czwartek, 11 listopad 2010 17:13

Lewo Polskie czyli polski stan prawny

Napisane przez

Wielu polityków, publicystów i zwyczajnych obywateli próbuje zdiagnozować choroby III Rzeczypospolitej. Najczęściej wymieniane są korupcja, zły system wyborczy, chory ustrój państwa. Ja bym dokonał jednak bardziej syntetycznej oceny bolączek naszego państwa. Podstawowym problemem Polski jest statolatria - bezmyślny kult państwa i gloryfikacja władzy państwowej wszechobecna zarówno wśród tak zwanych elit politycznych, jak i przeciętnych przedstawicieli polskiego społeczeństwa. Owa poważna choroba implikuje dalsze pomniejsze problemy, o których wspomniałem na samym początku.

 

Jak zachowa się zwykły Polak, gdy słyszy w telewizji o kłopotach dużej firmy, o bezrobociu, finansowych matactwach prezesa rządowej agencji, głodnych dzieciach czy nieuczciwej właścicielce kamienicy? Zapewne stwierdzi, iż "państwo powinno pomóc" tudzież "rząd musi zająć się takimi problemami". Takie przekonanie, głęboko zakorzenione wśród wielu naszych współobywateli, jest doskonałą pożywką dla władzy, która pod przykrywką rozwiązywania problemów państwa, oplata swymi mackami niemalże wszystkie dziedziny życia społeczno-gospodarczego. Priorytetem władzy najczęściej jest wyssanie ze społeczeństwa jak największej ilości pieniędzy na pokrycie własnych doraźnych interesów, zapewnienie przyzwoitego bytu rodzinom, pociotkom, krewnym i znajomym królika (jak mawiał Kubuś Puchatek). Natomiast w celu zachowania status quo, rząd raz po raz uciszy poszczególne grupy społeczne, rzucając im łakomy kąsek w postaci kilkuset milionów, a niekiedy kilku miliardów złotych. I tak oto ledwo zipiąca struktura, zwana pięknie demokratycznym państwem prawnym (art. 2 Konstytucji RP), funkcjonuje na przestrzeni ostatniej dekady.
Dewizą rządu wydają się słowa "po nas ? choćby potop", a patologizacja polskiego prawa osiągnęła stan krytyczny. Nie trzeba daleko szukać przykładów na potwierdzenie tej tezy.
Doskonałą egzemplifikacją jest oczywiście tzw. afera Rywina i ustawa o biopaliwach, gdzie nie można nawet już mówić o "ukrytym celu rządu" (słowa ministra Szmajdzińskiego), a o jawnym działaniu naszych prawodawców na rzecz konkretnych instytucji i konkretnych ludzi. Tak oto ustawy same się piszą lub są pisane na kolanie, a gdzieś tam pojawiają się czasopisma i inne rośliny. Tymczasem w najbardziej rozwiniętych krajach postkomunistycznych afery na tak wielką skalę nie miały miejsca, a proces legislacyjny wydaje się być dużo bardziej ucywilizowany. Przykładowo w Czechach nad ustawą biopaliwową dyskutowano osiem lat i nie ma w tym kraju mowy o obowiązku sprzedaży benzyny z bioetanolem (pomijam fakt, że uważam ustawową regulację składu benzyny za pozbawioną sensu). Tam pozostawiono wolny wybór obywatelom, a w Polsce wolną rękę politykom do łupienia obywateli.
Inwencja w zakresie wyciągania pieniędzy od obywateli i roztaczania coraz większego parasola przez państwo nad obywatelami jest nieograniczona. Coraz to nowe pomysły rodzą się w umysłach naszych włodarzy, a jednym z najciekawszych był na pewno projekt autorstwa prof. Grzegorza Kołodki, zakładający wprowadzenie obowiązkowych deklaracji majątkowych. Skutkiem owego horrendum mogła być sytuacja, w której to obywatel musiałby udowadniać legalność swojego majątku, co jest sprzeczne z fundamentalną zasadą, że to wymiar sprawiedliwości jest powołany do przeprowadzania odpowiednich czynności dowodowych. Pomysł wprowadzenia owych deklaracji nosił znamiona działań państw totalitarnych i rażąco naruszał art. 51. Konstytucji. Nie przejął się tym ani ówczesny minister Kołodko, ani wiceminister Irena Ożóg. Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, na całe szczęście, przekreśliło absurdalne pomysły ministerstwa finansów.
Ten sam trybunał jednak, wydał wcześniej precedensowe orzeczenie w sprawie podatku od dochodów kapitałowych, stwierdzając jednocześnie, że "budżet państwa jest ważniejszy od budżetów domowych". Jest to niezwykle niebezpieczna konstatacja, która daje kolejny argument zwolennikom omnipotencji państwa. Prawo w Polsce, co prawda nie jest precedensowe, jednakże sądy niższych instancji sugerują się orzeczeniami Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego. Niezwykle ciężko jest zrozumieć fakt, że tak wybitni znawcy prawa nie są w stanie zrozumieć, iż budżet państwa jest czymś pochodnym wobec budżetów obywateli.
(?)

 

Krzysztof Nestor Kuźnik
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Wyświetlony 5502 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.