sobota, 02 październik 2010 12:28

Prawybory w USA

Napisane przez

Krąży opinia, jakoby w USA kampania wyborcza nigdy się nie kończyła. I rzeczywiście jest tu część prawdy. Właśnie w tym czasie można powiedzieć, że zaczynają się wybory prezydenckie 2004, choć nie jest to do końca ścisła uwaga, dużo wcześniej bowiem sami kandydaci na ten urząd musieli podjąć decyzję, czy są zainteresowani i czy oczywiście mają realne szanse w grze.

19 stycznia w stanie Iowa odbył się caucus (zebranie), na którym wybierano kandydata do walki o urząd prezydenta z ramienia Partii Demokratycznej. Zwycięzcą okazał się senator ze stanu Massachusetts John Kerry (zdobywając 38% głosów)*. Dalsza kolejność to: senator z Północnej Karoliny John Edwards (32%), były gubernator stanu Vermont Howard Dean (18%), kongresman ? były przywódca Demokratów w Izbie Reprezentantów z Missouri Dick Gephardt (11% ? już wycofał się z wyścigu), kongresman z Ohio Dennis Kucinich (1%). Wybierano też 56 delegatów (spośród 4.322), aby reprezentowali stan na konwencji partii. Kandydat partii do nominacji potrzebuje 2.162 głosy. Na tym etapie droga do nominacji jest jeszcze długa, ale pierwszy krok został postawiony. Następnym będą prawybory w New Hampshire. A później kolejno w następnych stanach.
Na chwilę przed wyborem, poparcie w sondażach, które ? dodajmy ? często bywają złudne, kształtowało się mniej więcej w kolejności: czołówka to Howard Dean, John Kerry oraz Dick Gephardt, a później John Edwards, senator Joe Lieberman, generał Wesley Clark, Dennis Kucinich (ciekawostką jest, że jest to kandydat nieżonaty) oraz Al. Sharpton. W świetle przytoczonych faktów zaskoczyła zdecydowanie niska pozycja Deana, jak i tak zdecydowane zwycięstwo Kerry'ego. Warto też odnotować wysokie poparcie dla Edwardsa.
Jak już wspomniano wyżej, sondaże często się zmieniają i nawet tuż przed rozgrywką w Iowa długo utrzymujący się na pozycji lidera Dean w niektórych badaniach ustępował Kerry'emu, następnie plasował się Gephardt. Nie bez znaczenia dla wysokiej pozycji Deana było poparcie udzielone mu przez Ala Gore'a, byłego senatora Billa Bradleya, jak i bezpośrednio przed głosowaniem ? wycofującej się z wyścigu Carol Moseley Braun. O wiele jednak ważniejsze są opinie kandydatów w poszczególnych sprawach.
Zwycięzca, John Kerry, to absolwent Uniwersytetu w Yale, uczestnik wojny w Wietnamie, wybrany do Senatu w 1984 roku. W sprawach programu: chce wygrać wojnę w Iraku, będąc przy tym krytycznym w ocenie urzędującego prezydenta ? zarówno w tej kwestii, jak i w przypadku gospodarki ? Kerry zamierza stworzyć 3 miliony miejsc pracy na początku swojej ewentualnej prezydentury, chce umożliwić przeciętnemu Amerykaninowi ubezpieczenie medyczne, ograniczając rolę firm ubezpieczeniowych, zająć się standardem szkół, zmniejszając liczebność klas, widzi międzynarodową rolę USA w świecie. Program ten przypomina zatem tezy wszystkich demokratycznych kandydatów.
Niewątpliwie najbardziej kontrowersyjnym kandydatem jest (rozgrywka wciąż trwa) Dean, którego kwalifikacje do pełnienia najważniejszego urzędu w państwie były krytykowane przez Dicka Morrisa, byłego doradcę Billa Clintona; Dean był bowiem gubernatorem w małym stanie. Jak humorystycznie głoszono, Vermont to miejsce gdzie reprezentanci w wyborach znają swoich wyborców z imienia. Czy umożliwia to zdobycie wystarczających kwalifikacji do pełnienia głównej funkcji w Białym Domu? Kontrowersje wokół jego osoby wiążą się ze zbyt lewicowymi (jak na USA) poglądami. Nawet demokratyczny senator z Georgii Zell Miller, który ostatnio pojawił się u boku George'a Busha, przestrzegał, aby Demokraci nie popełnili błędu z roku 1972, kiedy to przegrali sromotnie, wystawiając kandydaturę George'a McGoverna, również kandydata z lewej strony sceny partii. Następna kontrowersja wokół byłego gubernatora Vermont łączy się z jego konsekwentną, od początku, odmową poparcia wojny w Iraku. Dean poszedł nawet tak daleko, aby powiedzieć, że fakt pochwycenia Saddama Hussaina nie przyczynił się do zwiększenia bezpieczeństwa USA. Natychmiast podchwycił to Dick Gephardt, stwierdzając, że osoba o takich poglądach nie ma zbytniej szansy walczyć z obecnym prezydentem. Inni kandydaci często skupili się na atakowaniu Deana. Jednak w rankingach tuż przed caucusem kluczowe hasła brzmiały jak pamiętne nagłówki z Florydy 2000: race too close to call (wyniki zbyt zbliżone, aby można przewidzieć).
(?)

________________
* dane na podstawie wyników 98% zebrań.

Marek Janik

Wyświetlony 6065 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.