piątek, 12 listopad 2010 15:11

"Niewybaczalny grzech" Bożeny Gilbride

Napisane przez

Wiadomość o rezygnacji Bożeny Urbanowicz-Gilbride z dalszego udziału w dialogu polsko-żydowskim, prowadzonego teraz pod egidą waszyngtońskiej organizacji administrowanej przez stronę żydowską, stanowi prawdziwy szok. Zwłaszcza kiedy uzmysłowimy sobie, kim jest ta osoba i co sobą reprezentuje. Jej rodzina pochodzi ze wschodnich ziem przedwojennej Polski, które najpierw stały się ofiarą sowieckiej inwazji, a niedługo potem długiej i okrutnej okupacji hitlerowskiej. Pani Bożena była siedmioletnią dziewczynką, kiedy zobaczyła oddziały Czerwonej Armii wkraczające do jej osady, Leonówki, a w dwa lata później wieś płonęła, podpalona przez niemieckich najeźdźców. Jej rodzice otwarcie pomagali innym w tych tak trudnych i niebezpiecznych czasach. Ojciec udzielał schronienia w swoim gospodarstwie licznym Żydom, choć groziło to rozstrzelaniem, nie tylko jego, ale i całej rodziny.

W 1944 gestapo zaaresztowało matkę pani Bożeny i zesłało ją wraz z dziećmi do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück, gdzie poddano ją zbrodniczym eksperymentom medycznym, a następnie do Gross Rosen. Rozdzielona przez wojenne losy i różne miejsca pobytu w obozach, rodzina miała spotkać się dopiero po latach w Ameryce. Pierwsza trafiła tam pani Bożena z siostrami, jako dziecko wojny, ofiara zza drutów kolczastych obozów koncentracyjnych. Przyjechała tu w r. 1947. Po latach prowadzonych wytrwale poszukiwań znaleziono też ślad matki i sprowadzono ją dziesięć lat później, w 1957 r. do Stanów, kiedy p. Bożena była już mężatką, jej młodsza siostra właśnie wyszła za mąż, a najmłodsza wstąpiła do klasztoru. Było to raz jeszcze szokujące zetknięcie z ranami wojny. Dorosłym już kobietom z trudem przyszło rozpoznanie matki, teraz zniszczonej przez wojenne cierpienia staruszki. Nic dziwnego, że tej misji, upowszechnienia w Ameryce wiedzy i prawdy o rozmiarze cierpień ludzi podczas II wojny światowej, poświęciła pani Bożena całe lata swego dojrzałego życia.
Nawiązała bliskie kontakty z Ligą Katolicką w Nowym Jorku i rozpoczęła wyjazdy do różnych miejsc, szkół, kościołów i organizacji, gdzie tak emocjonalnie i przejmująco mówiła o własnych i rodzinnych doświadczeniach z lat okupacji w Polsce i Europie, że w krótkim czasie zdobyła sobie renomę poszukiwanej i cenionej mówczyni. Tym bardziej że działo się to w czasach szybkiej kariery tematu Holocaust ? czyli odkrywania prawdy o zbrodniach i cierpieniach ludzi poddanych bestialskiej polityce III Rzeszy niemieckiej ? całe dziesięciolecia po zakończeniu II wojny światowej.
Znalazła szybko uznanie renomowanych instytucji edukacyjnych, została członkiem Nassau Country Holocaust Commission w Nowym Jorku. U progu lat 90. podjęła się szerokiej misji zbierania "mówionej historii", czyli wyznań i wspomnień setek ludzi, którzy przed przyjazdem do Stanów przeszli przez straszne doświadczenia okupacji, obozów i wojny. Od początku traktowała "Holocaust" jako hasło cierpienia wszystkich ludzi, którzy poddani zostali ludobójczej polityce hitlerowskich Niemiec i sowieckiej Rosji. Nie budziło to wtedy żadnych zastrzeżeń ani obiekcji nowo otwartego Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie, które chętnie korzystało z gromadzonych przez nią zapisów, historii i wspomnień. Środowisko, w którym pracowała, również bardzo ceniło jej entuzjastyczne oddanie sprawie i wysiłek. Miasto Hempstead ogłosiło ją z tej racji "Kobietą Roku" w 1992 r., a w rok później nowojorski Wydział Oświaty wyróżnił ją nagrodą imienia Louis E. Yavner. Otrzymała honorowy Medal Ellis Island, a w Polsce Lech Wałęsa przyznał jej Krzyż Zasługi za działalność służącą budowaniu pomostów między Polakami a Żydami. W 1995 uznano ja za "Honorową Sprawiedliwą wśród Narodów Świata", lokalnych dyplomów uznania od kongresmenów i senatorów trudno zaś wprost zliczyć.
