czwartek, 28 styczeń 2010 22:32

Solidarność nieagenturalna

Napisane przez
Im większy dystans dzieli nas od przełomowych lat osiemdziesiątych, tym jaskrawiej rysuje się rzeczywisty bieg ówczesnych zdarzeń. Mimo że reżim oddający władzę swym ugodowym sukcesorom przy ich milczącej zgodzie puszczał z dymem świadectwa działalności szpiclowego mrowia, dużej części faktów nie dało się ukryć. Coraz więcej z nich wyjaśnia decyzję komunistów, którzy wbrew swym zasadom w sierpniu 1980 zawarli porozumienie ze społeczeństwem, zamiast zgodnie ze swą tradycją ? wysłać przeciw niemu czołgi.
Po latach Andrzej Gwiazda stwierdza, że gdyby zakładając Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża wiedział o rozmiarach agentury tyle, ile wie dziś, zapewne swoją działalność uznałby wtedy za całkowicie beznadziejną. Na szczęście w swoich kalkulacjach mylili się też przeciwnicy. Wiedzieli, że na samych szczytach rodzącego się niezależnego ruchu zainstalowali się agenci SB i innych służb specjalnych PRL-u. Jako rzekoma przeciwwaga dla reżimu błyskawicznie zyskali ogromny społeczny aplauz. Plan komunistów zakładał jednak zapanowanie nad ruchem o znacznie mniejszym rozmiarze. Z punktu widzenia władz okres między sierpniem 1980 a 13 grudnia 1981 był zmaganiem mającym na celu totalne zinfiltrowanie niezależnych organizacji i wmontowanie ich w system. Mimo pospiesznej rozbudowy agentury zadanie to przerosło jednak możliwości służb specjalnych PRL. Wolnościowy ruch skupił miliony i wiele jego ogniw nie dało się opleść ani mackom SB, ani też wykonującym tę samą robotę służb wojskowych. Konieczne okazało się użycie czołgów, wprowadzenie stanu wojennego, kolejne lata ?pracy nad społeczeństwem?. Tym razem zasadniczych błędów nie popełniono, stare metody w udoskonalonej postaci okazały się skuteczne. Z jednej strony ginęły ofiary ?nieznanych sprawców?, z drugiej wyselekcjonowaną elitę kuszono senatorskimi fotelami, zawczasu nagłaśniając legendy o jej rzekomym nieprzejednaniu. Uwieńczeniem bezpieczniackiego trudu lat 1981-1988 było ?porozumienie? przygotowane stokroć lepiej od tego z roku 1980. Tym razem zawarto je z ?niezależnymi? środowiskami, podporządkowanymi służbom już w takim stopniu, że o jakimkolwiek wymknięciu się spod ściśle opracowanego scenariusza nie mogło już być mowy. Wprawdzie szerokie kręgi rzeczywistej opozycji były przeciwne porozumieniu tworzącemu nową kastę ? wywodzącą się z byłych właścicieli Polski Ludowej, uwłaszczoną na narodowym majątku i usytuowaną poza zasięgiem prawa. Ci, którym taki porządek się nie podobał, nie mieli jednak dostępu do radia, telewizji czy wysokonakładowej prasy. W III RP media te podzielili między siebie niemal bez reszty postkomuniści i ich nowi przyjaciele. Przeciw swym oponentom stworzyli katalog obelg w rodzaju oszołomy, nienawistnicy lub ci, co się nie załapali. Ostatnie z tych określeń jasno wskazuje, że w formowaniu III RP jej twórcom chodziło właśnie o załapanie się, co ma swój wyraz także w beztrosce, z jaką towarzystwo to potrafiło zawłaszczać państwo, zawierać niekorzystne dla niego umowy, dopuszczać się nadużyć i wyprzedawać za bezcen narodowy majątek.

