sobota, 02 październik 2010 15:59

Political fiction - Lewica, prawica, mistyfikacja

Napisał

Styczeń roku 2006. Minęło południe, w Pałacu Prezydenckim trwa wytężona praca. Sztab kończy opracowanie harmonogramu politycznego na rozpoczęty właśnie rok.

 

Gotowa jest lista głów państw, które odwiedzi pani prezydent Jolanta K., oraz tych, które przyjadą do niej z wizytą. To była najtrudniejsza część prac. Każdy wyjazd i wizyta zostały szczegółowo rozpracowane, z uwagi na towarzyską rangę partnera. Królowe i królowie oraz prezydenci państw będą przyjmowani albo odwiedzani zależnie od miejsca na liście rankingowej. W najlepszych terminach najważniejsi, w gorszych mniej ważni, a najmniej ważni nie dostąpią zaszczytu oficjalnego widzenia się z Jej Ekscelencją.
Opracowywany jest również harmonogram imprez dobroczynnych z udziałem Pani Prezydent. Imprezy takie, choć uciążliwe, są konieczne, żeby zapewnić miłość ludu. Będzie tych imprez dokładnie dwadzieścia sześć.
W specjalnym sierocińcu od roku trenuje pięćdziesiąt dwoje sierot, które w świetle reflektorów i wśród błysków fleszy Pani Prezydent będzie głaskać, a nawet przytulać w czasie wizyt w domach dziecka.
Kiedyś Pani Prezydent przytuliła przed kamerami telewizyjnymi zwykłą sierotę z domu dziecka w Poznaniu. Okazało się to niefortunnym posunięciem, sierota lekko śmierdziała, a poza tym wszystko skończyło się bardzo nieprzyjemnym incydentem. Sierota tak się wystraszyła, że rozpłakała się i osmarkała sukienkę Głowy Państwa.
Od tego czasu, kiedy Pani Prezydent jedzie do domu dziecka gdzieś w Małopolsce czy na Podlasiu, żeby uroczyście wręczyć dary, bierze z sobą własne sieroty do przytulania, wykąpane i zdeodoryzowane. Specjalnie dobrane sieroty po sześć godzin dziennie humanitarnymi metodami uczone są zachowania się w czasie przytulania przez Głowę Państwa. Najpierw zostały specjalnie dobrane ? blond dziewczynki o błękitnych oczach i piegowaci chłopcy, wszyscy w wieku od trzech do pięciu lat ? teraz są ćwiczone we właściwym zachowaniu się. Żadnego płaczu, żadnego smarkania.
Harmonogram jest już prawie gotowy, sieroty wyćwiczone, nie smarkają w żadnych okolicznościach, pozostały problemy finansowe. Fundacja Pani Prezydent zgromadziła już cztery miliony złotych na dary dla domów dziecka. Pieniądze przekazały przedsiębiorstwa. I państwowe, i prywatne pod zarządem rządowych komisarzy. Nie było z tym większych kłopotów.
Na koncie nie ma jednak pieniędzy na wydatki związane z wizytami oraz imprezami dobroczynnymi. Pałac prezydencki potrzebuje na to miliarda złotych z groszami. Wychodzi tylko niecałe trzy miliony dziennie, ale Ministerstwo Finansów kwestionuje tę skromną kwotę. Mówią, że to za dużo.
? Ten cały rząd to ludzie nie na poziomie ? denerwuje się Pani Prezydent. ? Nie rozumieją najprostszych rzeczy.
Pani Prezydent jest urażona, bo buraki z rządu nie rozumieją tego, że Głowa Państwa nie może dwa razy występować w tej samej sukience, tych samych butach czy futrze. Majestat państwa wymaga, żeby kupować nowe ubrania na każdy dzień i to po kilka, bo i na rano, i na przedpołudnie, i na popołudnie, i wieczór. I nie po jednej sukience albo parze butów na każdą porę, przecież Głowa Państwa jest kobietą i jakiś wybór musi mieć. Poza tym nie wiadomo, jaka będzie pogoda.
Premier sugerował, żeby raz użytą konfekcję czy buty sprzedawać.
? Cham jeden! ? zirytowała się Pani Prezydent. ? Czy ja jestem handlarką! ? krzyczała w zaciszu gabinetu.
Premier nie rozumie też, że Głowa Państwa nie może podróżować sama jak jakaś dziadówka. Świta wcale nie jest liczna, najwyżej sześćdziesiąt osób. Nie licząc służby i ochroniarzy.
