sobota, 13 listopad 2010 13:16

Ucieczka na wyspy szczęśliwe

Napisane przez

Był rok 1991. Na dywanie leżała przede mną rozpostarta mapa Europy. Od tego rytuału rozpoczynałem mój nowy magiczny obrządek planowania wakacyjnych wędrówek. Jako szczęśliwy posiadacz paszportu, mogłem wreszcie puścić szeroko wodze podróżniczej fantazji. Moi znajomi gremialnie ruszyli na Zachód, chcąc jak najszybciej nadrobić wieloletni stracony czas, zamknięty do niedawna w przestrzeni między Bałtykiem a Tatrami. Przez chwilę również miałem na to ochotę, ale jakaś wrodzona przekora powstrzymała mnie i kazała spojrzeć w innym kierunku.

 

Na oglądanie stygnącego kremlowskiego wulkanu, który wraz z utratą temperatury zaczynał w oczach blednąć, nie miałem ochoty. Rok wcześniej odwiedziłem zanurzone w polskiej literaturze romantycznej XIX wieku Wilno. Siermiężna sowiecka rzeczywistość odcisnęła silne piętno na tym mieście. Jesienna, deszczowa i przenikliwie chłodna aura, odarła je niemal doszczętnie z tak często przywoływanego jego kolorytu. A tym, co najbardziej dobijało, była wszechogarniająca ruszczyzna. Wilno nie było już polskim zatrzymanym w kadrze nostalgicznym obrazkiem, nie było również litewskim uroczym kameralnym Kownem, było rosyjskim, rozmemłanym, rozpitym kresowym miasteczkiem, o którego przeszłej świetności świadczyły jak wyrzut sumienia niezliczone kościelne wieże i piękne kamienice, których pozbawiono dziejowej patyny, zastępując liszajem zacieków, odrapanych tynków, śmierdzących zaułków, wszędzie walających się śmieci.
Uciekłem stamtąd ku północy. Jakoś intuicyjnie czując, że trzymając się linii brzegowej Bałtyku, dotrę do swych szczęśliwych wysp. Zbliżała się noc św. Jana, a im dalej parłem na północ, tym bardziej noc stawała się dniem. Powietrze silnie pachniało morską bryzą, a pora roku miała coś w sobie z wyjątkowo intensywnej wiosennej feerii zapachów i barw oraz zapowiedzi upalnego leniwego lata. To uczucie, już od ponad dziesięciu lat towarzyszy mi, gdy rokrocznie rozstawiam namiot na nadmorskich estońskich plażach.
Wybór dogodnego miejsca, gdzie można niezauważonym przez nikogo spędzać leniwe błogie chwile, stanowi w warunkach estońskich nie lada problem. Po prostu oferta jest zbyt wielka. Linia brzegowa jest jedną z najbardziej urozmaiconych w Europie. Liczba tysiąca wysp może budzić podziw najbardziej wyspiarskich państw. A na wszystkich, którzy poczuliby się zbyt odizolowani od wielkiego świata, w czasie letniej kanikuły czeka bogata oferta, tak gastronomiczna, jak i towarzyska. Choć Estonia jest najmniejszym z państw bałtyckich, to z pewnością warto ją odwiedzać po wielokroć. Najpiękniej prezentuje się jednak latem w okresie białych nocy oraz mroźną zimą.
Letnia Estonia, to oczywiście wyspy. Można się na nie dostać niemal z każdego większego miasta Estonii. Najdogodniejsza jest jednak jazda rejsowym autobusem ze stolicy ? Tallina. Niemal co godzinę wygodne autokary suną na zachód, ku morzu. Pierwszy etap wyprawy przez morze odbywa się przeprawą promową. Współczesne estońskie promy to nowoczesne jednostki morskie rodem z sąsiedniej Skandynawii, które zastąpiły stare, wysłużone sowieckie promy. Kilkudziesięciominutowa podróż przez cieśninę oddzielającą kontynent od pierwszej wyspy to w zasadzie czas, który podróżni wykorzystują na oglądanie z najwyższych pokładów statku bałtyckiej panoramy lub degustowanie w pływającym barze słynnych mocnych estońskich likierów. Moi współpasażerowie to mieszanina różnych narodowości. Oprócz jadących na letni urlop całych estońskich rodzin bardzo licznie reprezentowani są sąsiedzi z drugiego brzegu Zatoki Fińskiej. Niech tylko szczęśliwie dopłyną do brzegu wyspy, osiądą gdzieś w strategicznej odległości od długo czynnego baru. I tam niczym ćmy barowe, cały wolny letni czas przesiedzą lub przeleżą, nie czyniąc nikomu jakiejkolwiek krzywdy, zatapiając się w myślach zanurzonych w pełnym szkle.
Dopływamy do pierwszego wyspiarskiego brzegu. W międzyczasie nad statkiem przetoczyła się gwałtowna burza rozświetlana błyskawicami. Ale jak to często się tutaj dzieje, szybko ponownie nad głowami podróżnych zaczyna prażyć niemiłosierne północne słońce. Droga rychło wysycha, a sponad morskiego nadbrzeżnego sitowia unoszą się majestatycznie mgły. Autokar sunie przez gęstą tajgę, mijając co jakiś czas zagubione osady. Na drugim krańcu wyspy, tuż przy głównej szosie, po lewej jej stronie stoi wiatrak. Trafiłem do niego na początku lat 90., po przeczytaniu w sowieckim periodyku "Sputnik" wywiadu z pierwszym prywatnym właścicielem młyna, symbolizującym Piemont estońskiej drogi do kapitalizmu.
Rosły niebieskooki blondyn siedział przed swoim wiatrakiem, sprzedając pierwszym od pięćdziesięciu lat zachodnim turystom tycie woreczki świeżo zmielonej mąki, sygnowane własnym imieniem. Sprawnie przeliczał raz po raz niemieckie lub fińskie marki na estońskie korony. Jego płynność ruchów w trakcie wymieniania, przeliczania czy wydawania reszty wskazywała, że sztukę buchalterii opanował zaskakująco szybko. Mijał trzeci dzień, jak Estonia miała po z górą pół wieku własną walutę, a młynarz jak doświadczony bankier brawurowo dokonywał tych wielowalutowych przelewów z jednej do drugiej kieszeni. Ja jednak nie miałem zamiaru należeć do tego wielce nobilitowanego podróżniczego zachodniego klubu. Dzierżąc w dłoni numer "Sputnika", jak swego rodzaju paszport-przepustkę do strefy bezdewizowej, przedarłem się przed oblicze wyspiarskiego biznesmena. Glejt zadziałał, otwierając przede mną szeroko podwoje estońskiej gościnności. Wówczas to nauczyłem się, pierwszych słów po estońsku.
Zanosiło się, że wzajemnie serwowanym, wznoszonym i opijanym grzecznościowym toastom nie będzie końca. Mając jednak na względzie dobro młynarza oraz jego młody kapitalistyczny mączny biznes, zdecydowałem się kontynuować moją podróż. Wylewnie żegnany oraz obdarowany słoikiem miodu, opuściłem tak niespodziewanie przyjazną wyspę Muhu.

(...)
Paweł Ładykowski
Wyświetlony 7352 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.