niedziela, 03 październik 2010 21:07

Wypisy z amnezji narodowej czyli syndrom kameleona

Napisał

Poeta na służbie

Nie ma tu miejsca, by szczegółowo opisywać procesy przeciwko "wrogom ludu": jedno jest natomiast pewne ? procesy stalinowskie i późnego PRL spina ta sama klamra ? nie miały one nic wspólnego z procesem sądowym. Każdy głośny proces miał cel propagandowy ? wywołać strach i umocnić władzę ludową. Z ofiary zaś czynił przestępcę (apogeum zakłamania i podłości eksplodowało nie w czasach stalinizmu, ale na procesie przeciwko zabójcom ks. Popiełuszki, gdzie sędziowie na oczach milionów Polaków starali się przedstawić ks. Jerzego jako groźnego przestępcę, który sam nadstawił głowę).

Po dzień dzisiejszy sędziowie, którzy potrafili skazać na śmierć młodego chłopaka za handel słoniną, cieszą się wysoką emeryturą i prestiżem prawnika. Oczywiście, wspierani byli za czasów swej czerwonej młodości przez poetów. Józef Prutkowski w wierszu Proces tak pisał o tych, którzy skazani byli jako spekulanci na śmierć: Rycerze srebrników ? dolarów / judzący do rzezi nowej / sąd o was wydał naród / a wyrok ? sąd wojskowy.
Ci, którzy nie chcieli się zgodzić na nacjonalizację własności prywatnej, nazwani by-li spekulantami, zdrajcami i oszustami. Poezja pełniła tu także rolę propagandy. Akcje wywłaszczania chłopów opisywał Woroszylski: dopraszali się łaski małorolni / ale kiep uwierzy kułackiej bajce / tylko żyły nabrzmiewały towarzyszom na skroni / gdy mówili spokojnie: sprzedajcie. Skąpo było na ziemi. No bo skąd? / nie dał bóg, sąsiedzi nie dali / ale dał mi ziemię ludowy rząd / dał mi ziemię Stalin. (...) Widziałem dziewczynę co ojcu do stóp padała / Nie róbcie nam wstydu na wsi! / Oddajcie tatulu należne na skup! W innym wierszu opisywał potomnym, jak wielka była radość chłopów w tworzeniu kołchozów na wzór radziecki, z jaką radością oddawali np. konie do spółdzielni: Dwa konie ? myślał Gałka ? nasze konie oba. / Bogatsi o dwa konie jesteśmy w spółdzielni.
Do tego grona dołączył Brzechwa (znany z pisania bajek), pisząc w wierszu Notatnik Agitatora: Na płową głowę dziecka / Biały kwiat osypuje akacja / Chłopską nędzę przeżuwają oracze / Towarzysze! Od jutra będzie inaczej! Leninowski aksjomat odmienił wieś uciśnioną!

Wrogi świat
W tej retoryce utrzymywano także atakowanie "zdrajców", czyli tych, którzy uciekli z kraju przed czerwoną pożogą. W zapale plucia na "zdrajców" gubiono nawet formę wiersza, co w efekcie dawało prawdziwy cel twórczości ? chodziło tylko o atak: Gałczyński tak pisał o Miłoszu, który nie zgodził się na czerwoną wersję swej twórczości: a ja sądziłem: minie, przejdzie / że jakoś ból wypielę / a ty mi ciągle z dna pamięci / wypływasz jak topielec / Szerzej okna! / świat otwieraj! / Wierszu mój ? ognia! / W pysk dezertera! Zresztą ceniony dziś Gałczyński dawał wiele razy dowód służalczości, pisując np.: Przysięgam: Już nigdy nie będę słaby / pióro w promień przemienię i niech się promieni. Oto nowe stulecie / a tylko dwie sylaby: LENIN.
Mechanizm był bardzo prosty ? poeci korzystający z przywilejów dworu musieli zapracować na to, by dzierżyć klucze do czerwonych bram dobrobytu ? ceną w tym przypadku było atakowanie emigracji ? czyli swych kolegów, którzy nie byli w stanie znieść więcej upodlenia w ludowej ojczyźnie.
