niedziela, 03 październik 2010 21:08

Trzecia wartość

Napisane przez

W sobotę, 1 1 października 2003 r. odbył się literacki wieczór uznania, gromadzący w salach Ambasady RP w Waszyngtonie liczne grono przedstawicieli środowisk polonijnych i intelektualnych, a jego celem było złożenie hołdu Danucie Mostwin, utrwalającej od niemal półwiecza w swoich książkach losy pokolenia emigracji niepodległościowej, zarazem tutejszej starej Polonii, największej pisarce polskiej żyjącej dziś za Oceanem.

 

Władze Rzeczypospolitej przyznały jej i wręczyły Komandorski Order Zasług. Celem wieczoru stała się też promocja w Ameryce nowej edycji "Pism Zebranych" tej autorki, podjętej przez lubelską oficynę wydawniczą "Norbertinum". Jej prezes, Norbert Wojciechowski, stojący na czele Fundacji "Ex Oriente Lux", także wziął" udział w spotkaniu, przekazując w darze p. Danucie Mostwin jej portret, namalowany w kraju, podobnie jak starą, antyczną mapę Europy.
Czterdzieści pięć lat temu londyńska oficyna "Veritasu" wydała "Dom starej lady", książkę młodej autorki z powojennej emigracji DP-sowskiej (displaced persons), wówczas od kilku już lat przebywającej w Stanach Zjednoczonych. Był to swoisty literacki refleks pierwszych kroków, stawianych w nowej cywilizacji i na nowym lądzie, przez autorkę i jej pokoleniową formację w powojennej Anglii, gdzie rzucił ich burzliwy los.
Danuta Mostwin należy do szczególnej formacji, która rosła w nowej Polsce w aurze euforii i patriotyzmu, wywołanego odzyskaniem niepodległości po 123 latach zaborów, niewoli i represji. Egzamin maturalny zdała w warszawskim liceum Emilii Plater wiosną tego samego roku, który miał zaraz potem przynieść wrześniową klęskę i okupacyjną noc. Córka wojskowego, wciągnęła się w podziemne kursy medyczne i działalność konspiracyjną (w domu jej matki, na Saskiej Kępie, zrzucani z Londynu łącznicy ? cichociemni, mieli swoją stałą bazę). Przeżyła dramat i tragedię Powstania Warszawskiego, wreszcie desperacką ucieczkę przez zieloną granicę na Zachód, by połączyć się w Szkocji z ojcem, którego nie widziała od jesieni 1939 roku.

DP-sowskie losy i doświadczenia
Pobyt w Anglii okazał się nadspodziewanie krótki i przypadł na chwilę szokującego zawodu: rząd brytyjski właśnie wycofał poparcie i uznanie dla emigracyjnego rządu londyńskiego. Tysiące polskich żołnierzy i oficerów, często bohaterów głównych operacji alianckich zakończonej dopiero co wojny, nagle obdartych z legendarnego nimbu, przechodziły doraźne, poniżające "przeszkolenia zawodowe", mające uczynić ich "produktywnymi", zagryzając wargi od gorzkiej degradacji. I wówczas , niczym gest łaski i zbawienia z Niebios ? otwarta została przed nimi droga do dalszej emigracji na Zachód, do Stanów Zjednoczonych, dzięki dekretowi Kongresu Stanów Zjednoczonych o "pomocy w osiedlaniu" dla ćwierci miliona displaced persons.
Niespełna trzydziestoletnia Danuta Mostwin, z rodzicami, dzieckiem i mężem ("cichociemnym", poznanym jeszcze w Warszawie) znalazła się w Nowym Jorku, przed kolejnym rozdziałem swego życia, który zaczął się od deprymującego wrażenia wylądowania jak na zupełnie obcej planecie. Ten szok zetknięcia z Ameryką powracać będzie we wstępach jej kolejnych książek. Także i dla pokolenia Danuty Mostwin Ameryka nie przypominała w niczym kraju, o którym tak wiele czytała i słyszała. Na nowym lądzie (dosłownie i przenośnie) nikt na nich naprawdę nie czekał. Mit potężnych wpływów i prestiżu Polonii Amerykańskiej, wśród której zwłaszcza rodzice oczekiwali własnej szansy kontynuowania misji "zmagań o wolną Polskę" ? prysł jak bańka mydlana po paru spotkaniach ze środowiskami i ludźmi, którzy z nowymi emigrantami zdawali się nie mieć niczego wspólnego (a często wręcz nie chcieli)...
Pozostało cierpliwe szukanie swojego miejsca w nowym kraju, i rekonstrukcja sensu egzystencji na własną rękę. Traf sprawił, że rodzina Mostwinów obrała na miejsce nowego startu spokojne i nieco opustoszałe Baltimore. Rodzice (ojciec ? z oficerską karierą i zasługami!) zdecydowali się w końcu prowadzić dzielnicową jadłodajnię (co plastycznie utrwalił późniejszy obrazek "Lanczeneta", włączony do doskonalej powieści o losach "żołnierskiej emigracji" ? "Ameryko, Ameryko!" (Instytut Literacki, Paryż, 1961). Zagubienie, frustracje, a także często degradacje całej tej pokoleniowej formacji żołnierskiej przyniosą, w ślad za nią, liczne obrazki, zamieszczane systematycznie w londyńskich "Wiadomościach", zebrane ostatnio, w najnowszej "polifonicznej" książce "Słyszę, jak śpiewa Ameryka", która zdaje się bardzo znamiennym testamentem literackim całego pisarstwa Danuty Mostwin.

