sobota, 13 listopad 2010 13:24

Lojalni i wykwalifikowani

Napisane przez

Nudzi mnie już to powszechne kwękanie na rosnące bezrobocie. Kiedy wzrosło z 9 do 11 procent, to prasa trąbiła o powszechnym kryzysie w gospodarce. Kiedy podskoczyło o kolejne 2%, wydawało się, że już nic gorszego nas nie może spotkać. A tu, proszę - już jest prawie 19% i nic nie wskazuje, by miało maleć.

Liberalna prasa do znudzenia powtarza, ze trzeba obniżyć obciążenia podatkowe. Wtóruje jej już od dawna centrowa "Rzeczpospolita", a powoli i lewicowe gazety zaczynają przebąkiwać o nadmiernym fiskalizmie państwa. Kolejny minister finansów zdaje się dojrzewać do uliniowienia podatku dochodowego. Tylko patrzeć, jak i "radiomaryjni" przestaną bić w bęben antyliberalizmu (gospodarczego)... Ale czytelnika "Opcji na Prawo" nie ma potrzeby przekonywać do niskich podatków. To sprawa oczywista.
Co jednak się stanie, gdy już podatki zostaną obniżone? Kiedy już upadnie socjalistyczny i bezbożny rząd Leszka Millera i nie będziemy mieli powtórki z socjalistycznego i pobożnego rządu AWS-u? Czy dzisiejsi bezrobotni zostaną gremialnie przyjęci do pracy, gdy tylko podatek VAT zostanie obniżony do 12%, a roczny dochód wolny od opodatkowania podwyższony do 36000 złotych? Śmiem wątpić.
Obecne bezrobocie nie jest wynikiem jedynie wysokich podatków. Ma ono pewien aspekt pomijany chyba wstydliwie przez większość analityków. A są nim po prostu niskie kwalifikacje i brak motywacji osób poszukujących pracy, często połączone z nieumiejętnością jej poszukiwania i prezentacji samego siebie. Jest to zjawisko masowe. Szczególnie niepokojąca jest jego powszechność wśród młodszych kandydatów (20-30 lat).
Tak się składa, że przez moje ręce w ciągu kilku lat przechodziły i przechodzą dziesiątki, jeśli nie setki, reakcji na ogłoszenia w rubryce "Praca". Poniższe uwagi dotyczą doświadczeń z Lubelszczyzny ? regionu o bardzo wysokim bezrobociu i zdecydowanie uboższym od pozostałych województw. Ogłoszenia, na które reakcje analizuję, są nieco różne, ale generalnie sprowadzają się do schematu:

sprzedawca-handlowiec (ref.: SH-5)
Oferujemy:
1. dobrze zorganizowaną pracę biurową (8.30-17.00 z półgodzinną przerwą na lunch),
2. znakomicie wyposażone stanowisko pracy (komputer z Windows 98 w sieci, e-mail, telefon, fax, wygodne i funkcjonalne meble, naprawdę czysta toaleta),
3. współpracę z miłym i zaangażowanym zespołem (w przerwie opowiadamy kawały),
4. czyste powietrze (nie palimy),
5. przyzwoite wynagrodzenie (naturalnie, że do negocjacji ? ale naprawdę przyzwoite) i do tego wzrastające nawet w dobie kryzysu,
6. krótszy tydzień pracy, niż przewiduje to nieudolnie modyfikowany właśnie Kodeks Pracy,
7. różne dodatkowe drobiazgi powodujące, że praca staje się prawdziwą pasją,
8. nierutynową pracę pełną trudnych zagadek z dziedziny handlu międzynarodowego.
Wymagania:
konieczne: sprawne posługiwanie się komputerem (Windows 98, Office), dobra znajomość języka rosyjskiego i niezła angielskiego lub niemieckiego, komunikatywność, dokładność, punktualność, zacięcie handlowe, optymizm i entuzjazm pożądane: znajomość innych języków wschodnioeuropejskich, znajomość podstawowych pojęć handlu międzynarodowego, spostrzegawczość, wiek do 35 lat
plusem jest: matematyczno-fizyczne lub ekonomiczne wykształcenie, zainteresowania typu cross-cultural, zainteresowanie językami obcymi, odróżnianie hurtu od detalu .
Prosimy o skierowanie do nas do dnia <...> listu/faxu/e-maila z wyjaśnieniem, dlaczego chciałby Pan / chciałaby Pani z nami pracować, oraz życiorysem. Typowe listy motywacyjne skopiowane z poradników ? wyrzucamy do kosza.
Najefektywniejsze są listy pisane ręcznie. Na każdy sensowny list ? odpowiadamy.

