niedziela, 03 październik 2010 20:56

Ile w tym racji

Napisał

W ostatnim numerze "Opcji" Jerzy Pawlas odniósł się do mojego tekstu. Niewątpliwie autor ma rację, że moje stwierdzenie o tym, iż rozumuje "jak nie prawicowiec" było nie na miejscu.

Sam nie jestem specjalnym zwolennikiem przypinania plakietek, ponieważ wolę polemizować bezpośrednio z tezami oponenta, nie zaś przypisać mu odpowiedni "izm" lub "yzm", umieszczając go w koszyku jakiejś doktryny. Szczególnie nieporęczne było użycie przeze mnie słowa "prawicowiec" w świetle tego, że faktycznie nie wiadomo do końca, na czym polegają poglądy "prawicowe" i co do tego pozostaje mnóstwo kontrowersji. Za to zdanie przepraszam pana Pawlasa i przyznaję mu rację. Na tym jednakże jego racja moim zdaniem się kończy.
Autor nie ustrzegł się mojego błędu i odwdzięczył się pięknym za nadobne. Okazało się, że jestem "liberalnym doktrynerem", widzę zupełnie inny świat niż publicysta i prezentuję recepty "podręcznikowych teorii liberalnych". Wyjaśnię tylko krótko, że nie jestem liberałem i za liberała się nie uważam. Głównie dlatego, że "liberalizm" dzisiaj jest praktycznie tak samo zagmatwanym pojęciem jak "prawicowiec".
Problem z polemiką Pana Pawlasa polega na tym, że koncentruje się na klasyfikacji moich tez do jakiejś doktryny, w tym wypadku "liberalizmu" (inną sprawą jest to, że zaprezentowane przeze mnie w artykule tezy nie są do końca zgodne z głównym nurtem liberalizmu). Mój artykuł przedstawia "teorie podręcznikowe". Niech i tak będzie. Co to zmienia? Dla problemu przez nas analizowanego nie zmienia to absolutnie nic. Problem słuszności teorii nie polega na tym, skąd pochodzi, kto ją przedstawia, gdzie można ją odnaleźć, czy popiera ją 10 osób, czy 3000, ale problemem jest jej słuszność. Tylko i wyłącznie słuszność i zgodność z prawdą. Nawet gdybym tej teorii nie przedstawiał i gdybym na jej temat nie debatował z panem Pawlasem, to nadal nie zmienia jej ewentualnej słuszności i prawdziwości.
W artykule moim przedstawiłem dwa sposoby pozyskiwania bogactwa przez człowieka, obydwa naturalne dla rodzaju ludzkiego. Pierwszy z nich polega na pokojowej współpracy i wymianie. Drugi zaś na ataku na własność innych i pozbawianiu ich bogactwa na rzecz jakiejś grupy. To jest niepodważalny fakt rzeczywistości społeczno-gospodarczej, obojętnie, czy moja skromna publicystyka zostanie nazwana "ekstraktem liberalnym", czy nie. Ochrzczenie jej w ten sposób nie podważa słuszności przedstawionej obserwacji. Czy Pan Pawlas chce dyskutować z tym oczywistym faktem? Nie sądzę. Wzajemne relacje między ludźmi mogą polegać albo na współpracy, albo na inwazji (trzecią możliwość ? nienawiązywanie relacji możemy zaliczyć do pierwszej grupy).
Osobiście jestem zwolennikiem tego, aby wszelkie relacje w społeczeństwie opierały się na współpracy, a nie na inwazji. Często jednak stajemy przed problemem systemu mieszanego, powszechnego dzisiaj, gdy część relacji opiera się na walce, a cześć na pokojowych układach. Krótko mówiąc: czy jeżeli osoba A korzysta siłą z przywilejów, to osoba B może stwierdzić, że jej się to również należy, ponieważ system nie jest w pełni dobry? Czy jeśli Jaś otrzymuje dotacje do produkowania swoich skarpetek, to Grześ ma prawo powiedzieć, że chce dotowania produkcji jego swetrów? Dla mnie odpowiedź wydaje się jasna: jeśli mamy do czynienia z niesprawiedliwością, to rozciąganie tej niesprawiedliwości na więcej osób nie jest bardziej sprawiedliwe. Przedstawmy to jeszcze dosadniej w bardziej ekstremalnym przykładzie. Prawo, które stanowi "bruneci mogą bezkarnie zabijać", jest złe. Jednakże czy na tej podstawie łysi mogą postulować wprowadzenie prawa "bruneci i łysi mogą bezkarnie zabijać"?