Zderzenie z amerykańskim brukiem
Przyszła pisarka, szczęśliwym trafem, dostała pracę w Biurze Opieki Społecznej, gdzie miała szansę zarobkowania użyteczną działalnością wśród potrzebujących i najuboższych (w tym starej Polonii!), otrzymała także unikalna szansę dogłębnego posmakowania prawdziwej Ameryki, od jej społecznych dołów, ale i solidnej, ludzkiej bazy. Silnie motywowana, nie zamierzała poprzestać na oddaniu się społecznej misji i nie rezygnowała z ambicji kształcenia się. W 1957 roku została przyjęta do School of Social Service na Uniwersytecie Katolickim w Waszyngtonie i ukończyła ją po dwóch latach, z jeszcze większym apetytem na dalsze, bardziej specjalistyczne studia. Udało się jej odbyć je na Columbia University w Nowym Jorku, gdzie ostatecznie, po latach dzielenia czasu na pracę zarobkową i studiowanie w 1971 r. napisała i obroniła swoją rozprawę doktorską o "Transplantowanej rodzinie", czyli przystosowaniu się polskiej emigracji wojennej do życia w Stanach Zjednoczonych po II wojnie światowej.
Praca w opiece społecznej dostarczyła jej wiedzy z pierwszej ręki, tej mnogości obserwacji i tematów, jakie mogła spożytkować potem w licznych zbiorach opowiadań i powieściach, wydawanych w latach 60. i 70., w głównych polskich oficynach emigracyjnych Londynu i Paryża.
Z kolei znajomość kluczowych systemów i teorii socjologicznych, poświęcających wiele uwagi problemom odnalezienia się, przystosowania się do nowych sytuacji i wymagań cywilizacyjnych przez ludzi wielkich metropolii amerykańskich ? dawała pisarce dodatkowy atut i daleko głębszą świadomość poznawanych, a także rozwiązywanych na żywo, ludzkich przypadków. Pozwoliło jej to na przeprowadzanie cennych studiów nad samą polską emigracją w Stanach, a jednocześnie na zainicjowanie głównego dzieła, epickiego cyklu, zbierającego w całość ciąg polskich losów na przestrzeni dłuższej niż tylko obecnego stulecia.