[adres pocztowy, faks, adres e-mail, adres strony www]

Na takie ogłoszenie umieszczone w poniedziałkowym dodatku do "Gazety Wyborczej" ? "praca" spływa w ciągu dwóch tygodni do 30 reakcji. Tak, to nie błąd drukarski: trzydziestu. Nie: trzystu! Trzydziestu. Standardowa reakcja składa się z życiorysu (zwanego nowocześnie: CV) oraz tzw. listu motywacyjnego. Ok. 20% zgłoszeń przychodzi pocztą elektroniczną. Niewiele ? faksem. Gruba większość ? pocztą konwencjonalną.
Połowa zgłoszeń e-mailem wysyłana jest z adresów, na które odpowiedź nie trafia do adresata. Są to prawdopodobnie znajomi, którzy przypadkowo udostępnili swój adres koleżance czy koledze. 80% kopert przychodzących pocztą nie ma adresu zwrotnego. (Gdybyśmy byli w USA, cenzura na poczcie zatrzymałaby pewnie takie listy z podejrzeniem o bakterie wąglika. Ale jesteśmy w Polsce, gdzie pisanie anonimów cieszy się wyjątkowo dużą popularnością). Kilka listów zawsze dochodzi pocztą poleconą. Wnioskuję z tego, że nadawca wierzy, że listy zwykłe nie dochodzą, a polecone ? owszem. Ten powszechny zabobon świadczy jednak także i dobrze o kandydacie: pragnie on na pewno, by jego list dotarł we właściwe ręce. Z samego zewnętrznego oglądu koperty wypływa smutny wniosek: kandydaci w większości nie wiedzą, jak działa poczta. Potwierdzają to późniejsze rozmowy z niektórymi z nich: nie potrafią wyjaśnić, do czego służy kod pocztowy ani co się dzieje z listem bez adresu zwrotnego, którego nie można doręczyć. Czy nie skończyli szkoły podstawowej..? W nadesłanych kopertach z reguły znajdują się dwie zadrukowane kartki papieru: curriculum vitae i list motywacyjny. Życiorys w większości przypadków pisany jest "od tyłu". Każdy z jego fragmentów (nauka, doświadczenie zawodowe) pieczołowicie jest przez kandydata odwrócony. Powoduje to zawsze wydłużenie czasu czytania (oczy skaczą w tę i z powrotem) i dodatkowe zmęczenie weryfikującego. Takie odwracanie osi czasu ma sens jedynie wtedy, gdy zupełnie nieistotne są sprawy odległe w czasie, a potencjalnego pracodawcę powinny zainteresować jedynie ostatnie wydarzenia z życia kandydata. Ale część poradników o pisaniu dobrego curriculum vitae zaleca takie udziwnienie, więc mniej myślący kandydaci przyjmują tę wskazówkę bezkrytycznie.
Żelaznymi punktami każdego życiorysu są: znajomość języków oraz zainteresowania. Ze znajomością języków jest tragicznie. Przeciętny kandydat na stanowisko, gdzie co najmniej język rosyjski jest konieczny, po rosyjsku potrafi poprawnie sformułować jedynie proste zdania. Bierna znajomość jest lepsza, ale w wielu przypadkach pochodzi raczej z kontaktów przygranicznych z Ukraińcami niż ze szkolnych lekcji rosyjskiego. "Angielski: dobrze; rosyjski ? w stopniu komunikatywnym" ? taki fragment CV oznacza przeważnie, że po angielsku kandydat dobrze rozumie "I love you" i "The end" (prawdopodobnie miał ocenę "dobrą" w szkole średniej), a łamanym rosyjskim spokojnie dogada się z handlującym na bazarze Ukraińcem. Próba przejścia ? w czasie rozmowy z kandydatem ? na jeden ze wskazanych przez niego języków kończy się w 90% mętną odpowiedzią po polsku, że brak praktyki utrudnia płynniejszą wypowiedź. W szczególności widoczny jest strach przed mówieniem w języku innym niż polski. Tego strachu nie potrafiła przełamać szkoła średnia i w większości przypadków wyższa uczelnia.