Przez cały czas PRL-u literaci, jako uprzywilejowani, mogli bez ograniczeń podróżować po Europie Zachodniej ? widzieli, jak wyglądać może normalne życie w dobrobycie i wolności ? nie przeszkadzało im to jednak prostytuować się, pisząc pochwały na cześć dobrobytu socjalistycznego i atakując jednocześnie Zachód. Ważyk pisał takie perełki: Dobrze wam było pić Coca-Cola / ssaliście naszą cukrową trzcinę / zjadali nasze cukrowe pola / żuliście kauczuk, złoto, platynę / dobrze wam było pić Coca-Cola.
Różewicz też atakował imperializm amerykański, użalając się nad losem biednych Amerykanów: w kraju czterdziestu ośmiu gwiazd / planują budowę podziemnych miast / jakie kwiaty będą tam rosły, jakie drzewa / wyciągamy do was ramiona / nie schodźcie pod ziemię, nie schodźcie. Wtórowała mu niezawodna w tych czasach Szymborska, pisząc o imperialistach: nienawidzą naszego węgla / nienawidzą cegieł i przędzy / nienawidzą tego, co już jest / nienawidzą tego, co będzie / nienawidzą okien i kwiatów w oknach / naszych lasów i ciszy leśnej / nawet wiosny, bo to nasza wiosna / nawet szkół z wesołymi dziećmi.
Znany bajarz Brzechwa nie pozostał w tyle: leżą imperialiści na pokładach jachtów / chcą agresji, chcą wojny, zyskownych konszachtów. Watykan cud uczyni i Hitlera wskrzesi / Niektórzy Coca-colę od wolności wolą / tu mówi Nowy Jork! Słyszycie głos Ameryki / Ameryki giełdziarzy, łgarzy i szalbierzy / Ameryki bezprawia, chamstwa i ucisku / Ameryki żądnej krwi i zysku. Broniewski poszedł o krok dalej, pisząc o Zachodniej Europie: Mówią: kultura, a myślą zyski / na diabła nam taka kultura.
Pod apelem Broniewskiego podpisywali się przez wiele lat aparatczycy PZPR-u zgrzytając zębami na Europę Zachodnią ? bo taka była ideologiczna wykładnia Partii. W ramach samokrytyki Borowski kajał się: Uczyłem się i uległem literaturze Zachodu, dlatego lepiej znam literaturę amerykańską i angielską niż towarzyszy radzieckich. To nie jest prywatna sprawa, bo miałem ambicję pokazania prawdy, a skończyłem na obiektywnym przymierzu z ideologią faszystowską.

Towarzysze z Bezpieczeństwa
Czerwoni oprawcy rządzący Polską wyprzedzili nawet oficerów III Rzeszy ? mimo bardzo dobrze rozwiniętej propagandy III Rzeszy nikt nie wpadł tam na makabryczny pomysł wydania antologii wierszy gloryfikujących np. gestapo. Polscy poeci, wyprzedzając się w serwilistycznych pomysłach, w 1954 roku wydali Wiersze i pieśni poświęcone pracownikom Bezpieczeństwa. Wyjątkowa kanalia czasów początku PRL, Woroszylski, wychwalał dzielnych chłopców ze Służby Bezpieczeństwa: Ojczyzno socjalistycznego szczęścia. No, a czego mam dziś żałować, wam towarzysze ze Służby Bezpieczeństwa! I faktycznie, towarzysze ze Służby Bezpieczeństwa niczego sobie nie żałowali. Wtórował mu Pasternak: Do wojska i milicji kazała nam iść Partia / zdobytej strzec wolności w oddziałach bezpieczeństwa. Urgacz zaś gloryfikuje zapał i poświęcenie pracowników UB: Nie zakłóci nikt naszego szczęścia / jadem zbrodni ani jadem zdrad / Towarzysze nasi z Bezpieczeństwa / bronią Polsko twoich młodych lat.