Wszyscy jesteśmy emigrantami
Zapisując przez lata z prawdziwym reporterskim zacięciem i z lekka satyrycznym temperamentem paradoksy wysiłków oraz obyczajowości własnej emigracji (podobnie jak starszej formacji jej rodziców) na dziwnych marginesach życia właściwej Ameryki (to trzon jej drugiej, dojrzalej, wielowątkowej powieści "Ameryko, Ameryko", a także soczystych sytuacji i obrazków zebranych później w tomie "Słyszę, jak śpiewa Ameryka"), Danuta Mostwin nigdy nie stała się jednak tylko "pisarką emigracyjną". Obcowanie niemal na co dzień z prozą życia i ludzkimi dramatami rodaków i "nie-Polaków" dawało jej zdrowy, niezbędny dystans wobec problemów przystosowania się i odnalezienia w nowym życiu. Choć w centrum jej zainteresowań zawsze znajdowały się polskie losy, zdołała dać im ramę uniwersalnego, ludzkiego dramatu i doświadczenia.
O ile "Asteroidy" (Londyn, 1965) przynosiły "rozstrzelone" trajektorie losów wielu emigrantów polskich, niesionych na nieprzewidzianych orbitach po kataklizmie ich planety ? to już "Olivia" (Paryż, 1965) stanowiła próbę wejścia w skórę i mentalność młodej dziewczyny, tancerki z podrzędnych lokali, kiedyś adoptowanego dziecka. Zderzenie fikcyjnej projekcji losów bohaterki, przedstawionych w pierwszej osobie, z aktami sprawy, powierzonymi przez biuro opieki społecznej Danucie Mostwin (przedstawione rzeczowo w drugiej części książki), buduje poruszającą głęboko paralelę dwóch perspektyw jednego losu ? wewnętrznego i zewnętrznego ? z implikacjami wychodzącymi daleko poza jeden realny przypadek.
Tu właśnie, na styku życiowych i literackich doświadczeń, studiów społecznych w Ameryce i obserwacji setek, tysięcy ludzkich losów (także systematycznych studiów nad profilem i zmianą wartości kolejnych formacji polskich emigrantów w Stanach) zrodzi się teoria "Trzeciej wartości". Kamień filozoficzny pisarki, który powróci także silnym echem, jako esencja i plan, w centralnym dla jej dorobku cyklu epickich powieści o losach ostatnich polskich pokoleń, rozpoczętym "Cieniem księdza Piotra" (Pax, Warszawa, 1985). Mostwin zdaje się głosić tezę, że każdy z nas jest w istocie "pałeczką" w sztafecie kolejnych pokoleń, nieustannie doświadczanych seriami zewnętrznych, dziejowych kataklizmów, które sensu i logiki "biegu" rzadko same mogą doświadczyć, bo ujawnia się on dopiero z dystansu, generacjom od nas już odległym.

Wywalczone nowe imię
"Trzecia wartość" to tytuł studium naukowego, ogłoszonego w kraju, na lubelskim KUL-u, w połowie lat 80., zarazem klucz do pisanego w tym samym czasie ciągu powieściowego.
? "Do istnienia "Trzeciej wartości" i jej rozwoju ? powiedziała Danuta Mostwin na spotkaniu na lubelskim KUL-u w 1995 roku ? potrzebna jest sytuacja wykorzenienia. Jest to "zmiana przez stratę". Stratą albo utratą może być wykorzenienie ze znanego, przyjaznego otoczenia, a może być utrata bliskiej osoby przez śmierć lub rozdzielenie. Zmiana, którą obserwowałam ze sceny emigracyjnej, nie ogranicza się jedynie do psychiki emigranta, gdyż utrata otoczenia leży w zakresie doświadczenia każdego z nas. Różni się tylko stopniem intensywności. Nie mniej bolesne jest przejście ze wsi do miasta, utrata rodzinnej bliskości i swojskiego środowiska.
Wrzucony w nowe, obce sobie wartości, człowiek zginie, jeśli się nie przystosuje, nie zmieni. Wykorzenienie jest stresem prowadzącym do kryzysu, a kryzys wyzwaniem do walki. Można ją podjąć albo przed nią się cofnąć. Do wyboru są trzy drogi. Pierwsza ? nie podjąć walki, zamknąć oczy na to, co nowe, wyizolować się w samotności; druga ? odrzucić to, co dawne, odciąć się od balastu przeszkadzającego w dostosowaniu się do otoczenia, przejąć wartości nowego środowiska, stać się takim jak inni i utracić siebie. I ostatnia droga ? wybór Trzeciej Wartości. Podjecie walki, pokonanie kryzysu, który wyzwalając energię, może rozpocząć proces twórczych zmian. Zmiany te to tworzenie dla siebie NOWEGO IMIENIA, którego nikt nie będzie znał, oprócz tego, który je wywalczy".
(?)


Wojciech A. Wierzewski
Wyświetlony 7224 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.