Episcoporum Poloniae coetus" potwierdzała odbudowanie i pełne złączenie nadodrzańskiej struktury kościelnej z Polską. Dopiero wtedy de facto powstała Metropolia Wrocławska "dopasowana" do powojennych granic. A w integracji Ziem Zachodnich z resztą kraju Kościół odgrywał rolę fundamentalną, ponosząc nie tylko trud dźwigania z ruin setek świątyń, otaczania opieką milionów przesiedleńców, ale też dokonując włączenia "ziem odzyskanych" do Polski ? na mapie prowincji kościelnych Europy. Do 1958 r. dolnośląskim Kościołem zarządzali bowiem jedynie administrator apostolski i wikariusz kapitulny, którzy nie byli nawet biskupami. Równocześnie ? mimo działania we Wrocławiu od 1952 r. polskiej kapituły katedralnej ? wcześniejsza, niemiecka, funkcjonowała dalej ? swoją "tymczasową" siedzibę znajdując za zachodnią granicą. Mimo iż podstawy polskiego bytu nad Odrą budowano w mozole, komuniści nie wahali się zadawać Kościołowi szeregu ciosów. Wiedzieli, że gra ta może zakończyć się degradacją dolnośląskiej metropolii i powrotem szkodzących polskiej racji stanu rozwiązań tymczasowych. Do żadnej refleksji nie skłonił ich nawet pogrzeb kardynała Kominka, który gromadząc wielotysięczne rzesze wrocławian, zrobił piorunujące wrażenie na gościach z Niemiec i był bodaj największą demonstracją polskości Wrocławia w powojennym trzydziestoleciu.
Ciekawym aspektem książki Petera Rainy są kulisy działań kardynała Wyszyńskiego, do którego należało wskazanie kandydatur zwierzchnika archidiecezji. Bywa, że decyzje takie zaskakują wiernych, którzy liczą na wyniesienie biskupa cieszącego się ich największą sympatią. Prymas rozczarował wielu dolnośląskich katolików, nie proponując do najwyższej godności w archidiecezji powszechnie lubianego, znanego i szanowanego biskupa Wincentego Urbana. Kardynał Wyszyński miał o biskupie Urbanie jak najlepsze zdanie. Wiedział też świetnie, że jego wyniesienie zostałoby przyjęte z aplauzem. Obawiał się jednak, że może on mieć "zbyt miękką rękę" jak na zarządcę wielkiej archidiecezji wystawianej na ciągłe prowokacje komunistycznego reżimu. Decyzja pomijająca popularnego hierarchę spowodowała niezadowolenie części katolików. Zwyczajem służb specjalnych PRL-u było eskalowanie każdego konfliktu zarysowującego się w łonie Kościoła. Popierając petycje grupy wiernych, SB zaczęła piec dwie pieczenie przy jednym ogniu ? rozpalając zarzewie buntu w katolickiej społeczności oraz kompromitując swoim poparciem czcigodnego członka Episkopatu. Sprzeciwiając się zarazem nominacjom proponowanym przez kardynała Wyszyńskiego, władcy PRL-u rozpoczęli zabiegi mające na celu decydowanie o obsadzaniu stanowisk kościelnych bez udziału prymasa. Nie był to cel absurdalny. W czasach stalinowskich reżim komunistyczny odnosił na tym polu sukcesy takie, jak np. usunięcie administratorów apostolskich z Wrocławia, Opola, Gorzowa, Gdańska i Olsztyna. Polskim komunistom jeszcze w latach siedemdziesiątych marzyły się porządki takie, jakie osiągnęli ich towarzysze na Węgrzech i w Czechosłowacji. Drogą masowych aresztowań, skrytobójczych mordów, konfiskat majątków i bezustannego szantażu ? tamtejsze władze praktycznie zapewniły sobie kontrolę nad Kościołem. Śmierć kardynała Kominka została przez ekipę Gierka oceniona jako okazja do "naprawienia zaniedbań" z lat pięćdziesiątych. Wskazywane przez prymasa kandydatury na zwierzchników archidiecezji były negowane przez władze, które równocześnie podjęły zabiegi o wyznaczenie arcybiskupa ? bezpośrednio w Watykanie, z pominięciem kardynała Wyszyńskiego i Episkopatu. Dążenie do marginalizacji prymasa odbywało się już na poziomie języka korespondencji, w której uparcie pomijano należne głowie polskiego Kościoła tytuły, a pisma kierowano ignorując istniejącą hierarchię. Przyznać trzeba, że w porównaniu z czasami Gomułki nastąpił jednak w relacjach państwo?Kościół pewien postęp. Za "towarzysza Wiesława" polscy kardynałowie nie otrzymywali paszportów również wówczas, gdy celem był wyjazd na konklawe. Łaskawy Gierek pozwalał im bywać w Watykanie nawet wtedy, gdy nie chodziło o wybór nowego papieża. Za to do drzwi Pawła VI równie często pukali przedstawiciele właścicieli Polski Ludowej, skarżący się, że "z Wyszyńskim i Wojtyłą nie sposób współpracować". Wszak pierwszy pozwalał sobie zwracać uwagę ministrowi oświaty PRL, że organizowanie "niedzielnych czynów społecznych młodzieży", szczególnie w okresie Wielkiego Postu, jest łamaniem zasad religii, którą większość tej młodzieży wyznaje. Drugi natomiast protestował np. przeciw zburzeniu spychaczami dobudówki punktu katechetycznego w Szklarach w 1974 r., czemu towarzyszyło użycie przez milicję pałek i gazu łzawiącego.
(?)


Peter Raina, Sprawa obsadzenia metropolii wrocławskiej 1974. Eskapady władz PRL, Wydawnictwo Diecezji Pelplińskiej "Bernardinum", Pelplin 2003

Artur Adamski
Wyświetlony 4555 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.