piątek, 12 listopad 2010 11:51

Czym byłoby berlińskie "Centrum Przeciw Wypędzeniom"?

Napisał

Trwa ożywiona dyskusja na temat utworzenia "Centrum Przeciw Wypędzeniom". Temat jest na tyle głośny, a zainteresowane nim środowiska na tyle silne, że przypuszczać należy, iż ośrodek taki powstanie. Pozostaje pytanie, jaki będzie jego charakter i czemu owo "Centrum" będzie służyć.

Wypędzenia, przesiedlenia, deportacje to tragedie towarzyszące ludzkości od zarania dziejów. Ich opisy wypełniają m.in. księgi historyczne Starego Testamentu. Apogeum tych nieszczęść nastąpiło jednak w minionym stuleciu. Martyrologia ta bez wątpienia zasługuje na szczególną uwagę, wnikliwe prace badawcze i upamiętnienie. Rzecz tylko w tym, by przy tej okazji mówić całą prawdę, nie realizować niczyjego politycznego interesu oraz nie powodować napięć między narodami. I to narodami sąsiadującymi ze sobą, lecz oddalonymi od siebie morzem przelanej krwi i łez. Nacjami, których całe generacje musiały przeminąć, nim pojawiła się nadzieja przebaczenia i pojednania.
Inicjatorem utworzenia "Centrum Przeciw Wypędzeniom" są organizacje skupiające rodziny wysiedlonych po klęsce Trzeciej Rzeszy mieszkańców byłych niemieckich prowincji wschodnich oraz Czechosłowacji. Ziomkostwa te mają co najmniej trzy i pół miliona członków, od 58 lat prowadzą działalność o imponującym rozmachu i poważnych wpływach. Należy więc przypuszczać, że jeśli "Centrum" powstanie w Berlinie, to niemieccy wypędzeni zdecydują o tym, jaki charakter projektowana instytucja będzie miała. Jeżeli założenie to jest słuszne, już dziś wiadomo bardzo dokładnie, czym berlińskie "Centrum" będzie.
Według "Die Welt", inicjatywa Eriki Steinbach nie powinna budzić kontrowersji, gdyż formuła ośrodka ma obejmować swym zakresem nie tylko wypędzenia Niemców, ale i innych narodowości. Takie postawienie sprawy byłoby dla wielu mieszkańców RFN prawdziwym odkryciem. Placówka wystawienniczo-badawcza nie ograniczająca się do wysiedleń ze Śląska, Pomorza, Warmii, Mazur i Sudetów, ale i obejmująca wypędzenia Polaków z ziem wcielonych do Rzeszy, wygnania całej ludności Warszawy, deportacji i czystek etnicznych na kresach Rzeczypospolitej ? mogłaby służyć idei wzajemnego zrozumienia i pojednania narodów. Lecz, niestety, obawiam się, że są to cele zupełnie obce organizacjom niemieckich wypędzonych.
We wrześniu 1989 roku, na kilka tygodni przed runięciem muru, byłem w Berlinie Zachodnim. W pięćdziesiątą rocznicę hitlerowskiej agresji odbył się tam koncert z występem polskich artystów, m.in. Marka Grechuty i Ryszarda Krynickiego. Miasto jednak żyło całkiem czym innym. Trwał wielki zjazd ziomkostw, na którego liczne imprezy natykaliśmy się kilkakrotnie. Jedną z uroczystości było spotkanie wypędzonych z burmistrzem Berlina, mające miejsce w ogromnej hali sportowej. Sympatycznym niemieckim zwyczajem jest to, że w czasie podobnych spotkań nie wtłacza się zebranych w rzędy krzeseł, lecz zasiadają oni przy stolikach z piwem, kiełbaskami, ciastkami. Burmistrz Berlina w swoim przemówieniu zawarł pojednawczy wątek. Stwierdził, że trzeba zrozumieć Polaków, którzy zasiedlili "dawny niemiecki Wschód", gdyż w większości przybyli oni jako wygnani ze swoich stron rodzinnych. Te słowa wywołały furię. Pośród gwizdów i krzyków rozpoczęło się bombardowanie dostojnego mówcy parówkami...
Ziomkostwa Ślązaków czy Pomorzan prowadzą imponującą działalność wydawniczą. Konia z rzędem temu, kto w którejś z tych książek czy gazet, opisujących wygnanie Niemców, znajdzie jakikolwiek historyczny kontekst opisywanych wydarzeń. Prawie zawsze ? ani słowa o tym, że bezpośrednio przed wysiedleniem Niemców wygnano np. miliony Polaków. Opierając swą wiedzę na tekstach drukowanych przez wypędzonych, można nabrać przekonania, że w 1945 roku Polacy dokonali jakiejś niczym niesprowokowanej agresji, zakończonej totalną czystką etniczną. Największe dzieło Herberta Hupki ma kilkaset stron, wypełnionych w większości informacjami o krzywdach wyrządzonych Niemcom. Inne krzywdy Hupka kwituje jedynym zdaniem, które brzmi: "Przyznaję, że w czasie ostatniej wojny Polacy też cierpieli". Rozumiem, że ten wpływowy polityk broni wyłącznie swojej sprawy. Jeśli jednak z jego książki dowiaduję się, że mój naród nie ma prawa nie tylko do swych ziem zachodnich, ale i wschodnich (Polacy za Bugiem byli według Hupki wyłącznie okupantami), to zaczynam się obawiać, czy w myśl opinii wieloletniego przywódcy niemieckich wypędzonych ? moja ojczyzna ma w ogóle prawo do jakiegoś istnienia.
