czwartek, 30 wrzesień 2010 21:44

Demokracja czy demofilia?

Napisał

Afera Rywina pozwoliła nam ujrzeć kawałek zgniłego ciała, pokrytego podziwianą powszechnie, choć w wielu miejscach zapewne dziurawą, szatą zwaną konstytucją. Ujawniła ona znane historykowi państwa znaczenie relacji pomiędzy strukturą społeczną a normami prawa konstytucyjnego, które pozbawione wsparcia ze strony rzeczywiście istniejącego układu sił społecznych stają się zjawiskiem wirtualnym, maskującym rzeczywiste oblicze państwa.

 

Ta afera korupcyjna na wielką skalę sprawiła, że poglądy o istnieniu w Polsce demokracji jako fasady, odrzucane wcześniej w krwiobiegu medialnym, jako przejaw oszołomstwa lub oderwania formułującego je obserwatora od rzeczywistości, stały się teraz często formułowaną diagnozą. Widać wyraźnie, jak wielka jest różnica między prawdziwą demokracją a demofilią, czyli miłością do ludu. Objawia się ona z największą mocą w krajach Trzeciego Świata.

Uwagi wstępne
Analogię, jaką chciałbym tu przedstawić, poprzedzę kilkoma uwagami na poziomie ogólnym. W ferworze medialnym, w obliczu wszechobecnej szarpaniny politycznej, w której dyskutuje się o detalach, często uchodzą naszej uwadze zasady ogólne. Zauważmy więc, że stosunki między państwem a społeczeństwem mogą układać się dwojako: przewagę może mieć pierwsze albo drugie. Przykłady znajdujące się na biegunach tego układu to społeczeństwa Europy zachodniej z jednej strony oraz despotie Orientu i XX-wieczne totalitaryzmy z drugiej. W tym pierwszym przypadku społeczeństwo cywilne, dzięki uzyskaniu silnej pozycji ekonomicznej, zaczęło rościć sobie pretensje do reprezentacji politycznej i ostatecznie ? w pewnym momencie dziejów ? "osiągnęło upragniony od wieków cel, jakim było zdominowanie dwóch odwiecznych rywali (Kościoła i króla) i uczyniło osią wspólnoty państwowej własną ideologię"1. Efektem tych przemian jest postrzeganie państwa jako "agenta społeczeństwa cywilnego", między nim zaś a ludnością ma zachodzić relacja wymiany świadczeń, a nie narzucania swej woli i egzekwowania jej.
Na drugim biegunie mamy despotie Orientu i XX-wieczne totalitaryzmy, odnoszące się do poddanych w myśl zasady "trzeba doić, strzyc to bydło" oraz: "jeśli naród stracił zaufanie rządu, rząd musi wybrać sobie inny naród". W despotiach Orientu istniał zasadniczy podział społeczny na rządzących i rządzonych, zagwarantowany prawnie i umacniany ideologicznie, skuteczny dzięki takim mechanizmom represji wobec ludności, jak arbitralna konfiskata majątku czy wygnanie. W państwach tych społeczeństwo cywilne nie powstało, a bogactwo było funkcją udziału we władzy despotycznej. Pozycja ekonomiczna, mająca swe źródło na rynku, nie mogła tu ulec przekształceniu w silną pozycję polityczną. XX-wieczne totalitaryzmy z kolei, przypominające despotie w aspekcie supremacji państwa nad ludnością, zmierzały do zniszczenia istniejących, silnych struktur społecznych w przemysłowych społeczeństwach zachodniej Europy bądź podtrzymania słabości społeczeństwa w innych państwach w imię wszechobejmującej ideologii.

Analogia
Mając w pamięci powyższe uwagi, spójrzmy na efekty zmian ustrojowych w Turcji, której poprzednik ? Imperium Osmańskie ? zalicza się do despotii Orientu. Jednym z celów rewolucji Atatürka było uczynienie z Turcji państwa demokratycznego, opartego na zasadach nacjonalizmu i sekularyzmu. Suwerenność ludu, wybory, rządy większości, zgromadzenie narodowe, prawa i wolności obywatelskie etc. stały się aksjomatami budowanej od lat 20. ubiegłego wieku lokalnej, bliskowschodniej wersji szczęścia. Nie kwestionując szczerości Atatürka w jego wypowiedziach i działaniach dotyczących kształtu tworzonej wspólnoty politycznej, należy wskazać na istnienie obiektywnych trudności, sprawiających, że jego konstruktywistyczne koncepcje nie mogły ulec urzeczywistnieniu. W pracach naukowych dotyczących Bliskiego Wschodu spotkać można termin "autonomia państwa", odnoszący się do specyficznej dla tego regionu opozycji: silne państwo ? słabe grupy i instytucje społeczne. Rewolucja kemalistowska, przynajmniej do lat 50. XX wieku (czyli trzy dekady od proklamowania Republiki!!!), niewiele w tej sprawie zmieniła. Odziedziczona przez republikę rządząca klasa biurokratyczna mogła wobec tego prowadzić politykę w typowym dla tradycji państwowej Bliskiego Wschodu autorytarnym stylu, bez zapatrywania się na postawę mas, przy troskliwym zachowywaniu demokratycznej szaty konstytucyjnej.
Czy współczesna Polska ma coś wspólnego z Turcją lat 20. i 30. XX-wieku? Czy zastosowana tu analogia nie wyda się aby zbyt karkołomna? Z pewnością nie. Globalnego porównania modernizacji tureckiej i polskiej dokonał już historyk Marcin Kula. Pomijając oczywiste różnice, warto wskazać na ważne podobieństwo. Po 1945 roku zawitał wszak do Polski komunizm, czyli totalitarna ideologia, której wcielanie spowodowało likwidację struktur społeczeństwa obywatelskiego, zniszczonego już w znacznym stopniu przez nazizm i bolszewizm. Likwidacja partii politycznych, morderstwa polityczne, represje wobec niezależnych organizacji, w tym Kościoła, etc. były typowymi "środkami tłumienia klasowego" aplikowanymi przez aparat ludowego państwa wobec opornego społeczeństwa. Poddani gigantycznej lekcji demoralizacji Polacy podnieśli wprawdzie sprzeciw w 1980 roku, spowodowało to jednak brutalną reakcję władz i wprowadzenie stanu wojennego, skutkującego społeczną dżumą, będącą dla Gustawa Herling-Grudzińskiego chorobą życia zrzeszonego. Wielki ruch spontanicznej przedsiębiorczości, zapoczątkowany w 1988 roku, również został skutecznie zahamowany przez ucisk fiskalny, sprawiający, że zdecydowana większość Polaków pracuje obecnie na utrzymanie biurokratycznego państwa i własną konsumpcję oraz spłatę długów, a to uwiecznia brak kapitału. Rynek nie jest w stanie wygenerować korzystnej dla rządów demokratycznych struktury społecznej. Mieliśmy być bogaci, a jesteśmy biedni. Innymi słowy: miało być coolowo, a jest kulawo: 94% ludności w Polsce znajduje się w najniższej, pierwszej grupie podatkowej
(?)

_____________
1 Tomas Molnar, Pałac, Kościół i społeczeństwo cywilne, "Fronda" 2001, nr 25/26, s. 178.

Andrzej Adamczyk
Wyświetlony 8547 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.