czwartek, 28 styczeń 2010 22:31

Ostatecznym celem śmierć

Napisał
Ian Curtis nie pragnął pociągnąć za sobą nikogo. Niesamowite wizje, którymi przesiąknięte są kompozycje Joy Division, powinny spełniać rolę swoistego katharsis ? oswoić człowieka z najczarniejszą stroną rzeczywistości, zmusić go, by spróbował otworzyć ?drzwi zatrzaśnięte mu prosto w twarz?, aby nie poddawał się, nie ?odchodził w milczeniu?.
Tomasz Beksiński

Ian Curtis na kartach książki wdowy i Ian Curtis ze znakomitego filmu p. Antoniego Corbijna pt. ?Control? to niemalże dwie różne osoby. Zaskakujące, zważywszy że przecież film został oparty na wspomnieniach p. Debory Curtis, ale o ile w filmie widzimy przede wszystkim wrażliwego, miotającego się artystę, z książki poznajemy miotającego się egocentryka, człowieka skupionego na sobie i niezbyt liczącego się z innymi ludźmi, obojętnego nawet na cierpienie własnej żony. Wydającego ostatnie pieniądze przeznaczone na jedzenie na zakup papierosów. Filmowy Curtis jest postacią bardziej sympatyczną, a końcowe sceny filmu ogląda się ze łzami w oczach, z kolei wspomnieniom towarzyszy przede wszystkim podziw dla świętej cierpliwości żony i nieustające pytanie: jak można tak perfekcyjnie zniszczyć swoje życie?! Ta niewątpliwie ponura książka potwierdza banalną wręcz prawdę, że wybitny twórca nie musi być wielkim człowiekiem, a talent nie zawsze idzie w parze z zaletami moralnymi. Jednocześnie nie potwierdza się jednak częste przekonanie, że dzieło można oddzielić od biografii twórcy i rozpatrywać je oddzielnie. Życie i twórczość Curtisa tworzą całość.

?Przejmującego z oddali? czytałem na przemian z grubym tomem wspomnień o Rafale Wojaczku i trudno mi uciec od pewnych porównań. Skłonności autodestrukcyjne, uzależnienia, brak zainteresowania ocenami ze strony otoczenia, choroby, tragiczna śmierć w wieku dwudziestu kilku lat, a w końcu legenda ?twórcy przeklętego?, która fascynuje co najmniej dwa pokolenia. Na marginesie muszę też podzielić się obserwacją, że w filmie ?Control? nawet blokowiska Manchesteru przypominają wrocławskie. Może to genius loci? Może wielkie współczesne dzieła muszą wyrastać na fundamencie zewnętrznej szarości i wewnętrznego cierpienia? W tym kontekście nie jest zaskoczeniem, lecz raczej oczywistością, że tłumaczem tekstów Curtisa i popularyzatorem dorobku ?Joy Division? w Polsce był Tomasz Beksiński (Choć trzeba pamiętać, że płyty zespołu emitowano w Polskim Radiu już w pierwszej połowie lat 80. ? idealny soundtrack do PRL-owskiej beznadziei).

Debora Curtis nie wdaje się w rozważania o geniuszu swojego męża, gdyż pokazuje tę stronę życia Iana, jakiej nie mogli znać fani ?Joy Division? (pierwotnie ? ?Warsaw?), nowatorskiego zespołu, który na przełomie dekad wstrząsnął angielską sceną i zdefiniował dwoma longplayami nurt post punka i zimnej fali. Miłośnicy zespołu nie mogli jej znać, zważywszy że wokół muzyków tworzono aurę buntowników bez żadnych osobistych zobowiązań (?kobiety zespołu? ? a szczególnie żona! ? nie były najmilej widziane podczas najważniejszych koncertów), a nawet same ataki padaczki Iana Curtisa postrzegane były jako wyjątkowy element scenicznego show. Wydaje się, że wyniszczająca epilepsja została bezwzględnie wykorzystana przez machinę artystycznego biznesu, obojętnego na konsekwencje ponoszone przez wokalistę. Stopniowo Debora była coraz bardziej izolowana od męża przez ludzi związanych z zespołem, ukrywano przed nią jego nowy związek. Za kulisami prawdziwe życie idola milionów przypominało raczej spływ rwącą rzeką w kierunku wodospadu i nieuniknionej katastrofy. Jakby świadomie chciał dołączyć w panteonie sławy do Deana, Joplin czy Morrisona.

W zapiskach wdowy Curtis to zwykły człowiek, który postanowił spełnić swoje marzenia o artystycznym sukcesie i którego marzenia przerosły. Który już jako nastolatek wiedział, że nie dożyje trzydziestych urodzin, a w roli obsesyjnie zazdrosnego narzeczonego miał przeczucie, że jako mąż nie dotrzyma przysięgi wierności. Symbolem zatrważającego upadku może być, jak zaledwie parę lat później, podczas romansu z p. Annik Honoré, upokarzał żonę i matkę jego dziecka już nie zazdrością, lecz sugestiami, aby wzięła sobie kochanka... Nasuwa się myśl, że ? paradoksalnie ? melomani chcący zachować podziw i szacunek dla swojego idola, nie powinni czytać tej książki.

Autorka nie ogranicza się jednak do zapisu krótkiej i smutnej historii małżeństwa. Jest to również relacja z rozwoju kariery ?Joy Division? od pierwszych prób i występów w małych klubach Manchesteru, wyjazdów na koncerty w Europie, aż do szczytu sławy, jakim miała być trasa koncertowa w Stanach Zjednoczonych. 18 maja 1980 r. Ian, psychicznie rozdarty między żoną i belgijską dziennikarką, niepotrafiący godzić zobowiązań rodzinnych i kariery, obawiający się coraz silniejszych ataków padaczki (które mogły być wywoływane m.in. przez intensywną eksploatację sceniczną, nieregularny tryb życia i trudy podróży), powiesił się we własnym mieszkaniu krótko przed planowanym wylotem za ocean. Dzień wcześniej odebrał pozew rozwodowy i nie był w stanie zakończyć romansu. Zważywszy na jego inspiracje literackie ? czy odszedł ostatni z angielskich romantyków?

Wznowienie tej pozycji, po raz pierwszy opublikowanej w Polsce w 1997 r., to bardzo cenna inicjatywa wydawnictwa Iskry. Prócz przenikniętej żalem relacji p. Debory Curtis książka zawiera obszerne kalendarium występów, szczegółową informację o wydawnictwach płytowych, wszystkie utwory Iana (także niepublikowane przed jego śmiercią) po angielsku i w przekładzie na język polski.

Deborah Curtis, Joy Division i Ian Curtis. Przejmujący z oddali, tłum. Krzysztof Obłucki, Iskry, Warszawa 2008, str. 380.
Wyświetlony 3562 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.