W 1997 r. włączyła się czynnie do Krajowej Rady Amerykanów Polskiego Pochodzenia i Amerykańskich Żydów, kluczowej organizacji dialogu polsko-żydowskiego w tym kraju. Od samego początku mocno akcentowała potrzebę równego traktowania doświadczeń polskich i żydowskich, ofiar tego samego zbrodniczego systemu hitlerowskiego. Jako własny akt dobrych intencji sfinansowała już na wstępie tablicę pamiątkową na terenie warszawskiego getta, sławiącą ludzi "Żegoty", którzy w czasie wojny w najróżniejszy sposób pomagali ludności żydowskiej. W 1998 r. powstał z jej inicjatywy i za jej środki dokumentalny film "Żegota: Rada Pomocy dla Żydów w okupowanej Polsce", który jako pomoc edukacyjna trafił w Stanach Zjednoczonych do wielu środowisk, szkół i instytucji, służąc nieuprzedzonemu, sprawiedliwemu spojrzeniu na polsko-żydowskie relacje podczas ostatniej wojny. W tamtych czasach udzielała się w wielu miejscach: jeździła z grupami i delegacjami do byłych obozów koncentracyjnych, w tym także oświęcimskiego, starała się pośredniczyć w konflikcie związanym z obecnością sióstr karmelitanek, przygotowywała wystawy o "mozaice ofiar Holocaustu", m.in. dla muzeum w Long Island i wielu nowojorskich placówek oraz instytucji.
Współpracowała też blisko z American Defamation League, żydowską organizacją strzegącą dobrego imienia i interesów żydowskich przy opracowywaniu materiałów dla nauczycieli "Jak prowadzić zajęcia na temat Holocaustu". Brała udział w dużych konferencjach eksponujących losy katolików w okupowanej Europie (m.in. w Greenboro, w Północnej Karolinie), gdzie jej wystąpienia i prezentacje przyprawiały o łzy wszystkich obecnych na sali, kiedy mówiła o swoim dzieciństwie za drutami obozów koncentracyjnych. Z natury ogromnie entuzjastyczna i otwarta, z wielką odwagą broniła zawsze swoich przekonań i wiary, że także Holocaust stanowił wielką lekcję ludzkiej solidarności wśród ofiar i tych, którzy starali się przeżyć ten najgorszy z możliwych czas. Zmieniają się jednak czasy i zmienia się polityka. Sam uczestnicząc w wielu spotkaniach dialogowych w Chicago i w Waszyngtonie, w tym także w posiedzeniach wspomnianej Rady Polaków i Żydów, czułem jak niemiłej ewolucji zaczęło ulegać stanowisko strony żydowskich "partnerów". Agenda zdominowana była coraz bardziej przez roszczeniowe i doraźne akcje środowiska żydowskiego, tak wobec Polski (zwrot mienia, rekompensata za straty wojenne), jak i środowisk polonijnych.
Ale pani Bożena Urbanowicz-Gilbride zawsze była wielką optymistką, przekonując mnie, że nasze miejsce w tym dialogu ma sens i przyszłość. Dysponowała solidnym atutem swojej obozowej przeszłości, pomocą rodziców dla Żydów w czasie wojny, wieloletnią współpracą z żydowskimi partnerami w nauczaniu o Holocauście i ofiarach. Ale właśnie domagała się sprawiedliwego partnerstwa, dostrzegania historycznej prawdy o losie Polski i Polaków, bronienia ich przed coraz częstszymi fałszywymi oskarżeniami, a także jawnymi aktami bigoterii czy antypolonizmu. Czyniła to zawsze z podniesionym czołem i podziwu godną, rzadką w tym środowisku odwagą. Była osobą niezależną i finansowo na tyle samodzielną, że nie musiała, jak wielu innych działaczy polonijnych, usilnie zabiegać o względy i koncesje trudnych czasem, żydowskich liderów i partnerów. Jednak nadszedł moment, kiedy i ona nie zdołała dalej znosić piętrzących się objawów wrogości i braku tolerancji dla nie-Żydów w tym tracącym wciąż na wiarygodności jednostronnym "dialogu". Występując w ub. roku z wykładem o Holocauście z jej perspektywy, proponowała uczenie o polskich przykładach cierpień i heroizmu w czasach Holocaustu, na równi z doświadczeniami żydowskimi.