Mandalian lirycznie opiewa wysiłki ubeków: śpij majorze / świt niedaleko / widzisz / księżyc zaciąga wartę / szósty rok już nie śpi Bezpieka / strzegąc ziemi panom wydartej / jeszcze gnieździ się różna swołocz / po zapadłych, ciemnych powiatach / ale wy musicie podołać / rewolucja nam podpowiada / major pięści zaciska / a pięści ma ciężkie, czerstwe / i idzie Feliks Dzierżyński / z majorem przez gmach bezpieczeństwa.
Najczęściej cytowanym fragmentem z antologii był wiersz napisany pod pseudonimem Kowalski, wylewający łzy nad ciężką pracą ubecji: Niełatwo jest z wrogiem stykać się codziennie / przez lata, miesiące, tygodnie, niezmiennie / przez długie godziny wieczorne i nocne, mieć jasność umysłu / i nerwy tak mocne. Tobie towarzyszu z Bezpieczeństwa, poświęcam ten wiersz / za twą miłość ogromną do ludzi / i twych nocy bezsennych niepokój. Pamiętajmy, że wiersze o bezpiece i Dzierżyńskim pisywał także Kapuściński.
Czytelnikom o mocnych nerwach warto przypomnieć pracę "dzielnych chłopców z Bezpieczeństwa", utrwaloną w raporcie Moczarskiego, dotyczącym metod pracy oficerów UB: w czasie przesłuchania mnie na okoliczność mej rzekomej współpracy z Niemcami poddany zostałem 49 rodzajom maltretacji i tortur: bicie gumową pałką wystających części ciała (nasady nosa, łopatek), wyrywanie włosów ze skroni, z brody i wąsów, z krocza, wskakiwanie wojskowymi butami na bose stopy, kopanie kości goleniowych, przytrzaskiwanie palców rąk szufladą biurka, kłucie szpilką lub stalówką wrażliwych miejsc ciała, siedzenie nago na nodze taboretu, łamanie ołówka przełożonego przez palce rąk, wlewanie kilku litrów wody do żołądka etc... Każdy oficer bezpieczeństwa przyznałby, że była to rutynowa reguła przesłuchania.
Zupełnie innym wymiarem charakteryzowała się poezja poświęcona Stalinowi: wkomponowała się ona wręcz w ramy religijne. Mimo oczywistego terroru, który wprowadził Stalin, poeci lat 50. wyprzedzali się w pochwałach wodza światowej rewolucji. To ich piórem stworzono mit mądrości Stalina, nie było takiej dziedziny, w której Wielki Wódz nie byłby geniuszem. Ważyk w 1953 roku pisał: Mądrość Stalina / rzeka szeroka / w ciężkich turbinach przetacza wody / płynąc wysiewa pszenicę w tundrach / zalesia stepy / stawia ogrody. Wstępuje z głębin / mądrość Stalina / rzeka podskórna. Z wierszy poetów dowiadujemy się, jak genialnym językoznawcą, strategiem, filozofem, fizykiem, pedagogiem był wujek Soso. Różewicz (kandydat do literackiej nagrody Nobla obok Szymborskiej) tak pocieszał Polaków: (...) są żołnierze, którzy karabin przyciskają do serca / po to aby zabić wojnę / i jest człowiek, o nim pisze poeta: / w trzech komnatach Kremla Starego / mieszka człowiek, który zwie się Józef Stalin / do później nocy świeci się w jego oknie.

Człowiek przeobrażony...
Obrzydzeniem napawa widok osób o takim rodowodzie obrzezanych na euroentuzjastów ? trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to znowu czysty pragmatyzm. Nie ma tu żadnej ideologii, jest tylko żądza władzy. Pamiętajmy, że neofici Unii Europejskiej, tacy jak Kwaśniewski, Cimoszewicz, Oleksy, Miller, wstępowali do PZPR-u w czasach, kiedy pojęcie demokracji nie istniało i jakoś ten fakt im nie przeszkadzał. Wiedzieli za to doskonale, czym jest cenzura, reglamentacja, więzienie opozycji, mordowanie księży. Każdy, kto po roku 1970 wstąpił do PZPR-u musiał zdać sobie sprawę z tego, że socjalizm zalatuje trupem. I na nic nie da się bielić eurożargonem rąk unurzanych w krwi.