Parokrotnie uczestniczyłem w spotkaniach dawnych i dzisiejszych mieszkańców podwrocławskich Obornik Śląskich. Bez wątpienia wydarzenia takie mają wielki sens. Dopiero od obecnych mieszkańców swych dawnych domów starzy Ślązacy dowiadywali się, jak straszliwie doświadczeni byli ci, którzy przyszli na ich miejsce. Spotkania takie cechują się szczerą serdecznością, owocują prawdziwymi przyjaźniami. Ich częstym akcentem bywa też symboliczne naprawianie rzeczywistych polskich win, np. odsłanianie pomników na zdewastowanych niemieckich cmentarzach. Spotkania te jednak są organizowane przez małe grupy, a ich podstawą jest ścisła współpraca ze stroną polską.
Profesor Gerard Labuda, znawca niemieckich opracowań historycznych, twierdzi, że próżno w nich szukać informacji, iż to Niemcy rozpoczęli ciąg wypędzeń. Niestety, dotyczy to też większości ostatnich publikacji. Wiadomość, że wypędzenia nie były polskim pomysłem, zapewne byłaby przyjęta z niedowierzaniem przez liczne ich ofiary. Warto więc może wiedzieć, że znany historyk amerykański Norman M. Naimark w książce "Fires of hatred. Ethnic cleansing in 20th century Europe" stwierdził, że Wielka Trójka zdecydowała o wysiedleniu wszystkich Niemców z nowych granic Polski oraz z Czechosłowacji już parę lat przed konferencją poczdamską. Decyzja ta była podyktowana nie tylko okolicznościami rozbioru Czechosłowacji, który był preludium do światowej wojny, ale i świadomością dokonywanych na masową skalę zbrodni. W tym wysiedleń milionów Polaków.
Należę do tej ćwierci mieszkańców Polski, którzy urodzili się na ziemi, z której wcześniej wypędzono Niemców. Zdecydowana większość ludzi, którzy otaczali mnie od dzieciństwa, też miała za sobą tragedię wypędzenia. Zwykle nie mniejszą od tej, która spotkała np. Breslauerów po ostatniej wojnie. Wielu moich bliskich miało wpisane w dowodach osobistych miejsce urodzenia ? ZSRR. O tym, że pochodzili ze Lwowa, Stanisławowa, Tarnopola, nie wolno było napisać w żadnych dokumentach. Często nie zostali tu przesiedleni bezpośrednio ze swoich rodzinnych stron. Ich wieloletnia poniewierka wiodła przez Kazachstan, Ural, Kołymę. Rodzina mojego teścia uniknęła wywózki tylko dzięki jego stryjowi, który w czasie załadunku do pociągu oszukał krasnoarmiejców. Stryj wraz z żoną i dziećmi dwukrotnie zgłosił swą obecność przed wejściem do wagonu ? wykorzystując bałagan i fakt noszenia tego samego nazwiska. Tak zamiast dwóch rodzin ? na nieludzką ziemię pojechała jedna. Śmiałemu fortelowi i niedopatrzeniu sołdatów można zawdzięczać ocalenie kilku osób. Dopiero po dziesięcioleciach pojawiła się bowiem wiadomość, że transport trafił aż na Kamczatkę, a z wywiezionej rodziny przetrwała tylko jedna osoba.
Dzisiejsi mieszkańcy Dolnego Śląska to nie tylko wypędzeni ze Wschodu. Chodziłem do szkoły, którą pośród wrocławskich ruin organizowali w 1946 roku m.in. warszawianie. Paru z nich było moimi nauczycielami. Dyrektor Pachelski w 1942 roku podzielił los około półtora miliona Polaków z GG ? wywiezionych na roboty do Rzeszy. Trafił do Wrocławia, w którym już został, gdyż w rodzinnym mieście nie miał już ani domu, ani rodziny. Którymś razem spytaliśmy jedną z nauczycielek, o której wiedzieliśmy, że przeżyła Powstanie Warszawskie, czy nie tęskni za stolicą. Ukryła twarz w drżących dłoniach, mówiąc, że nie potrafiłaby już tam żyć. "Warszawa to zabudowany cmentarz" ? powtarzała parokrotnie. Dowiedzieliśmy się, że od kiedy hitlerowcy wygnali całą ludność z miasta, nigdy już go nie odwiedziła. Nie potrzebowaliśmy pytać o nic więcej.

(?)
Artur Adamski
Wyświetlony 7729 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.