To okazało się "za wiele" i tym razem wywołało wręcz zasadniczy sprzeciw osób stojących u steru Rady Krajowej Polaków i Żydów. W liście skierowanym wiosną tego roku do p. Bożeny Urbanowicz dwaj przewodniczący Rady, ze strony polskiej mec. John J. Pikarski, Jr. z Chicago i jego żydowski partner. Martin I. Bresler ? akcentując na wstępie "głębokie uznanie i podziw dla jej wytrwałych wysiłków", odrzucili możliwość ogłoszenia jej stanowiska na temat stosunków polsko-żydowskich i zaprezentowania jej programu nauczania o Holocauście na stronie internetowej Rady ? jako materiału "nie służącego najlepszym jej interesom". Uczynili to, jak stwierdzili "po dyskusji z szeregiem liderów Rady i głębokim przeanalizowaniu własnego sumienia". Poglądy wypowiedziane przez p. Gilbride uznano za zasadniczo sprzeczne z misją, jakiej służyć ma dialog i działalność Rady Polsko-Żydowskiej.
"Jesteśmy przekonani, że centralny wątek Pani prezentacji pozostaje w sprzeczności z wieloletnią tradycją pojmowania Holocaustu" ? piszą panowie Pikarski i Bresler. Pojęcie to, zdaniem przewodniczących, "specyficznie i wyłącznie" odnosić się może tylko do "wymordowania Żydów przez hitlerowskie Niemcy". Te losy są "nieporównywalne" i "szczególne", a zatem nie mogą być przeniesione na innych. Utrzymują oni dalej, że "nie zamierzają bynajmniej uszczuplić ani pomniejszyć obrazu traktowania chrześcijan w tym mrocznym okresie dziejów Europy", a historię "nadzwyczajnych cierpień Polaków, którzy stracili trzy miliony chrześcijan, należy opowiedzieć szerszemu gremium". Co więcej, są oni "świadomi ważnej pomocy i wielkiej osobistej ofiary polskich chrześcijan, którzy zdecydowali się ratować Żydów w trakcie wojny". Jedynie tego rodzaju "sugestie programowe mogą być zgłoszone dla kontynuowania podobnych wysiłków".
Jak komentuje sama p. Urbanowicz-Gilbride w ogłoszonym ostatnio oświadczeniu ? analogiczne stanowisko zajął działający w Radzie od lat, ks. John Pawlikowski z Chicago. Przypomniał on, jako członek Rady Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie, że polityka prowadzona przez te instytucje określa wyłącznie Żydów jako ofiary Holocaustu. Dla "innych" jest w Muzeum "inne miejsce". Jakie ? pisze o tym otwarcie i z goryczą pani Bożena. A zatem ? także w ofierze i cierpieniu Żydzi maja pozostać "narodem wybranym". Cierpienia "innych" są też "inne", a zatem jakby gorszej kategorii.
Przeciwko temu rozróżnieniu, które głęboko sięga także w ocenę jej własnej przeszłości obozowej, protestuje obecnie p. Bożena Gilbride. Nie jest to spór czysto osobisty ani tym bardziej formalny. Nie tylko ona odnosi wrażenie, że po 58 latach po zakończeniu wojny powiększa się przepaść i dystans pomiędzy tymi, którzy cierpieli w wielu krajach Europy z rąk tych samych niemieckich oprawców, ale dziś tylko jedna grupa zasługuje na instytucjonalną pamięć i celebrację, kategoria ofiar pochodzenia żydowskiego. Tego podziału nie było po wojnie, tego nie było przez długie dekady po niej. Ta jawnie podporządkowana dzisiejszej polityce ideologia, konsekrowany "mit Holocaustu" wyrósł dopiero w ostatnich dekadach, na naszych oczach.
Bożena Urbanowicz-Gilbride woła dziś o powrót do historycznych źródeł i faktów, do widzenia kwestii zbrodni i ofiar w sposób dziejowo sprawiedliwy, pozbawiony jawnej politycznej dyskryminacji. To bardzo odważny i merytorycznie głęboko uzasadniony głos, który nie może przejść niezauważony. Nie możemy pozwolić, aby polskie doświadczenia ani pamięć cierpień narodu tamtego czasu były traktowane jako drugorzędne, by je pomniejszano, fałszowano i lekceważono. Jeśli sami nie będziemy tej prawdy bronić, z pewnością nie uczynią tego wszyscy ci, którzy dziś chętnie wynajmują się innym środowiskom do służenia w ich randze w interesach sprzecznych z polskimi. To zjawisko ma coraz większy rozmiar tak w kraju, jak i w Ameryce, czego przykładów dostarcza cała przywołana przez Bożenę Urbanowicz-Gilbride, wymowna korespondencja. Jeśli nie podejmiemy wysiłku dziś, jutro okazać się może za późno.

Wojciech A. Wierzewski
Wyświetlony 8401 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.