sobota, 02 październik 2010 15:44

"Dobrodziejstwo Funduszy"

Napisane przez

W ostatnią niedzielę Adwentu 2003 w Archidiecezji Lubelskiej w kościołach odczytano list ks. abp. Józefa Życińskiego o uczestniczeniu w tajemnicy Wcielenia. Biskup nawiązuje w liście do czekających nas zmian politycznych: Za rok, kolejne Boże Narodzenie będziemy już przeżywać we wspólnocie zjednoczonej Europy. Czy potrafimy tam wnieść klimat pokoju i radości, który dźwięczy w świątecznej liturgii? Czy przychodzący Chrystus będzie dla nas zawsze najważniejszy? Czy Jego przyjścia nie przesłoni nam reklamowa dekoracja lub program rozrywkowy? Czy zechcemy wydobyć to, co najpiękniejsze w naszej narodowej tradycji, aby wnieść nową nadzieję w kulturę zmęczonej Europy?

 

Wydawać by się mogło, że wcześniej publicznie prezentowany prounijny entuzjazm lubelskiego Metropolity ustąpił nieco pod serią pytań i wątpliwości. Ale chyba nie do końca, bo w dalszej części Arcypasterz wskazuje konkretne działania, które ? w Jego opinii ? powinny "wydobyć to, co najpiękniejsze w naszej narodowej tradycji". Jednym z tych działań jest pomoc w wypełnianiu wniosków o dotacje pochodzące z Unii Europejskiej: Starając się pomagać rolnikom w podejmowaniu nowych wyzwań doświadczanych przez polską wieś, kapłani włączają się w przygotowanie wniosków o dopłaty unijne. W ten sposób Kościół Lubelski chce wyrazić swą solidarność z najuboższymi, których nie stać na opłatę za wypełnienie formularza.
Żebranie o pieniądze jako najpiękniejsza narodowa tradycja... No, no... Ale skoro zaniechanie żebrania o pieniądze "unijne" mogłoby być uznane za grzech (toż to sprzeciwianie się nauce Kościoła, bo przecież list biskupa to nic innego jak realizowanie funkcji nauczycielskiej Kościoła), udałem się zaraz po mszy do pobliskiego Empiku (handlują w niedzielę, m.in. wydawnictwami instruującymi, jak wypełniać wnioski o dotacje... ? czy to grzech?) i szybko nabyłem czasopismo "Fundusze europejskie," z dużym portretem min. Hübner, oraz broszurę "Program Rozwoju Przedsiębiorstw" autorstwa Agnieszki Kozakiewicz. O ile "Fundusze Europejskie" mają datę "listopad-grudzień 2003" (40 stron, cena 5 zł), to "Program Rozwoju Przedsiębiorstw", wydany przez Łódzkie Centrum Szkoleniowe LECTOR, nie ma żadnej daty, ma za to duży nadtytuł: "Pieniądze w zasięgu Twojej ręki!", liczy 52 strony formatu A4 i kosztuje 14 złotych. Wprawdzie apel Arcybiskupa skierowany jest do kapłanów, którzy to będą od tej chwili wypełniali wnioski o unijne dotacje dla ubogich chłopów, ale w innym fragmencie listu usłyszałem zachętę dla świeckich do niesienia także niematerialnej pomocy ubogim, więc dlaczego nie miałbym przyjrzeć się bliżej wnioskom o złoto, którym Unia Europejska ma nas lada chwila obsypać? Może mógłbym pomóc miejscowemu kapłanowi w narzuconych mu nowych obowiązkach tak, by mógł on np. częściej posiedzieć w konfesjonale? A może sam wystąpię o jakąś dotację? Ale pozostawmy prounijny entuzjazm biskupa i zajmijmy się agit-prop-broszurą nt. kasy. Bo to, co nas podnieca, to się nazywa kasa. Z takimi myślami rozpocząłem lekturę zakupionych wydawnictw.
