sobota, 13 listopad 2010 12:07

Każdy ma swój kawałek tortu - O manipulacji w reklamie i polityce

Napisane przez

Z Jackiem Łęskim rozmawia Hanna Karaś

Co dzieje się w mediach? Opiniotwórcze gazety każdego dnia trafiają na trop poważnych afer. Czy wcześniej ? po 1989 r. ? w Polsce żyli sami uczciwi politycy, a dziennikarze byli mniej pracowici?

? Zmienił się trochę klimat. Dziś pisanie o korupcji i patologiach na styku polityka–biznes zrobiło się nawet modne. Oczywiście, jeśli nie dotyka tematów tabu. A w początkach lat 90. różnie z tym bywało. Pamiętam, jak kiedyś w 1992 roku, tuż po opublikowaniu materiałów o tzw. aferze Bogatina proponowałem w redakcji "Gazety Wyborczej", że zajmę się innym podejrzanym biznesmenem, który wtedy działał w Zamościu. Wysoko postawiona osoba w hierarchii redakcyjnej popatrzyła na mnie podejrzliwie i zapytała: Czy ty, Jacku, nie uważasz czasem, że każdy, kto ma trochę więcej pieniędzy, musiał je ukraść? Nie pozwolono mi zająć się tą sprawą. Dziś może by się udało...

Jak ocenia Pan ruchy na rynku prasowym ? i szeroko pojmowanych mediów ? po roku 1989?

? Trudno krótko odpowiedzieć na takie pytanie. Prasa przed 1989 rokiem i to, co mamy dzisiaj, to dwa różne światy. Zniknął urząd cenzury, centralne rozdzielnictwo papieru, mamy wolność gospodarczą i polityczną. Media rozwinęły się w sposób niesłychany. Jednocześnie można zaobserwować nowe, nieznane wcześniej mechanizmy, które psują sielankowy obraz szalejącej wolności słowa: uwikłanie mediów w gry biznesowe, upartyjnienie telewizji publicznej, rozliczne powiązania nowych mediów ze światem polityki. Powstał zupełnie nowy układ medialny. Nieporównanie lepszy niż ten z czasów PRL. To nie znaczy jednak, że jest to układ idealny. W jakiejś mierze jest refleksem tego, co dzieje się w życiu politycznym, gdzie przytłaczającą przewagę mają siły liberalno-lewicowe. W mediach jest podobnie, a mechanizmy blokujące wolność słowa stały się bardziej subtelne, trudniejsze do opisania i przez to mniej zauważalne.

Na ile walka o rynek mediów złamała dotychczasowe „okrągłostołowe” status quo w mediach, w tym cichą umowę, w rodzaju np.: "Trybuna" nie wyciąga afer UW, "Wyborcza" nie wyciąga afer SLD?

? Myślę, że porozumienie w fundamentalnych kwestiach nie zostało naruszone. Odbywają się, oczywiście, różnego rodzaju wojny między różnymi lewicowymi mediami, ale bardziej przypominają one wewnątrzpartyjne tarcia frakcji niż prawdziwą wojnę. Poziom "zblatowania" elit całego obozu pokazuje sprawa Rywina. Adam Michnik wpadający z Leszkiem Millerem na grilla do Wandy Rapaczyńskiej, obściskujący się z Kwaśniewskim czy regularnie pijący wódkę z Urbanem to najlepszy portret tej sytuacji. Każdy ma swój kawałek tortu i jeśli są jakieś spory, to najczęściej o to, ile kto z tego tortu może jeszcze podjeść. Myślę, że na tym polega główny mechanizm afery Rywina. Grupa związana z Czarzastym, Kwiatkowskim i Jakubowską chciała zablokować dostęp Agory do telewizyjnej części tortu, która według Agory należała im się w oczywisty sposób. Prawdą jest natomiast, że obecnie panuje spore napięcie i poziom zaufania między poszczególnymi ekipami układu obniżył się.

Czy katalizatorem tego procesu nie okazało się zniknięcie z politycznej mapy UW i czy ten fakt nie rozwiązał rąk "Wyborczej"?

? Nie sądzę. "Wyborcza" nigdy nie miała szczególnie skrępowanych rąk przez UW. Raczej odwrotnie. To rzadki przypadek, gdzie gazeta miała swoją partię, a nie partia gazetę. Partia się gazecie nie udała, ale nikt po niej specjalnie nie płacze. Dziś rolę UW pełni w jakimś stopniu grupa skupiona wokół prezydenta i to ona jest instrumentem realizacji planów ideowych i politycznych "Gazety".

Czy nie żyjemy w jakimś medialnym "stanie wojennym"?

? Można tak powiedzieć. To jest stan wojny między środowiskami, które nie mają tak dobrego dostępu do mediów jak obóz liberalno-lewicowy i stale są marginalizowane, a większością polityczno-biznesową wywodzącą się ze starego systemu.

Kto jest (będzie) zwycięzcą, kto przegranym? Czy można mówić o podziale łupów?

? Na razie przegrani mogą się czuć z jednej strony wszyscy Polacy, którzy oczekiwali, ze po 1989 roku będą się czuli w Polsce jak u siebie, a dziś mają głębokie poczucie wyobcowania. Co ma powiedzieć człowiek, który wychował się w patriotycznej rodzinie, z tradycjami niepodległościowymi, jeśli dziś widzi, że w mediach ścierają się głównie dwa obozy: Kwaśniewskiego i Millera. Po której stronie on się ma opowiedzieć, komu kibicować? Przecież to jakiś koszmarny sen.


 

(?)
Wyświetlony 6172 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.