Trafnie ujął to Herbert: Nie istnieją porządni członkowie Partii, bo jeśli nawet nie robili krzywdy swym współobywatelom, to na pewno krzywdy te pokrywali milczeniem. Nie żądam głów, myślę natomiast, że domaganie się przez skrzywdzone społeczeństwo moralnego zadośćuczynienia jest niezbędnym warunkiem zdrowia społecznego. Jeżeli przyjmiemy tezę, że nie istnieje zdrada, relatywizm moralny, donosicielstwo, służalczość, wina ? to musimy również przyjąć, że nie ma heroizmu, patriotyzmu, honoru, odwagi

...ale nie do końca
Kreowana przez inżynierów społecznych w czasach PRL-u moda na drapieżny antyklerykalizm przetrwała do dziś. Nie różni się wiersz Jastruna W Bazylice św. Piotra (Na lazurowo-złotym nieboskłonie / Bazyliki śpiew / Purpurowy papież wznosi dłonie / na dłoniach ? krew) od artykułów drukowanych na temat Watykanu w poczytnym piśmie "Nie". Ci sami są też autorzy, jak i odbiorcy. Moda ta wraca w tym samym schemacie: człowiek nowoczesny ? Europejczyk musi być intelektualistą lewicowym, krytykującym skostniały klerykalizm ? atak na Kościół traktowany jest jako dowód odwagi i postępu. Smutne jest to, że tym zabiegom towarzyszą intelektualiści związani z Kościołem katolickim. Jaskrawym przykładem było zamieszczenie parodii wiersza Słowackiego, wieszczącego nastanie papieża Słowianina, przez dawnego aparatczyka Marka Barańskiego, który w zbiorze poezji Bóg, trąba i ojczyzna pisze: Pośród niesnasek Pan Bóg uderza / w ogromny dzwon / Dla słonia w charakterze papieża / otwarty tron. Zbiór poezji wydany był przez wydawnictwo katolickie Znak w 1995 roku.
Dawni dygnitarze PZPR-u dobrze wiedzieli, że ich partia zamordowała księży Kotlarza, Popiełuszkę, Zycha, Niedzielaka, Suchowolca. Wiedzieli dobrze, ile zła wyrządzali Kościołowi, biorąc alumnów do wojska. Ci sami politycy z czerwonego miotu PZPR-u klękają teraz z szacunkiem przed papieżem, wyrażając podziw dla mądrości i głębi jego nauki, będąc jednocześnie zwolennikami aborcji i osobami niewierzącymi.
Okaleczona przez komunizm elita intelektualna będzie dyspozycyjna wobec każdej władzy i nie będzie lojalna wobec nikogo.
Nie zmieniło się czerwone nastawienie siepaczy socjalizmu ? dość poczytać wywiady, jakie współcześnie udzielają te truchła przeszłości: Edward Ochab, rozmawiając z Teresą Torańską, żali się: że jako człowiek PZPR-u cały czas skazany był na walkę z prawicowo-faszystowską soldateską. Wtóruje mu Adam Schaff, pisząc w 1993 roku Pora na spowiedź: idą nowe rządy klerykalno-faszystowskiego ciemnogrodu. Schaff zasłynął także akcją zbierania podpisów pod petycją, zgłaszającą gen. Jaruzelskiego jako kandydata do pokojowej nagrody Nobla.
Intelektualna katarakta nie pozwala czerwonym towarzyszom dojrzeć tego, że polska droga do komunizmu nie jest już jedyną wykładnią. Zapominają też o tym dawni działacze, tacy jak Jacek Kuroń. Wspominając swą przeszłość walterowca w książce Wiara i wina, zachwala on czas rewolucyjnej młodości, gdy z oddaniem śpiewał Song do widowni (powtarzający się refren: Towarzyszu! Czy w naszej krwi / nie za mało czerwonych ciałek? ). W tej też książce tkwi ukryty klucz do zrozumienia, dlaczego socjalistyczny dwór tak łatwo znajdował sługusów ? Kuroń wspomina, jak to jeżdżąc po kraju z prelekcjami jako walterowiec, wystawiał lewe rachunki, a za otrzymane w ten sposób pieniądze birbantował. Jednak nawet w alkoholowym zamroczeniu musiał widzieć, jeżdżąc po kraju, po której stronie barykady stoi. Podobnie wspomina swoje perypetie z dostaniem się na studia. Wystarczył jeden telefon do członka partii. I tak pryska mit robociarsko-rewolucyjny ? pozostaje nostalgia po czasach, gdy się wiodło życie bonzy partyjnego.