Pierwszy numer nowego czasopisma "Fundusze Europejskie" otwiera wywiad z p. min. Danutą Hübner pod nieprawdziwym tytułem: "Nie ma chaosu w urzędach". Dalej ? seria artykułów o dobrodziejstwach, jakie są w zasięgu ręki praktycznie dla każdego, kto tylko zechce po nie sięgnąć. Agit-prop-grupa wydająca ten dwumiesięcznik (?) nazywa się WAREN GROUP, a redaktorem naczelnym jest poznański eurofederasta, p. Jakub Anders.
Broszurę "Program Rozwoju Przedsiębiorstw" przeczytałem ? nie ukrywam ? także pod kątem przydatności uzyskanej wiedzy do sfinansowania rozrostu firmy, którą kieruję. Zakres rozszerzenia to dwa komputery dla dwu nowych pracowników, trochę okablowania, modyfikacja oprogramowania sieciowego lub zakup nowego i usługa instalacji. Problem polega na ocenie, czy należy już wymienić oprogramowanie, którym się posługujemy na mniej uzależnione od produktów firmy Microsoft, czy pozostać przy starym. Aby dokonać takiej oceny, należy co najmniej znać obieg dokumentów w naszej firmie, no i oczywiście znać się na oprogramowaniu administracyjnym przedsiębiorstw w ogóle. Firmą, która w naturalny sposób jest predestynowana do takiej oceny oraz do ewentualnego napisania i zainstalowania takiego oprogramowania jest ta, z którą od lat współpracujemy, i która przy każdym rozszerzeniu naszej sieci służy konsultacjami. Koszt całości usługi to ok. 15000 złotych. W sam raz na małą dotację z Programu Rozwoju Przedsiębiorstw. Czy na taki cel można otrzymać pieniądze? Wydaje się, że tak: mieści się on bowiem zarówno w "Rozwoju Strategii Przedsiębiorstwa", jak i w "Planowaniu Inwestycyjnym". Oba te tematy są szczegółowo rozpisane w omawianej broszurze.
Autorka broszury rzetelnie i skrupulatnie instruuje czytelnika, jakie warunki trzeba spełnić, by sfinansować takie przedsięwzięcie. Przede wszystkim trzeba się "zakontraktować" w Regionalnej Instytucji Finansującej, która jest jedyną agendą PARP (Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości ? instytucji czuwającej nad tym, by przedsiębiorcy rozwijali się zgodnie z dyrektywami urzędników, a nie z własnym widzimisię). Instytucją, która ma uprawnienia "kontraktora" na Lubelszczyźnie (Jednostką Kontraktującą) jest Lubelska Fundacja Rozwoju. Autorka sugeruje, że zanim złoży się Wniosek o Udzielenie Dotacji, dobrze jest skorzystać z "doradztwa podstawowego" jednego z Punktów Konsultacyjno-Doradczych.
(Dygresja: W dalszym tekście będzie pojawiało się coraz więcej nazw własnych, pisanych z dużych liter. Nazwy te nie są moim wymysłem, a zwykłą biurokratyczną rzeczywistością, w którą właśnie wkraczamy. W ten sposób biurokraci "nadają rangę" tworzonym przez siebie formularzom i innym administracyjnym bytom).
Gdybym zatem chciał się dowiedzieć, czy powinienem złożyć Wniosek o Udzielenie Dotacji na ocenę, czy rzeczywiście potrzebne są mi w firmie dwa dodatkowe komputery i nowe oprogramowanie, mógłbym poprosić konsultanta, który przez 10 godzin w ciągu roku może mi udzielić stosownych porad i wyjaśnień. Bezpłatnie ? jak twierdzi autorka broszury. Nie do końca wierzę, że zewnętrzny konsultant nie znający w ogóle firmy może wiedzieć więcej niż ja o potrzebach rozszerzenia w niej informatycznej sieci, ale być