Doradca Głowy Państwa uspokaja Prezydent Jolantę K. odbywającą właśnie toaletę w prezydenckiej gotowalni. Pani Prezydent siedzi przed lustrem, wizażystki uwijają się, nakładając makijaż, fryzjerki ostatnimi muśnięciami doprowadzają do doskonałości koafiurę, a manikiurzystki i pedikiurzystki łagodnie pielęgnują stopy i dłonie Jej Ekscelencji.
? Zapłacą ? mówi doradca ? kiedy przyjdzie do podpisywania ustaw. Powie im pani, Ekscelencjo, że nie podpisze ustawy o wizach, jeżeli nie zapłacą.
Ustawa o wizach jest bardzo ważna dla rządu, bo odpływ siły roboczej zagraża krajowi. Ustawa potwierdza prawo każdego obywatela do paszportu. Wyjechać z kraju można bez przeszkód, ale tylko po uzyskaniu wizy wyjazdowej. Wiza kosztuje niedrogo, równowartość dwudziestu średnich miesięcznych wynagrodzeń w przedsiębiorstwach państwowych. Wydaje ją Agencja Bezpieczeństwa Narodowego, która może jej odmówić tylko z jednego powodu zapisanego w ustawie: z ważnych względów związanych z bezpieczeństwem państwa.
Od decyzji agencji każdy obywatel może odwołać się do sądu. Sąd ma prawo uchylić odmowną decyzję ABN i wtedy obywatel może drugi raz zwrócić się o wizę wyjazdową. Dopiero druga odmowa jest ostateczna, ale tylko na dziesięć lat. Po tym terminie obywatel może ponownie wystąpić o wizę wyjazdową.
? A to głupcy ? śmieje się Pani Prezydent i popija poranny koniaczek, to dziś dopiero pierwszy kieliszek. ? Boją się mnie. Wiedzą, że mogę nie podpisać. ? Oczywiście, że podpiszę tę ich ustawę o wizach ? dodaje. ? Kiedy tylko pieniądze znajda się na moim koncie. W końcu pracuję dla dobra kraju.
Premier Andrzej L. jest przekonany, że Głowa Państwa podpisze tę ustawę, tak jak podpisała poprzednią, o oddaniu wszystkich przedsiębiorstw pod kontrolę państwa. Od tego czasu przedsiębiorstwa są nadal prywatne, ale każdą decyzję zarządu zatwierdza rządowy komisarz w krawacie w biało-czerwone paski.
? I wszystko się kręci ? raduje się premier Andrzej L.
Minister finansów prof. dr hab. Renata B. ? doktorat, habilitację i tytuł profesorski nadał jej zaraz po wyborach nowo utworzony Uniwersytet w Klewkach ? przyniosła do kancelarii premiera projekt nowelizacji ustawy o oszczędzaniu. Z wdziękiem bufetowej w lokalu gastronomicznym Gminnej Spółdzielni referuje ideę ustawy premierowi.
? Wszystkie oszczędności obywateli zostaną opodatkowane podatkiem w wysokości pięciu procent ? mówi. ? Podatek będzie naliczany codziennie, więc następnego dnia oszczędności znowu zostaną opodatkowane i tak dalej. W ten sposób do kasy państwowej codziennie wpływać będą poważne kwoty.
Słynna urodą minister Renata B. znalazła też sposób zapobiegania lokowania oszczędności w szarej strefie. Oszczędności wolno będzie trzymać wyłącznie w banku, za gromadzenie ich w postaci złota czy dewiz grozić będą surowe kary. W złotówkach i tak ich nikt gromadzić nie będzie, bo inflacja przekroczyła właśnie 700 proc. Poza tym oszczędzanie będzie obowiązkowe. Każdy obywatel będzie musiał odłożyć co miesiąc w banku połowę swego wynagrodzenia, renty, emerytury albo zasiłku.
? I tu się, Renata, pierdolnęłaś ? z właściwą sobie bezpośredniością zwraca uwagę premier Andrzej L. ? Każdy obywatel, to znaczy, że rząd też. Ty też i ja też!
Skarcona pani minister zaczyna szlochać. Premier Andrzej L. ma miękkie serce, głaszcze więc minister Renatę B. tam, gdzie wszyscy ją głaszczą i mówi uspokajająco:
? Nie przejmuj się ? poradzimy sobie. ? Dopiszemy, że w uzasadnionych przypadkach minister finansów może zwolnić obywatela z obowiązku oszczędzania.
? O tak, tak! ? śmieje się radośnie minister Renata B., choć łzy jej jeszcze nie obeschły. ? Minister finansów to przecież ja. Naszych pozwalniam. Ty, Jędruś to masz ale głowę ? woła z podziwem.
(?)
Wojciech Jankowski
Wyświetlony 5229 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.