W wywiadzie-rzece z małżeństwem Gwiazdów historia transformacji ustrojowej jest tylko jednym z wątków. Książka jest pasjonującą opowieścią, której akcja zaczyna się jeszcze przed wojną. Pierwszą lekcją solidarności dla późniejszego założyciela WZZ było zesłanie na Syberię, dla której mieszkańców otwarte drzwi dla każdego stanowiły powszechny nakaz sumienia. Daleko od Polski rodziła się też świadomość, że jest ona dobrem, które nie jest dane, lecz o które trzeba nieustannie walczyć. Ta walka stała się treścią życia Joanny i Andrzeja Gwiazdów. Toczyli ją długo przed ożywieniem się jakichkolwiek środowisk opozycyjnych, a polegała ona np. na przeciwdziałaniu sowieckim działaniom, mającym na celu hamowanie rozwoju naszej gospodarki. Książka opowiada m.in. o mało znanych osiągnięciach polskich konstruktorów i naukowców. Należały do nich jedne z najlepszych na świecie tranzystorów, rakiety osiągające pułap 160 km, nowatorskie komputery, śmigłowce, okręty, silniki odrzutowe... Dzieła te powstawały często w ubogich pracowniach, niejednokrotnie na marginesie całkowicie innych zadań. Ich wykorzystywanie w PRL-u torpedowano, a w III RP okazywało się często, że dla inwencji takiej miejsca jest jeszcze mniej, gdyż wraz z licznymi przedsiębiorstwami, a nawet całymi gałęziami przemysłu zlikwidowano także ich ośrodki technologiczne.

Ze wspomnień Gwiazdów wyłania się też obraz wydarzeń roku 1968 ? diametralnie inny od uparcie lansowanego przez większość mediów, a przecież porażający logiką. Z jaką bowiem opozycyjnością mamy do czynienia w przypadku marksizujących komandosów? Trójmiasto było najprężniejszym po stolicy ośrodkiem marcowych wystąpień, lecz, jak twierdzi Gwiazda ? o komandosach czy Kuroniu i Modzelewskim, cierpiących więzienie za upominanie się w PZPR o odrodzenie ideologii Marksa, w Gdańsku słyszeli tylko nieliczni. To, że jedni czerwoni zamykali drugich było pokrzepiające, a ówczesnych lewicowych elit nie sposób nazwać opozycją. Ich członkowie byli co najwyżej dysydentami. Spory ideologiczne marksistów traktowaliśmy jako niesnaski w obozie wroga ? stwierdza Andrzej Gwiazda.

Jeden z wątków Gwiazdozbioru być może rozwiązuje zagadkę z życia mieszkańców bloku, w którym mieszkałam w latach siedemdziesiątych. Często wtedy wyłączano prąd w całym osiedlu. Kiedy na całej ulicy zapadały ciemności, jedynie nasz punktowiec cieszył się nieprzerwaną dostawą energii. Nikt nie domyślał się powodów tego uprzywilejowania, a być może mechanizm ten wyjaśnia książka Gwiazdów. W wyniku ich opozycyjnego zaangażowania SB zainstalowała im bowiem podsłuch, zasilany sieciowym prądem. Wyłączenie prądu oznaczałoby równoczesne unieszkodliwienie podsłuchu. Stąd opozycjoniści i ich sąsiedzi mieli w gniazdkach energię także wtedy, kiedy odłączano ją w całej okolicy. W moim wrocławskim bloku mieszkał wówczas inwigilowany przez SB Wiesław Moszczak. Czyżbyśmy to właśnie jego działalności zawdzięczali luksus wieczorów ze światłem?

Największa część książki poświęcona jest jednak nie odległej przeszłości, lecz wydarzeniom ostatnich lat. Trudno nie zgodzić się z analizą, wykazującą de facto oligarchiczny ustrój współczesnej Polski. Wraz ze swymi rozmówcami Remigiusz Okraska prześledził przyczyny pogłębiania się podziału na równych i równiejszych oraz stopniowego zatracania podmiotowości naszego kraju, dokonującego się przy akompaniamencie radosnej propagandy euroentuzjastów.

Gwiazdozbiór podejmuje wielką ilość problemów trudnych, zawiera sporo informacji mało znanych. Liczy pół tysiąca stron, lecz nikogo nie zmęczy lektura tak wciągająca.

Gwiazdozbiór w ?Solidarności?. Joanna i Andrzej Gwiazdowie w rozmowie z Remigiuszem Okraską, Biblioteka ?Obywatela?, Obywatel, Łódź 2009
Wyświetlony 2758 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.