sobota, 02 październik 2010 12:46

Dostosowywanie - Senatorskim okiem

Napisane przez

Działalność polskiego parlamentu w okresie ostatniego półrocza zdominowana jest przyjmowaniem tak zwanych ustaw dostosowawczych, czyli ustaw implementujących ustawodawstwo europejskie na grunt prawodawstwa polskiego. Działalność akcesyjna tak zdominowała wyobraźnię mediów, że właściwie nikt nie zauważył absurdalności całej procedury godzącej w podstawowe zasady państwa demokratycznego. Ogólnym narzekaniom na jakość prawa polskiego towarzyszy niczym nie powstrzymana biegunka ustawodawcza. Coraz to nowe przepisy, tworzone przez biurokrację europejską, w liczbie dziesiątków tysięcy stron są wlewane do prawa polskiego i powiększają istniejący i tak zamęt.

No bo jak prowadzić racjonalną pracę ustawodawczą, jeśli na trzy dni przed posiedzeniem otrzymuję materiały do ustawy dostosowawczej "O kontroli weterynaryjnej handlu" które liczą 3865 stron dyrektyw europejskich. Po wejściu ustawy w życie wszystkie te przepisy staną się prawem obowiązującym w Polsce. Spośród 60 egzemplarzy wydrukowanych dla senatorów tylko ja jeden odebrałem swój egzemplarz i to wyłącznie dlatego, by móc go prezentować na spotkaniach jako szczególne curiosum. Na kolejne posiedzenie otrzymaliśmy 890 stron załączników do ustawy "O zamówieniach publicznych". Natomiast na posiedzenie w dniach 11 i 12 lutego nauczona doświadczeniami z kontrolą weterynaryjną Kancelaria Senatu do ustawy "O wymaganiach weterynaryjnych dla produktów pochodzenia zwierzęcego", nie drukowała już wszystkich dyrektyw (8 tomów po 400 stron każdy), tylko rozdała 17-stronicowy spis treści. Rozumie się, że w oparciu o ten spis treści mam podnieść rękę i poświadczyć w ten sposób, że nasza ustawa jest zgodna z prawem unijnym. Pochwalam wnioski wyciągnięte przez pracowników kancelarii Senatu, bo pożytek informacyjny z 3200 stron jest dla mnie taki sam jak z 17, a lasy mniej na tym ucierpią. Nie mam natomiast żadnej wątpliwości, że tak prowadzony proces legislacyjny nie ma nic wspólnego ze stanowieniem prawa w państwie demokratycznym i przypomina PRL, w którym na dany znak posłowie podnosili ręce bez względu na to, o czym była ustawa i czy znali jej treść. Przedstawiony wyżej problem jest bardzo poważny, bo jak ma funkcjonować państwo prawa, w którym już nie tylko obywatele, ale nawet ustawodawca nie jest w stanie go poznać. Ilu urzędników musi zatrudnić administracja, aby doprowadzić do egzekwowania takiej ilości nowych przepisów. Przy takiej szczegółowości norm, które wprowadza Unia Europejska, zastanawia mnie, ile spośród nich jest wyrazem partykularnych interesów czy wręcz korupcji, od której Bruksela też nie jest wolna. U nas przedstawiciele narodu tego nie sprawdzą, bo nie mają jak.

(?)
Zbigniew Romaszewski
Wyświetlony 6905 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.