może Lubelska Fundacja Rozwoju ma takich jasnowidzów. Podejrzewam jednak, że nawet jasnowidz z LFR musiałby spędzić w naszej firmie ok. tygodnia, zanim ? absorbując większość pracowników ? zrozumiałby, jak funkcjonuje cała administracja wewnętrzna. Koszt takiej edukacji jasnowidza jest zatem niebagatelny. Jednakowoż żaden jasnowidz za darmo pracować nie będzie. Domniemywać należy, że Lubelska Fundacja Rozwoju płaci jasnowidzom za wykonaną pracę przepowiadania przyszłości, a wnioskodawca jedynie podpisuje oświadczenie, że takie konsultacje otrzymał (stając się tym samym automatycznie beneficjentem jednej z linii budżetowych programu PHARE). Tak więc pieniądze wypłacane oczywiście są, ale ich na początku nie widać.
Zaznaczyć należy, że lubelska RIF (Lubelska Fundacja Rozwoju) jest obecnie jedynie rodzajem "skrzynki pocztowej", do której wrzuca się wnioski. Do niedawna instytucja ta miała prawo decydowania o przyznaniu dotacji, ale kilka tygodni temu słyszałem, jak szef Fundacji, prof. Kidyba biadolił w lokalnym radiu nad odebraniem mu przez PARP przywileju rozdzielania kasy. Ponieważ dostęp do kasy usztywnia stanowiska i nierzadko powoduje nawet środowiskową butę, oczekuję w najbliższym czasie naturalnego zwiotczenia euroentuzjazmu p. profesora.
W dalszej części broszury sprawdziłem, czy mogę otrzymać dotację. Raczej mogę. Nie zatrudniam więcej niż 249 osób, nie miałem przychodu przekraczającego 40 milionów EUR ani suma aktywów w zeszłorocznym bilansie nie przewyższyła 27 milionów EUR. Mam siedzibę na terenie Polski, a żaden ze wspólników mających ponad 25% udziałów lub głosów nie jest "dużym przedsiębiorstwem". Jestem ponadto osobiście odpowiedzialny za przedsięwzięcie zakupu dwu komputerów i oprogramowania, i mogę opłacić jego realizację, zanim uzyskam dofinansowanie. Nie potrafię natomiast uczciwie powiedzieć, czy "posiadam odpowiednie środki, które zapewnią funkcjonowanie firmy w długim okresie czasu". Ale może się niepotrzebnie tym przejmuję, bo zapewne "bezpłatni" konsultanci dokonają audytu księgowości i ocenią jakoś, czy firma nie zbankrutuje po zakupie dwu komputerów (osob-ną sprawą jest koszt takiego audytu).
Sprawdziłem również, czy nie jestem wyłączony z ubiegania się o pomoc. Nie kończę działalności gospodarczej, nie zostałem skazany za przestępstwa ani uznany winnym wykroczenia związanego z działalnością zawodową (hm... policja mi wlepiła mandat za szybkość, gdy jechałem na spotkanie z klientem...), nie mam zaległości podatkowych ani w stosunku do ZUS-u (Dzień dobry, przedsiębiorcy! Wiadomo, że aby uzyskać zaświadczenie z ZUS, np. o niezaleganiu ze składkami, należy samemu udokumentować brak zaległości. ZUS nie jest w stanie wydać samodzielnie żadnego zaświadczenia). Nie starałem się też o żadną pomoc publiczną w przeszłości. Wszystko wskazuje, że złoty deszcz pieniędzy już za chwilę spadnie. Ucieszyło mnie to bardzo, bo komputery są mi potrzebne już w przyszłym tygodniu, bowiem odpowiadając na apele wicepremiera Hausnera o zmniejszaniu bezrobocia zatrudniam właśnie dwu nowych pracowników.
(?)
Paweł Falicki
Wyświetlony 3922 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.