Było tak pięknie...
Po latach Jerzy Urban wspomina czerwony raj utracony: kiedy koledzy szli do nędznej stołówki, my szliśmy do Bristolu, na zajęcia zaś przyjeżdżałem redakcyjnym samochodem. Kreowany współcześnie na wielkiego moralistę Szczypiorski pisywał takie srule: Socjalizm jest jak rozłożysta jabłoń w słonecznym sadzie. Pielęgnacja tej jabłoni dopiero wtedy stanie się powszechną radością pokolenia, gdy ogrodnicy poznają słodki smak owocu. Komunizm zaś jest epoką moralno-ideowego doskonalenia się ludzkości. Wolna od zgryzot walki o byt, w jakie obfitowały dzieje ? będzie ludzkość komunizmu pielęgnowała ogrody swojej świadomości. Komunizm stanie się epoką najpełniejszej, najbardziej wszechstronnej mądrości człowieka. Musimy pamiętać o wielkiej prawdzie, że to my jesteśmy zwiastunami komunizmu! Polska ludowa jest ukoronowaniem tysiąca lat naszej narodowej tradycji! (A. Szczypiorski: Z daleka i bliska, str. 185, pomyśleć, że ten bełkotliwy tekst wyszedł spod pióra twórcy, którego ulubioną formą literacką był moralitet!).

Noblistka i klakierzy
Swoistą cechą dworskich poetów było wzajemne wspieranie się. Szczypiorski, kreując swych przyjaciół serwilistów na autorytety moralne, tak pisał w 1996 roku o Szymborskiej: Szymborska to coś więcej niż literatura ? to wzorowa etycznie postawa wobec rzeczywistości, którą poetka zawsze demonstrowała, nawet w najtrudniejszych czasach. Jest suwerenną duchową postacią, że nawet najostrzejszy krytyk niczego nie mógłby wytknąć ("Życie", 4.10.1996 r.). Przykład właśnie Wisławy Szymborskiej pokazuje, jak bardzo można bazować na powszechnej chorobie zwanej amnezją społeczną.
Do tej amnezji przyczynił się też "Tygodnik Powszechny" ? po przyznaniu Szymborskiej nagrody Nobla, drukując jej bibliografię literacką, nie wymieniono niewygodnych utworów, chwalących Stalina czy socjalizm. Po prostu ? jakby ich nie było. A przecież najwyższego literackiego wyróżnienia w postaci Nagrody Nobla nie przyznano poetce za ostatnie dziesięć lat poezji, lecz za całokształt twórczości (niektórzy rozdzierają szaty nad tym, że nie uhonorowano Herberta, ja myślę, że to dobrze, Szymborska zapewne czuje się lepiej w towarzystwie Dario Fo, innego laureata). Ta Pierwsza Dama Poezji polskiej, Księżniczka Rymów, Mozart Poezji mieszała łzy z atramentem po śmierci Stalina, opłakując go rzewnie, niczym zmarłego kochanka. Wielokrotnie sankcjonowała swym autorytetem istnienie partii komunistycznej pisząc: Oto Partia ? ludzkości wzrok! / Oto Partia siła ludów i sumienie. Pisząc o partii, zachęcała w wierszach-agitkach do masowego akcesu w szeregi PZPR: Partia należeć do niej / z nią działać, z nią marzyć / wierz mi to najpiękniejsze co może się zdarzyć / w czasie naszej młodości .
