czwartek, 30 wrzesień 2010 11:42

Nie opowiadam dowcipów w towarzystwie (rozmowa z Arkadiuszem Gacparskim)

Napisał

Chcąc w dzisiejszych czasach aktywnie uczestniczyć w życiu gospodarczo-społecznym, efektywnie zarządzać państwem, firmą czy urzędem administracji publicznej, należy posiadać odpowiedniej jakości systemy komputerowe. Powszechna jest świadomość koniecznych wydatków na ten cel. Nie jest jednak powszechna wiedza o sposobach wydatkowania pieniędzy podatników, braku strategii komputeryzacji (informatyzacji) kraju, niekompetencji i nieuczciwości dużej części polityków i urzędników oraz bezkarności osób odpowiedzialnych za podejmowane decyzje.

 

? Jak określić Pana zawód? Karykaturzysta? ? raczej nie. Satyryk? ? też chyba nie. Ilustrator? ? to chyba za skromne słowo. Jak więc określić to, czym się Pan zajmuje?

Każde określenie jest dobre. Dodałbym tu jeszcze "scenograf" i "plakacista". Maluję też portrety, często projektuję znaczki graficzne ? wszystko w zależności od rodzaju zamówień. Zresztą, szczerze mówiąc, większość moich ulubionych malarzy epoki Młodej Polski parała się wymienionymi przeze mnie formami twórczości. Wrocławianie kojarzą na pewno wspaniałego lwowskiego malarza, jakim był Sichulski ? on przecież uprawiał najprzeróżniejsze rodzaje sztuki, choć zasłynął przede wszystkim jako doskonały artysta malarz i karykaturzysta. I to właśnie w jego stylu rysuję portrety i karykatury od mniej więcej dwóch lat.

? Od kiedy Pan rysuje i jak się to stało, że wybrał Pan takie "mało poważne" zajęcie?

Ci, którzy uważają karykaturę i satyrę za mało poważne zajęcie, są w dużym błędzie! Zapewniam, że jest to jeden z najważniejszych rodzajów twórczości w historii polskiej sztuki i w każdej chwili mogę to udowodnić.
W moim rodzinnym domu zawsze były "Szpilki" i "Przekrój", i to właśnie w tych czasopismach upatruję swoje początki. Pamiętam, że już jako dziecko naśladowałem mojego Mistrza ? Szymona Kobylińskiego, który do dziś jest dla mnie niedościgniony. Uważam, że w tej chwili mało kto rysuje tak jak on, zarówno pod względem kreski, jak i treści. Kiedy więc próbowałem iść w ślady Kobylińskiego, podjąłem decyzję o znalezieniu się w "Szpilkach", chociażby po to, by zaimponować mojemu ojcu. Uważał on bowiem, że jeszcze żaden artysta z pracy własnych rąk nie wyżył. Stwierdziłem, że mam większe szanse wybić się jako karykaturzysta aniżeli jako artysta malarz. Tym samym bezpośrednio trafiłem do publikatorów, co irytowało zresztą moich kolegów z branży. Być może, do dziś sądzą, że taka forma sztuki jest mało poważna. Nieskromnie jednak powiem, że komentowanie niezwykle skomplikowanej sytuacji politycznej w postaci krótkiej puenty rysunkowej jest nie lada wyczynem. Rysując raz w tygodniu mały komiks, muszę przewidzieć jednocześnie to, co wydarzy się na scenie politycznej za kilka dni i czy mój komentarz będzie jeszcze aktualny. To, mówiąc kolokwialnie, jest naprawdę "wyższą szkołą jazdy"...

? Siłą rzeczy ogląda Pan rzeczywistość pod bardzo ostrym kątem. Kpi Pan z poważnych spraw. Czyżby nie było dla Pana nic świętego?

Jestem tradycjonalistą i to, co dla mnie najświętsze to Bóg, honor, rodzina, tradycja. Określenie tego, co robię "kpiarstwem" jest niewłaściwe. Ja nazwałbym to atakiem. Atakiem i sprzeciwem wobec tych, którzy wszystko, co dla mnie święte i nienaruszalne, chcą po prostu splugawić. Na fali przemian nie popłynąłem, jak inni ? z prądem, lecz pod prąd. I może właśnie dlatego, jako karykaturzysta, jestem w swoich poglądach osamotniony.

? Siłą rzeczy jest Pan złośliwy. Naraził się Pan pewnie wielu znanym osobom. Odczuł Pan jakieś nieprzyjemne tego skutki?

Twierdzi Pan, że jestem złośliwy? Może to po przejrzeniu książki mojego autorstwa, w której kilkadziesiąt rysunków opatrzyłem tytułem "Rysuję złośliwie i tendencyjnie". Czy tak jest w rzeczywistości ? nie mnie oceniać. A czy naraziłem się niektórym politykom? W zasadzie nie umiem jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, bo przecież oficjalnie nikt poważny nie będzie walczył z satyrykiem. Choć z drugiej strony wiem, że mały rysunek czy karykatura może doprowadzić do szału i odwetu zarazem. Takim odwetem jest, na przykład, zakaz wymieniania mojego nazwiska w niektórych pismach, czyli tzw."zapis".
A wracając do tematu złośliwości... Już kiedyś mój znajomy działacz z podziemia, który był na fali przemian, nazwał moje rysunki złośliwymi i tendencyjnymi. Wtedy zresztą rysowałem ojców polskiej rewolucji: Wałęsę, Michnika, Mazowieckiego, Geremka. Dowiedziałem się też, że nic nie rozumiem z otaczającej mnie rzeczywistości, że komuna leży i tak, jak mówił Michnik ? "nie wypada kopać leżącego". W 1991 roku trafiłem na łamy jedynej wówczas gazety prawicowej "Najwyższy Czas!". Tu poznałem nieocenionego Stanisława Michalkiewicza, który tak naprawdę ukształtował moje poglądy polityczne. Współpraca z "Najwyższym Czasem!" była w moim przypadku dolaniem oliwy do ognia. Bo jeśli ktoś, tak jak ja, nie lubi socjalizmu i jego urzędników, to w naszym kraju i w Europie będzie miał kłopoty. Dlatego teraz już wiem, że pewne życiowe niepowodzenia wcale nie są przypadkowe...

? Sprawia Pan, że rzeczy ponure zaczynają śmieszyć. Kiedy przychodziło Panu łatwiej żartować z rzeczywistości ? w stanie wojennym czy obecnie?
(?)
Rozmawiał  Romuald Lazarowicz
Wyświetlony 4768 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.