Parafrazując słowa Bastiata, nie chcę przywilejów dla wybranych, ponieważ chcę wolności dla wszystkich. Uzasadnianie jednego interwencjonizmu wcześniejszymi interwencjonizmami to błędna droga. Skupmy się na przykładzie rolnictwa.
Rolnictwo przeżywa kłopoty przez szeroki interwencjonizm państwowy. Wysokie podatki, przeszkody biurokratyczne, ograniczenia swobody handlu; wszystkie te rzeczy mają swoje konsekwencje. Tymczasem zamiast protestować przeciw takiej sytuacji, Pan Pawlas proponuje "zapewnianie opłacalności produkcji przez państwo". Co to oznacza? Oznacza to, że wszyscy inni ludzie, którzy nie są odpowiedzialni ani trochę za problemy rolnictwa, mają zostać obciążeni przymusowymi daninami na rzecz rolników. Taki system skutkuje redystrybucją od producentów, dostarczających korzyści społeczeństwu, do nieproducentów, którzy będą czerpać dochody ich kosztem. Nie jest to "teoria liberalna", tylko fakt. I jest to przywilej, interwencjoznim, etatyzm itd. Dlaczego? Ponieważ osoby, które zdobywają bogactwo dzięki współpracy z innymi ludźmi, będą zmuszone przez aparat władzy do płacenia na coś, na co płacić nie mają ochoty (gdyby mieli ochotę, to nie trzeba by ich zmuszać).
Zupełnie niezrozumiałe jest dla mnie stwierdzenie, że "doktrynerskim zaślepieniem" jest dywagacja, czy o opłacalności decyduje rynek czy państwo. Pan Pawlas może to nazywać tak, jak mu się to tylko podoba ? ważne natomiast są tego implikacje. Być może dla niego nie jest istotne, czy płaci dobrowolnie na rolników, czy też jego własność jest konfiskowana przez władze w tym celu. Niemniej jednak nie ma on etycznych podstaw do tego, aby decydować za innych, którzy jednak, być może, wolą być nieopodatkowani na rzecz nieproduktywnego rolnictwa. Czy ktoś naprawdę broni Panu Pawlasowi dokonać samoopodatkowania na rzecz rolnictwa? Wydaje mi się, że jednak nie o to mu chodzi. Zdaje się, że chciałby opodatkować na ten cel wszystkich innych obywateli Polski. Pytanie tylko, jakie jest moralnie uzasadnienie dla jego racji? Czy nie każdy może na tej zasadzie werbalnie ogłaszać rozmaite "prawa"?
Etyka nie jest kwestią li tylko akademicką, teoretyczną, czyli nie jest to sfera doktryn, ale jest to jak najbardziej życiowy problem, który dotyczy wszystkich. Nie da się usunąć etyki z życia, mówiąc o tym, że i tak świat jest już nieetyczny. Tego typu myślenie jest bowiem podstawowym usprawiedliwieniem wszystkich, którzy czynią zło. Zło nie jest popularne, wręcz przeciwnie ? zło jest bardzo niepopularne i do swej egzystencji potrzebuje usprawiedliwień, potrzebuje wykorzystywać naiwność i dobre chęci. Interwencjonizm jest właśnie tego typu złem. Tłumaczenia Pana Pawlasa to właśnie usprawiedliwienia tego, co jest złe ? złe nie teoretycznie, ale praktycznie. Nie można czynić dobra, czyniąc zło, mówiąc, że świat jest zły, więc dobra czynić nie można ? jest to w każdym punkcie wewnętrznie sprzeczne i zapętlone jeszcze w sprzecznościach.
Co do kwestii własności ziemi, to pozostaje podkreślić ponownie, że własność polega na prawie do zbywania rzeczy, kiedy tylko dusza zapragnie. Jeśli ograniczamy prawo do zbywania rzeczy, to ograniczamy tym samym własność. Autor niepotrzebnie przeskoczył na dywagacje o kwestii posiadania ziemi i statusu majątkowego. Własność jest własnością, albo nią nie jest. Analogicznie nie ma sensu mówienie o "większej" lub "mniejszej" wolności w przypadku biedniejszej osoby i bogatszej. Każdy ma swoją własność i jego niepodważalnym prawem jest możliwość zbycia swojej własności. Zdrowy człowiek ma takie samo prawo do życia jak ciężko umierający, któremu zostało kilka minut.


Mateusz Machaj
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Wyświetlony 4266 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.