czwartek, 11 listopad 2010 16:53

Wypisy z amnezji narodowej czyli syndrom kameleona

Napisał

Czerwona tyrania w każdym podbitym kraju zdawała sobie sprawę, że bez pozyskania najemnych i w pełni dyspozycyjnych intelektualistów nie jest w stanie zmusić pozostałej reszty do życia w ucisku, fikcji i fałszu.
Już Platon zdawał sobie sprawę, że poezja pisana przez najemnych poetów ma siłę większą od armii. Ostrzegał zatem przed poezją i gotów był w utopijnym państwie wygnać poetów poza jego granice. Czerwoni towarzysze byli bardziej przebiegli – nie wygnali poetów (przynajmniej nie wszystkich) – lecz pozapisywali ich do Partii, czyniąc z nich obok zbrojnego oręża propagandową broń – kto wie czy nie skuteczniejszą od bagnetów. Nie na darmo na początku PRL-u ustalono jasne reguły gry: Jakub Berman zarządzał dwoma resortami: bezpieczeństwa i kultury, cenzura zaś była podległa wojsku.

Czerwona tyrania w każdym podbitym kraju zdawała sobie sprawę, że bez pozyskania najemnych i w pełni dyspozycyjnych intelektualistów nie jest w stanie zmusić pozostałej reszty do życia w ucisku, fikcji i fałszu.
Już Platon zdawał sobie sprawę, że poezja pisana przez najemnych poetów ma siłę większą od armii. Ostrzegał zatem przed poezją i gotów był w utopijnym państwie wygnać poetów poza jego granice. Czerwoni towarzysze byli bardziej przebiegli ? nie wygnali poetów (przynajmniej nie wszystkich) ? lecz pozapisywali ich do Partii, czyniąc z nich obok zbrojnego oręża propagandową broń ? kto wie czy nie skuteczniejszą od bagnetów. Nie na darmo na początku PRL-u ustalono jasne reguły gry: Jakub Berman zarządzał dwoma resortami: bezpieczeństwa i kultury, cenzura zaś była podległa wojsku.

Ilekroć w publicystyce zajmowałem się tematem dotyczącym dyspozycyjności intelektualistów wobec czerwonego reżimu, narażałem się zawsze na ten sam zarzut:

