sobota, 13 listopad 2010 12:42

Dwie Polski

Napisane przez

Słabo poznanym i opisanym fenomenem polskiej historii jest fakt, że przez około 200 lat funkcjonowały dwie Polski: krajowa i emigracyjna. Od upadku powstania kościuszkowskiego, a szczególnie po likwidacji Księstwa Warszawskiego, Polska, jako formacja polityczna i kulturalna, rozpadła się na dwie części. Do dzisiaj, na potrzeby nauki o literaturze pisarzy romantycznych dzieli się na krajowych i emigracyjnych, z wyraźną przewagą po stronie tych drugich... Sztandarowy utwór Mickiewicza, "Dziady", dzieli się na pisaną pod zaborami część kowieńsko-wileńską i na tę pisaną w ówczesnym wolnym świecie.

Podobnie było w polityce. Jednostki aktywne na tej arenie działały zarówno w kraju, w ramach konspiracji bądź legalizmu, jak i na obczyźnie. Stan taki trwał do powstania II RP. Znamienny był tutaj okres I wojny światowej, gdy ośrodki działające na rzecz niepodległości istniały w kraju i za granicą, co w pewnym momencie groziło swoistą dwuwładzą. Stan taki okazał się jednak zbawienny. Reprezentacje polskich interesów istniały zarówno przy Entencie, jak i w obozie Państw Centralnych. Po 1918 roku "Polska krajowa" i "Polska emigracyjna" stopiły się w jedno. Wrzesień 1939 roku na nowo otworzył podział. W latach II wojny światowej, tak w kraju, jak i na obczyźnie, funkcjonowały ośrodki polityczne, formacje wojskowe, ukazywały się książki i pisma. Oczywiście, inne realia panowały w okupowanej Polsce, a inne w "polskim" Londynie. Były to jednak dwie strony tego samego medalu. Życie polityczne okupowanej Polski musiało się różnić od życia politycznego na emigracji. Tu tylko dwa znamienne przykłady: w okupowanej Polsce niekwestionowanym autorytetem cieszył się gen. Sikorski, który był odbierany jako realny i walczący symbol dążeń do odzyskania niepodległości. To o Sikorskim, a nie o emigracyjnym prezydencie Raczkiewiczu, śpiewano w leśnych oddziałach piosenki ("...im słoneczko wyżej, tym Sikorski bliżej...").
Na emigracji już nie było tak jednoznacznie. Wzajemne niesnaski między premierem i Wodzem Naczelnym w jednej osobie, gen. Sikorskim, a konstytucyjną głową państwa, prezydentem Raczkiewiczem, były w polskim Londynie na porządku dziennym. Mało znany jest fakt, że przybywającego do Londynu po klęsce Francji prezydenta na londyńskim dworcu witał w imieniu Brytyjczyków król Jerzy VI, a ze strony polskiego rządu... ambasador Raczyński, gdyż Sikorski nie uznał za stosowne przywitać na angielskiej ziemi swojego prezydenta. Podpisany przez Sikorskiego z Majskim układ polsko-sowiecki, który umożliwił tysiącom Polaków opuszczenie "nieludzkiej ziemi", spotkał się z chłodnym lub wręcz wrogim przyjęciem znaczących kręgów politycznych polskiej emigracji (prezydent odmówił jego podpisania). Powszechnie wiadomo, że Sikorski zginął w niewyjaśnionych okolicznościach w Gibraltarze. Co tam robił Wódz Naczelny? Wracał z podróży służbowej na Bliski Wschód. Jaki był cel podróży? Uśmierzenie niemal otwartego buntu w Polskiej Armii. Wtedy to, dla pozyskania sympatii piłsudczyków dominujących wśród kadry oficerskiej, Sikorski zezwolił pierwszy raz na odegranie "Pierwszej Brygady", oficjalnie do tej pory zakazanej...
O ile śmierć Sikorskiego wywołała powszechną żałobę czy wręcz rozpacz w Polsce, o tyle w Londynie, wśród elit politycznych nie zanotowano przypadków nadmiernego żalu...
W warunkach okupowanego kraju spory i waśnie emigrantów były czymś mało znanym i żenującym. Pod wieloma względami podobna sytuacja powtórzy się zaraz po wojnie. W Polsce, przechodzącej spod jednej okupacji pod drugą, symbolem nadziei był jeszcze niedawny premier emigracyjny Stanisław Mikołajczyk. To w nim skupiły się wszystkie nadzieje przerażonych instalowaniem sowieckiego ustroju w Polsce. To w kraju rozentuzjazmowany tłum niósł na ramionach samochód wiozący Mikołajczyka. To na jego widok wielotysięczny tłum urządził na stojąco owację na meczu... (Tyrmand!!!) Wśród pozostałych po zakończeniu wojny na Zachodzie emigrantów Mikołajczyk nie cieszył się nawet częścią takiej estymy. To tam dorobił się obraźliwego w intencji epitetu "kawalera jałtańskiego". Znaczna część polskich środowisk emigracyjnych zarzuciła wprost Mikołajczykowi zdradę, wręcz kolaborację z Rosją, traktowaną tam jako drugi okupant kraju. Taka ocena prezesa PSL nie była pozbawiona podstaw. Wejście Mikołajczyka do rządu składającego się z sowieckich marionetek było swoistym listkiem figowym ukrywającym prawdziwe intencje Stalina wobec Polski. Dla Wielkiej Brytanii i USA krok ten był wygodnym pretekstem do cofnięcia uznania rządu emigracyjnego. Być może jest to zbyt surowa ocena Mikołajczyka. Niewątpliwie, jego udział w zdominowanym przez sowiecką agenturę rządzie był pomostem, po którym PRL wkroczyła na salony legalności i międzynarodowego uznania. Dramatyczna ucieczka Mikołajczyka nie poprawiła jego notowań na emigracji. Tym razem zarzucono mu tchórzostwo i... zdradę współpracowników.
Tu mała dygresja. Los Mikołajczyka przypomina mi los Rydza-Śmigłego. Jeden i drugi, gdyby zostali w kraju i zginęli w katowniach lub na polu walki, po śmierci otoczyłaby ich tak miła Polakom legenda męczenników, a tak uniknęli śmierci i legendy za cenę oskarżenia o tchórzostwo...
Po ucieczce z kraju Mikołajczyk został uznany na polskich, politycznych salonach Londynu za persona non grata i do końca życia działał w USA. W Polsce kult Mikołajczyka, chociaż nie tak silny jak Sikorskiego, przetrwał, czego ostatnim przejawem było sprowadzenie jego prochów do kraju i nadanie temu państwowego, oficjalnego charakteru... Cokolwiek by jednak powiedzieć o Mikołajczyku, był to ostatni pomost łączący Polskę w Polsce z Polską na emigracji... Podobno po wojnie były sugestie, aby Polakom pozostałym na emigracji przyznać jakiś skrawek brytyjskich kolonii w Afryce, aby tam mogli zbudować wolne państwo w oparciu o istniejące struktury polityczne i demobilizowaną armię. Taki polski Tajwan...

(?)
Jerzy Burliński
Wyświetlony 6338 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.