Zadziwiająca liczba kandydatów w punkcie zainteresowania wpisuje: psychologia. Jest to oczywiście bzdura wyczytana w którymś z poradników. Wskazanie zainteresowania psychologią rzekomo wywołuje u pracodawcy pozytywną refleksję o powadze i głębokiej osobowości kandydata. Żadna z zapytanych osób nie potrafiła wymienić żadnego znanego psychologa ani nawet nie znała popularnego czasopisma „Charaktery”. W ogóle większość zainteresowań wypisywana jest z poradników. Ci, którzy piszą: dobra literatura, nie potrafią podać tytułu ostatnio przeczytanej książki, a ci od malarstwa nie wiedzą, jakie obrazy im się podobają.
W przeciwieństwie do curriculum vitae, które jednak jeszcze zawiera pewne informacje, bo przecież jest jakimś odbiciem historii kandydata, zupełna beznadzieja wyziera z listów motywacyjnych. Większość z nich nie nadaje się w ogóle do czytania, bowiem zawiera w 90% tekstu frazesy skopiowane z banalnych wzorców. Wiele listów jest tak bezmyślnie skonstruowanych, że nie sposób oprzeć się wrażeniu, że autorzy chcieli jedynie spełnić warunek dostarczenia potencjalnemu pracodawcy papieru z nagłówkiem "List motywacyjny". Po prostu: jedna sztuka życiorysu i jedna sztuka listu motywacyjnego. O ile życiorys jest w pewnym stopniu formularzem, to załączony do niego list powinien być przynajmniej w jakiejś mierze indywidualny. A przede wszystkim wyjaśniać motywację kandydata. Oczywiście, motywację finansową mamy wszyscy ? o tym nie warto pisać. Ale ? do licha ? pracodawca szuka człowieka naprawdę zaangażowanego i energicznego! Ale napisanie o sobie: "jestem energiczny" nie wystarcza. Już lepiej napisać: "założyłem się, że w ciągu pół godziny poderwę dziewczynę na dyskotece i wygrałem dwa piwa"!
Generalnie z listów motywacyjnych wynika demotywacja i sztampa. Do rzadkości należą teksty pisane samodzielnie. W wielu przypadkach całe fragmenty listów powtarzają się tak, jakby wszyscy kandydaci się znali i wspólnie je pisali. Jak przebiega dalsza weryfikacja kandydatów do pracy? Po przejrzeniu ok. 30 zgłoszeń zapraszam do pięciu osób na 20-minutową rozmowę wstępną. Pozostali otrzymują list z podziękowaniem za reakcję na ogłoszenie i życzeniem sukcesu w znalezieniu pracy. Te rozmowy z najlepszymi są często serią rozczarowań i potwierdzeniem, że polskie szkoły nie przygotowują młodzieży do samodzielnego funkcjonowania w społeczeństwie. Pomijając przypadki ekstremalne (kandydat po studiach rolniczych nie umie na kalkulatorze wyliczyć nowej ceny artykułu po obniżce o 5%), podkreślić należy, że przede wszystkim kandydaci nie widzą innej niż finansowa motywacji do pracy. W większości nie są ciekawi świata, nie chcą się ? wbrew zapewnieniom ? uczyć, nie widzą innego niż zarobkowy związku swojego życia z pracą. Te 20-minutowe rozmowy nie są prawie nigdy sprawdzeniem technicznych kwalifikacji kandydata. Weryfikację "techniczną" przeprowadzam dopiero podczas ewentualnej drugiej rozmowy. Pierwsze spotkanie ma dać odpowiedź na pytanie: czy kandydat chce i lubi pracować? W większości przypadków odpowiedź jest negatywna. Kandydat jedynie musi pracować. Ale w żadnym wypadku nie lubi ani chce. Wystarczy zapytać: co by Pan (Pani) zrobił(a) z wygranym w TOTO-LOTKA milionem złotych? Nie zdarzyło mi się, by ktoś odpowiedział np. że założy nie przynoszący dochodu (ale też nie deficytowy) sklep z porcelaną, bo kocha pracę z porcelaną. Przeważają odpowiedzi typowo konsumpcyjne: kupię mieszkanie, samochód, oddam część rodzicom, będę podróżował.
Z rozmowy z żadnym kandydatem nie wynikało, że szuka on takiej pracy, która będzie dla niego drugim domem i której nie chciałby porzucić nawet, gdy wygra milion w TOTO-LOTKA. W świadomości moich rozmówców praca jest nieprzyjemną koniecznością i nie może dostarczać innej satysfakcji, niż finansowa.


(...)

Paweł Falicki
Wyświetlony 5648 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.