po co grzebać w historii,
miłosierdzie i przekreślenie złego czasu jest bowiem warunkiem rozpoczęcia nowej epoki, na którą wszyscy czekają. Każdy może się mylić i nie wolno przekreślać nikogo za błędy młodości. Taki model pseudomiłosierdzia lansowany jest głównie przez tych, którzy woleliby zapomnieć o swej podłej przeszłości, a jednocześnie nie są w stanie przyznać się do tego, że przez wiele lat byli wasalami zbrodniczego systemu, czerpiąc z tego korzyści. Ilekroć mówimy o wybaczeniu, musimy pamiętać, że warunkiem koniecznym jest wskazanie czynów, za które chcemy przeprosić, a także przyznanie się do tego, że robiliśmy źle. W przypadku obserwacji pretorian z PRL żaden z tych warunków nie został spełniony (z kręgu literatury pewnym wyjątkiem jest tu Czesław Miłosz, który miał odwagę wyjść z domu publicznego socjalizmu frontowymi drzwiami). Swoistym fenomenem jest także zaskakująca asymetria ocen moralnych ? zdecydowanie potępiamy kolaborację z nazistami, przymykając jednocześnie oko na kolaborację z czerwonym okupantem. Oczywiście, wynikać to może z pewnej różnicy ? III Rzesza otwarcie przyznawała się do terroru, komuniści zaś uczynili ze zdrady akt patriotyzmu.
By pozostać rzetelnym, trzeba zabrać głos w tej sprawie: choćby z tego powodu, że serwiliści ? poeci opluwali w czasach PRL-u ludzi uczciwych, często bohaterów narodowych, a opluwani przez lata nie mieli najmniejszej szansy, by się bronić. W większości już nie żyją ? dostając na pożegnanie prezent od władzy ludowej w postaci kuli wbitej w potylicę. Stwierdzenie, że wspomnienie ich pamięci jest już teraz niepotrzebne, jest zwykłą nieuczciwością. Obowiązkiem jest pisanie o tamtych czasach ? nie ma to znamion rewanżu ? jest to rozliczenie się z kulturą, której podstawowym składnikiem ma być właśnie pamięć.
Polska Ludowa, jako podległe lenno Moskwy, nie była wspierana pojedynczymi wystąpieniami poetów, naukowców czy literatów ? była to szeroko zaplanowana akcja. W latach 60. Gomułka tak zwracał się do pisarzy: Partii naszej potrzebna jest literatura, która by współuczestniczyła w wielkim dziele przetwarzania świadomości człowieka, duszy narodu, mądrze i daleko widziała cele socjalizmu. Na taki apel nie trzeba było długo czekać. Na służbę do czerwonego dworu zgłaszali się ochotnicy: był to często sposób na pozyskanie mieszkania, telefonu, nietykalności. Będąc na służbie, można było wyjeżdżać za granicę, leczyć się w specjalnych ośrodkach i robić zakupy w wyznaczonych sklepach. Zbigniew Herbert tak wspomina los swych kolegów-kolaborantów: Była to ustanowiona przez reżym elita pisarzy. Zarabiali oni więcej niż nomenklatura i do tego towarzyszyły im liczne przywileje w postaci wyjazdów zagranicznych, willi, nie mówiąc już o odznaczeniach w rodzaju Budowniczy Polski Ludowej, które wpływały na i tak już świetne emerytury. Pogrzeb zwykle na koszt Państwa. Dyspozycyjność poetów była ogromną zaletą, a nie wadą ? byli oni bowiem na każde zawołanie Partii. Nawet, jeżeli w niektórych przypadkach był to strach przed zbrodniczym systemem ? to motywy decyzji pozostawały te same: lepiej być katem niż ofiarą, oprawcą niż bitym. Po dzień dzisiejszy zachowały się takie kuriozalne uchwały rządu: Z uwagi na wyjątkowe zasługi Jarosława Iwaszkiewicza dla literatury polskiej oraz czynny udział w organizowaniu życia kulturalnego wśród szerokich mas ? Rada Ministrów uchwala, co następuje: Zwalnia się ob. Jarosława Iwaszkiewicza od obowiązkowych dostaw zbóż, ziemniaków i zwierząt rzeźnych gospodarstwa rolnego Stawisko (Uchwała z dnia 21 IV 1964 roku).

Naród bez Quislinga
Trudno pogodzić się z myślą, że nie jest tak jak chcą niektórzy widzieć w Polsce naród, który nie wydał kolaborantów ? dość przyjrzeć się fenomenowi ORMO ? organizacji całkowicie dobrowolnej. Gdy powstawało w 1946 roku, ORMO liczyło 40 tys. członków, rok później już ponad 100 tys., w połowie roku 1949 przekroczyło już ponad 150 tys. członków, z roku na rok zwiększając ilość chętnych do wspomagania działań milicji. Pamiętajmy, że ORMO było bojówką propagandowo-operacyjną Partii, wyłapującą i donoszącą na tych, którzy nie chcieli zgodzić się na pełną wasalizację Rzeczypospolitej. Literaci sami w serwilistycznych zapędach apelowali do władz piórem Jerzego Andrzejewskiego: Nie bądźcie dla inteligenckich artystów i intelektualistów zbyt pobłażliwi. Demaskujcie ich, jeżeli sami nie potrafią się demaskować. Popędzajcie ich, jeśli nie chcą lub nie potrafią kroku przyspieszyć. W świecie kultury, gdzie dobrowolny zaciąg z roku na rok był coraz liczniejszy, raz na jakiś czas czerwoni mandaryni wypłacali sowite nagrody najlepszym wasalom: Tuwimowi w 1951 roku, Iwaszkiewiczowi w 1953, w 1955 roku Bobińskiej za utwór dla dzieci o Stalinie Soso i Szymborskiej za wierszyki Dlatego żyjemy! Na dodatek mocodawcy dawali najbardziej dyspozycyjnym lukratywne prezenty: Tuwim dostał willę w Aninie, pisał tam wiersze, pił wódkę, za oknami willi "polowano" zaś na wrogów socjalizmu. Do znanego oprawcy, sadysty Różańskiego zwracał się w listach służalczym: Szanowny i drogi mój Panie Pułkowniku! W wierszach-listach do córki mieszkającej w Zakopanem, dbając o jej wychowanie, pisywał: A tam kochanie, gdzie mieszkał Włodzimierz Lenin / złóż kwiatek. To był przyjaciel prostych ludzi.

(?)
Roman Konik
Wyświetlony 4008 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.