czwartek, 11 listopad 2010 17:14

Kozły ofiarne kwadratowe i sześcienne

Napisane przez

Od kilku dni, najróżniejsze środki przekazu donoszą nam o rewelacjach zawartych w zeznaniach, jakie składa przed Sądem Okręgowym w Warszawie, główny oskarżony w tzw. aferze FOZZ, dyrektor generalny Funduszu, Grzegorz Żemek. Dla mnie to temat szczególnie interesujący, gdyż w tym samym czasie, 7 listopada, mam wątpliwą przyjemność, wystąpić w tym samym budynku w charakterze pozwanego za napisanie, 12 lat temu, książ-ki "Via bank i FOZZ", w której, razem z prof. Mirosławem Dakowskim, przedstawiliśmy, czym był FOZZ, jak działał i jakie potworne straty z powodu tego działania ponieśliśmy wszyscy, straty, których odrobić nie będą w sta-nie kolejne pokolenia Polaków, nawet gdyby miały taką możliwość.

Z tego powodu już całe 10 lat ściga nas sądownie najbliższy kompan Żemka, szef "Universalu", Dariusz Tytus Przywieczerski, nota bene stojący przed tym samym sądem i pod tymi samymi zarzutami, co Żemek. Według relacji z procesu Żemka i Przywieczerskiego, przekazywanych przez gazety i inne media, Żemek zeznaje, że do FOZZ, na stanowisko dyrektora generalnego, skierowali go przełożeni z wojskowych służb informacyjnych i kazali mu współpracować z dyrektorami central handlu zagranicznego. Jedną z nich, być może największą i najbardziej znacząca, był właśnie "Universal" Przywieczerskiego. Według Żemka na czele tych central, bez wyjątku, stali etatowi i tajni oficerowie wojskowych i cywilnych służb, tacy jak, między innymi, on sam.
Wynika z tego, że w owych czasach wychodzono z założenia, iż prawdziwe interesy robić potrafią wyłącznie agenci policji politycznej, którzy jakby we krwi mają interes i smykałkę do biznesu, a pracownicy tych służb to elita elit w każdym zakresie. Dzisiaj, po 14 latach ich ekonomicznych rządów, widać wyraźnie, że to założenie było błędne. Pod tym względem pouczające powinny być właśnie losy Żemka i Przywieczerskiego. Przywieczerski rok po roku wymieniany był na listach najbogatszych Polaków, sam nawet chwalił się publicznie, że zarabia 16 razy więcej od prezydenta państwa. Tymczasem ta zawrotna fortuna gdzieś ? nie wiadomo gdzie ? się zapodziała i dzisiaj, podobnie jak Żemek, jest biedakiem, nieledwie gołym-bosym, utrzymującym się z chudziutkiej renty i nawet nie bardzo stać go na adwokata. Przypuszczam, że mecenas Siciński, który w jego imieniu prześladuje nas sądownie od 10 lat, robi to za Bóg zapłać, pewnie litując się nad zmiennością fortuny.
"Cała prawda o FOZZ", jaką sądowi przedstawia Żemek, ma być następująca: te potworne służby specjalne upatrzyły go sobie na kozła ofiarnego. Kazały mu zająć się nielegalnym skupywaniem długu polskiego, ale szybko się zorientowały, że to się nie bardzo opłaca i działalność ustała, FOZZ zlikwidowano, i tylko został on, wykiwana biedna sierota odpowiedzialna za to, że zapodziały się jakieś pieniądze, nie do końca zresztą wiadomo jakie i ile. W tym interesie, z założenia bezprawnym, księgami nikt się specjalnie nie przejmował, księgowano byle jak, często-gęsto wpisując wydatki jako przychody i na odwrót, dlatego dzisiaj sam największy mistrz specjalnych i tajnych służb, Jaśnie Oświecony Lucyfer, nie dojdzie z tym do żadnego składu i ładu. Może i jakieś pieniądze gdzieś się zawieruszyły, ale na pewno nie u Żemka i nie u Przywieczerskiego, czego dowodzi ich dzisiejsza mizerna kondycja.
Aby w powodzi tych "prawd" mieć jakąś orientację, spróbujmy uzmysłowić sobie, jakim "koziołkiem ofiarnym" był Grzegorz Żemek i inni podsądni. Wiadomo nam z pierwszych zeznań Żemka, że taki na przykład Przywieczerski to "kozioł do kwadratu", ponieważ został w całą sprawę wrobiony przez "kozła", jakim jest Żemek. Otóż budżet państwa oddał mu na początku 1989 roku 10 bilionów złotych do swobodnej dyspozycji. Praktycznie Żemek mógł z tymi pieniędzmi robić, co mu się podobało, na tym polegała "nowa ekonomiczna polityka", czyli polski NEP Rakowskiego, Jaruzelskiego i Kiszczaka, przejęty natychmiast przez Mazowieckiego i Balcerowicza.
Polscy humanistycznie wykształceni inteligenci nie mają głowy do liczb i do procentów (przypomnijmy, że nawet dzisiaj, największy polski geniusz polityczny, Adam Michnik, nie potrafi obliczyć ile to jest 5% od 350 milionów!), dlatego wyjaśnijmy sobie, ile to było owe 10 bilionów.

10 bilionów to jest jedynka z 13 zerami.
10 bln zł = 10.000.000.000.000 zł

W owym czasie, zarządzeniem Leszka Balcerowicza, 1 dolar US został zrównany z 10.000 złotych, a więc z jedynką z czterema zerami.

1 USD = 10.000 zł

Jeśli więc odetniemy cztery zera, to zostanie nam jedynka z dziewięcioma zerami, czyli jeden miliard dolarów amerykańskich.

10 bln zł = 1mld USD = 1.000.000.000 dolarów USA

Tyle dostał do dyspozycji nasz "koziołek".
A jak wyobrazić sobie miliard dolarów? Zróbmy tak: w owym czasie profesor uniwersytetu otrzymywał pensję odpowiadającą kwocie 100 USD, czyli jedynka z dwoma zerami.

Pensja jednego profesora = 100 USD

Jeśli odetniemy dwa zera w miliardzie, to zostanie nam jedynka z siedmioma zerami, czyli 10 milionów.

1 mld USD = 10.000.000 pensji profesorskich

Innymi słowy Grzegorz Żemek gospodarował kwotą, która była równa pensjom 10 milionów polskich profesorów! Oczywiście, w Polsce nie ma tylu profesorów. Przyjmijmy, że w Polsce jest (było) 10 tysięcy profesorów. 10 milionów jest 1000 razy większe od 10 tysięcy. To oznacza, że Pan Ż. dysponował pieniędzmi tysiąc razy większymi niż pensje wszystkich profesorów polskich razem wziętych, albo inaczej pensją wszystkich profesorów za 1000 miesięcy, czyli za okres 100 lat ? całego wieku.

10 bln na FOZZ = uposażenie wszystkich profesorów przez 100 lat

Ten, kto nie lubi profesorów, niech to sobie przeliczy na górników. Załóżmy, że każdy górnik otrzymuje, mniej więcej tyle samo co profesor uniwersytetu. Byłaby to więc pensja dla 10 milionów górników. Jeśli górników jest 100 tysięcy, to to oznacza, że Grzegorz Żemek, na swoje mroczne i nielegalne interesy dostał tyle, ile wszyscy górnicy razem zarobiliby w ciągu 10 lat.

10 bln na FOZZ = uposażenie wszystkich górników przez 10 lat

(?)
Jerzy Przystawa
Wyświetlony 5742 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.