Mało kto wie, że Szymborska nie tylko zajmowała się poezją, redagowała też np., wspólnie z Ireną Garztecką, śpiewnik dla młodzieży, dbając o stronę merytoryczną wyboru piosenek. I tak mamy w śpiewniku: Międzynarodówkę, Czerwony sztandar, Na barykady ? pieśń rewolucyjna, Bądź zawsze gotów ? hymn pionierów z 1928 roku, Marsz młodzieży radzieckiej, Krainą cudów zwą nasz wielki kraj, Marsz pionierów węgierskich, My pokoju wierna straż, Zetempowiec itd. Ciekawe, czy autorka tych agitek zdaje sobie sprawę z tego, że swym autorytetem siała zwątpienie w elementarną pewność, że zło jest złem, a dobro dobrem, i wiarę ludzi w to, że kapłani sztuki i wzniosłości, jakimi są poeci, stoją po stronie mądrości i piękna.
Mylą się ci wszyscy, którzy czas czerwonej młodości Szymborskiej uznali za zamkniętą kartę. W 1996 roku, gdy była jeszcze szansa powiedzenia Polsce, kto w czasach czerwonej zawieruchy pobierał pieniądze, donosząc na znajomych i przyjaciół, będąc w służbie okupanta, wtedy, gdy próbowano przeprowadzić lustrację ? powróciła Szymborska ze swą młodzieńczą wiarą, publikując w "Gazecie Wyborczej", na zamówienie Adama Michnika, wiersz dotyczący lustracji, zatytułowany Nienawiść. Głos Michnika o sądach kapturowych lustracji mógł okazać się za słaby, wzmocniony musiał być autorytetem poetki. I to nie byle jakiej. Sam Michnik zachęcał, by go czytać i by był to nasz głos w sporze z nienawiścią i nikczemnością, jaką miała być lustracja. Szymborska stanęła na wysokości zadania, stawiając znak równości między nienawiścią a lustracją, co ma bystre oczy snajpera, poetka nie chciała zezwolić, by babrać się w tym tarle nienawiści. Daje rady i napomina zwolenników lustracji, by pamiętali: jak dobrze się trzyma nienawiść w naszym stuleciu. Wspaniałe są jej łuny czarną nocą. A nade wszystko nigdy jej nie nudzi / motyw schludnego oprawcy / nad splugawioną ofiarą.
Oczywiste jest, że wszyscy ci broniący przed lustracją de facto bronili przede wszystkim siebie. Celem wspominania serwilistycznej przeszłości Szymborskiej nie jest bynajmniej wyciąganie zdechłego szczura w celu zdyskredytowania lub ośmieszenia poetki. Jedynym celem jest sprzeciw, by tego rodzaju ludzi nazywać autorytetem moralnym i drogowskazem. Trudno zgodzić się z tezami pogrobowców PRL-u, chwytających się deklaracji, którą w "Polityce" z 1994 roku ogłosił Daniel Passent: Mamy już więc tych, którzy lepiej rozumieją i doceniają ? oni pilotować będą bombowce pamięci i rozświetlać niebo, które tak prędko zaciągnęło się mrokiem. Za nimi pójdą inni, którzy nie ukrywają, że są mądrzejsi od swych czytelników, lepiej rozumieją, lepiej pamiętają. Przewiduje się również akcje: szukaj i niszcz!
Kryształowo czysta postać Waldemara Łysiaka i jego twórczość opisana została w "Gazecie Wyborczej" w artykule Łysiak Zbawiciel, jako grafomańska. Antoni Pawlak pisze zaś o Łysiaku jako Lepperze polskiej literatury, obdarzając go takimi epitetami jak: grafoman, pisarz na poziomie średniointeligentnego licealisty, operujący w swych książkach językiem faszystowskiej propagandy. W paszkwilu nie pada jednak żaden argument, bo jak pisze sam autor, nie będzie przekonywał czytelników, że tak jest, bo to urąga jego inteligencji (sic!). To, co najbardziej boli jednak Pawlaka, to właśnie to, że Łysiak atakuje polską inteligencję i jej wybory moralne. Pawlak kończy paszkwil w wielce "taktownym" podsumowaniu: dziś każdy idiota może opublikować to, co mu ślina na język przyniesie. Także Waldemar Łysiak. (...) przykro mi bardzo, panie Łysiak ? powinien pan rozejrzeć się za jakimś kompetentnym lekarzem. ("Gazeta Wyborcza" 6 XII 2001, s.33).

