piątek, 12 listopad 2010 12:01

III RP - nieuleczalny przypadek

Napisane przez

Polska przeżywa od 1989 roku bardzo trudny, jeszcze nie zakończony okres, który można nazwać "czasem utraconych nadziei". Dzisiaj trudno znaleźć Polaka, który z optymizmem patrzyłby w przyszłość naszego kraju. Chociaż nikt faktycznie nie oczekuje w najbliższym czasie znacznej poprawy sytuacji politycznej i gospodarczej w Polsce, należy zastanowić się nad rozwiązaniami, które mogłyby uzdrowić nasze chore państwo.

Gdybym był lekarzem, moja diagnoza na temat stanu zdrowia Rzeczypospolitej Polski byłaby bardzo pesymistyczna. Musiałbym powiedzieć mojej pacjentce, że jeżeli nie zmieni diametralnie stylu swojego życia, to nie pozostanie go zbyt wiele. Prawdopodobnie nawet rygorystyczna dieta, leki oraz częste wizyty u różnych specjalistów nie byłyby w stanie uratować jej egzystencji. Na szczęście w tym przypadku możemy uczynić rzecz niemożliwą, jeżeli chodzi o leczenie ludzi, mianowicie... możemy całkowicie przeszczepić ciało chorej, tzn. zmienić system panujący w naszym państwie.
Wiadomo jednak, że nawet najlepsze ciało może zostać szybko zniszczone przez zaniedbanie. Sposób podchodzenia do spraw publicznych naszych elit oraz społeczeństwa to nic innego, jak właśnie styl życia naszego pacjenta. O ile jednak zachowanie polityków zależy tylko i wyłącznie od ustroju oraz podejścia społeczeństwa do wykonywanych przez nich obowiązków, o tyle stosunek do państwa zwykłych obywateli zależy w głównej mierze od ludzkiej mentalności.

Choroba duszy
Mentalności nie da się zmienić mechanicznie, gdyż kształtuje się ona przez długie lata i wpływ na nią mają wydarzenia historyczne, wierzenia, środowisko, w którym przebywa dana społeczność, oraz wiele innych czynników. Nie jest moim celem tworzenie mitu "nowego człowieka" ? chcę wskazać na wady, które przeszkadzają w przejściu z III RP do "nowego ciała". W dzisiejszej Polsce żyją bowiem ludzie wychowani w PRL-u, w większości mający mentalność peerelowską, do zmienienia której potrzebna jest przynajmniej jedna wymiana pokoleniowa. Przede wszystkim ludzie nie interesują się polityką i sprawami społecznymi. Zbyt wielką rolę w kształtowaniu poglądów mało zorientowanego obywatela mają media, a nie samodzielne przemyślenia. Jednocześnie dzieli się podświadomie społeczeństwo na dwie grupy: na tych "na górze" ? tzn. na rządzących nami polityków i urzędników, oraz na tych "na dole" ? czyli resztę społeczeństwa, której wpływ na losy państwa ogranicza się do wrzucenia raz na pewien czas kartki do głosowania do urny wyborczej. Powinno być to nie do pomyślenia w państwie demokratycznym, w którym (teoretycznie) grupa oligarchów z definicji nie istnieje, gdyż politycy to zwyczajna reprezentacja społeczeństwa wybierana tylko dlatego, że liczebność obywateli nie zezwalałaby na podjęcie jakiejkolwiek decyzji (wyobraźmy sobie trzydziestomilionowy wiec). Kasta polityków jest poza tym traktowana niczym nietzscheańscy nadludzie, którzy najlepiej wiedzą, co dla ludu jest potrzebne. Elity mają zająć się nie tylko bezpieczeństwem wewnętrznym i zewnętrznym, nie tylko ma zależeć od nich pozycja państwa na arenie międzynarodowej, ale mają praktycznie ręcznie sterować "całą tą naszą gospodarką". Oczywiście, nikt nie wyobraża sobie, aby państwo przejęło kontrolę nad jego piekarnią czy sklepem obuwniczym, ale w potocznym mniemaniu gospodarka jest organizmem na tyle skomplikowanym, że wolny rynek nie jest w stanie nią kierować. A więc wolny rynek tak ? ale jeżeli mądrzy ludzie będą trzymać nad całością odgórną pieczę. To pozorne obdarzenie polityków zaufaniem nie przeszkadza, oczywiście, w wymądrzaniu się w dyskusjach na tematy polityczne (a przecież wiadomo, że "gdzie dwóch Polaków, tam trzy partie") oraz obdarzaniu np. prezesa NBP, nota bene profesora, mianem "ekonomicznego idioty". Nic więc dziwnego, że partię postkomunistyczną popiera ok. 20% Polaków, a jedyną liczącą się alternatywę stanowią partie, których program można streścić w zdaniu "będziemy robić to samo, tylko że nasi eksperci będą bardziej kompetentni".
Aby mogły nastąpić znaczące zmiany ustrojowe, musi nastąpić zmiana właśnie tegoż nastawienia. Bez tej zmiany transplantacja ciała się nie powiedzie, gdyż organizm odrzuci implant poprzez zwyczajne rozniesienie reform oraz reformatorów na "wybuchach społecznego niezadowolenia". Reformy te bowiem nie będą łatwe do przełknięcia i w pierwszym okresie będą przysparzały mieszkańcom Polski wiele problemów.
Należy odrzucić błędny przesąd, zaszczepiony nam w okresie PRL-u, że państwo ma się opiekować ludźmi. Prywatna inicjatywa, która w systemie gospodarki rynkowej jest czymś oczywistym, to niesłychany powód do dumy, a pomoc fundacji charytatywnych to uzupełnienie niewydolnej państwowej pomocy społecznej.

(...)

Wyświetlony 7724 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.