czwartek, 11 listopad 2010 16:55

Pasterka w Acapulco

Napisane przez

Było to w Acapulco. W Wigilię Bożego Narodzenia.

Najbardziej rodzinne i radosne święta spędzałem sam. Bez najbliższych, bez choinki, bez śniegu ? przeciwnie, dookoła palmy i tropikalny żar. Turkusowe fale morza, piach bielusieńki jak mąka i tak samo miękki. Roześmiane twarze turystów z całego świata. Opalone, wesołe, ale obce. A tu zbliża się pora Wieczerzy Wigilijnej. Podzieliłem się opłatkiem sam ze sobą i poszedłem na spacer. Nie miałem żadnych konkretnych planów, ot, włóczyłem się bez celu. I doszedłem do odległej dzielnicy miasta, obcej i trochę groźnej ? tu mieszkała biedota. Metysi oraz Indianie, wszyscy wiecznie poszukujący jakiegoś dorywczego zajęcia. Ich domy to budki z desek wyrzuconych przez morze albo przez budowniczych luksusowych hoteli. Dachy ? blaszane wprawdzie, ale też z odzysku ? zrobione z porozwijanych beczek na ropę. Cała dzielnica skonstruowana z odpadków, a mimo to piękna w oczekiwaniu na narodziny Boga. Wszędzie w tej biedzie widać było staranność świątecznych porządków. Dziko rosnące palmy ustrojono lampionami zrobionymi z kolorowych butelek. Ludzie paradowali w okropnie dziurawych ubraniach, ale czyści i uśmiechnięci promiennie. Jakby ich bieda miała się skończyć tej nocy. Wyszorowany brud. Bałagan ułożony w równiutkie kupki. Bogato zastawione żebracze stoły. Zafascynowany zaglądałem w okna i przez drzwi otwarte na oścież dla przewiewu. Podpatrywałem... Nagle usłyszałem dzwony. Dzięki nim wkrótce odnalazłem betonowy kościół. Był brzydki, jak wszystko dookoła, bo też jakby poskładany z odpadów. Wierni schodzili się powoli ze wszystkich stron. Całymi rodzinami. Niektórzy bardzo biedni ? nawet na Pasterkę nie znaleźli butów...Wszyscy się znali i pozdrawiali hałaśliwie, jak to Latynosi. Ktoś zaintonował pieśń i wtedy cały kościół huknął pełnym głosem. Śpiewali wszyscy, bez najmniejszego wyjątku. Ale jak śpiewali! ? jeszcze lepiej od naszych górali. Chmury na niebie się pruły od tego śpiewu. Roześmiani od ucha do ucha, nabierali powietrza pełną piersią a potem:

GLORYJA!! GLOOORYJA!!!
NAJŚWIĘTSZA ROOODZINA!!!
W STAJENCE, W CHLEEEWIKU!!!
JAK MY TU W MEEEKSYKU!
W BIEDZIE, W ZAPOMNIENIU
W LUDZI POGARDZENIU
NOWO ZRODZONEMU
ŚPIEWAMY GLOOORYJA!!!

NADZIEJA! NAAADZIEJA!!!
ZSTĄPIŁA Z NIEBIOS
A BÓG ZESŁAŁ NAM SYNA
ZBAWCĘ, ZBAWICIELA

GLORYJA! GLOOORYJA!!!
UCIEKA ZŁO, BIEDA.
ANIOŁÓW PARADA
NA ZŁOTYCH TRĄBACH GRA
CHLEB POWSZEDNI WYPCHAŁ BRZUCHY
SERCA PEŁNE ZNÓW OTUCHY
URODZINY JEZUSA
GLORYJA! GLORYJA!
(?)
Wojciech Cejrowski
www.ccc.art.pl
Wyświetlony 6783 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.