Zakończenie
Nie jest prawdą mówienie, że czasy despotyzmu odcisnęły piętno na moralności wszystkich. Lansowana teza, że wszyscy byli "umoczeni", jest po prostu dla wielu krzywdząca. Wystarczy przywołać tu przykład Herling-Grudzińskiego czy Herberta. Gustaw Herling-Grudziński, nie chcąc uczestniczyć w hańbie domowej, pracował jako stolarz, nic nie publikując, Zbigniew Herbert zaś ze względów moralnych skazał się na wewnętrzną banicję i przyjął posadę kalkulatora (tak miał wpisane w karcie pracy), czyli liczył worki w młynie.
Wstrząsająco brzmią dzisiaj słowa listu Herberta do Barańczaka, tłumaczącego, dlaczego nie należał w czasach stalinowskich do Związku Literatów: (...): gdybym pozostał w Związku, nie napisałbym wiersza o Stalinie, ale płodziłbym poematy o urokach Ziem Zachodnich. Żyłbym wówczas dostatnio, miałbym mieszkanie, żonę, dzieci i błogie poczucie, że jestem czysty. Najgorsze w tym czasie było ostre widzenie nonsensu: całego tego życia, zupełne osamotnienie i raz po raz nachodzące wątpliwości, że oni mają rację. W tych czasach pisałem do pisma "Dziś i Jutro". Wyrzucił mnie z pisma za nieprawomyślność sam Tadeusz Mazowiecki.
Jedna z polskich poetek miary Pawlikowskiej, Beata Obertyńska pisała, dając jako jedna z niewielu świadectwo tego, co przeżyła skazana na Sybir, przemycała takie strofy: I te uporem zwarte kły / i wola jak pięść ściśnięta / żeby na przekór tym spod drzwi / przetrzymać i zapamiętać. W tym czasie koledzy i koleżanki poetki, siedząc w rządowych domach pracy twórczej wylewali spod pióra łzy wzruszenia nad dobrocią Związku Radzieckiego i dziękowali za wszechobecną opiekę okupanta.
Po wielu latach o Grudzińskim prawie nikt nie pamięta, Obertyńskiej nie zna, a z Herberta zrobiono alkoholika i dziwkarza. Szymborska chodzi w glorii chwały królowej polskiej poezji, dawny rewolucjonista socjalizmu Miller jest premierem, cudowne zaś dziecko PZPR-u jest prezydentem. Nie zapominajmy, że wierność wartościom stanowi o charakterze i wielkości człowieka. Wbrew współczesnym sentymentom skierowanym w stronę PRL-u pamiętajmy, że był to czas kłamstwa i przenikającej wszystkie sfery życia zbrodni. Wszyscy ci, którzy pozostali w tym czasie w granicach Polski i próbowali ratować jej honor, często przepłacili to utratą życia lub zdrowia. Nie odbyłby się ten haniebny spektakl, gdyby nie współudział tych, którzy aktywnie dali świadectwo zwykłemu łajdactwu, romansując z czerwonym okupantem. Wskazując na mroczne fragmenty w życiorysie intelektualistów polskich, nie chcę sprowadzać całej sprawy do taniej sensacji, chodzi raczej o pokazanie reguł, jakie panowały w życiu kulturalnym w PRL-u, a jednocześnie wskazać na tych, którzy mieli odwagę powiedzieć: Nie! I tylko oni mogą nosić miano Autorytetu Moralnego. Taka konstatacja zmusza nas do postawienia sobie pytania: czym bylibyśmy dzisiaj, jako Naród, Ojczyzna, bez takich postaci jak kard. Wyszyński, Herbert, Kisielewski, Herling-Grudziński, Łysiak czy Wojtyła?
Roman Konik
Wyświetlony 6419 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.