wtorek, 07 grudzień 2010 00:08

Ekologiczny Disneyland

Napisane przez

Modny stał się tzw. powrót do natury. Objawia się w różny sposób i z różnym natężeniem. Niektórzy decydują się na ucieczkę przed cywilizacją, innym wystarczą naturalne kosmetyki czy ekologiczne barwy stroju. Jednak w świadomości pojawiła się nowa kategoria myślowa. Istniejące do niedawna kategorie prawdy, dobra i piękna ustępują powoli miejsca "naturalności" lub "ekologiczności". Przymiotnikiem "ekologiczny" czy "naturalny" określa się dziś niemal wszystko. Wśród elementów tego niezmiernie pojemnego zbioru znalazł się dziś także poród.

"Ekologia" pochodzi od greckiego słowa oikoz, czyli dom. Dom, to miejsce zbudowane i uporządkowane rękami człowieka. Jego ściany skutecznie oddzielają nas od tego, co na zewnątrz, zapewniają poczucie bezpieczeństwa. Sens domu ujawnia się w zestawieniu z wrogością świata zewnętrznego. A cóż takiego czai się poza granicami domostwa? Otóż właśnie natura. Wbrew temu, co twierdzą ekolodzy, natura nie może być naszym domem. Jest wręcz jego przeciwieństwem. Czym więc jest owa natura, do której mielibyśmy powrócić?
Ekologowie bardzo chętnie odwołują się do kultur plemiennych. To one, według nich, zachowały bliski kontakt z przyrodą i całym otaczającym je światem. Tymczasem badania etnograficzne pokazują, że tzw. dzicy są, nawet może bardziej od nas, uwikłani w kulturę. Na przykład tatuaże na twarzach indiańskich kobiet stanowiły swoistą mapę wskazującą drogę od natury do człowieczeństwa. Podobnie, jak w naszej kulturze kosmetyki, miały za zadanie przekształcić niedoskonałą naturę w lepszy, bo kulturowy byt.
Nostalgia ta dotyczy często nie tylko przestrzeni (odległe plemiona, dalekie kraje), ale także czasu. Otóż w nieokreślonej, odległej przeszłości ? według ekologów ? żyliśmy w zgodzie z naturą. Pogląd ten pomija jednak pewne istotne fakty. Pierwsi ludzie to przecież łowcy. Dopiero rewolucja neolityczna (w Europie VII-VI tysiąclecie przed Chrystusem) sprawiła, że człowiek mógł przestać zabijać. Aby żyć, nauczył się hodować zwierzęta i uprawiać ziemię. Popularny wśród ekologów wegetarianizm nie ma więc nic wspólnego z jakąś historyczną przeszłością naszej kultury. Raczej z jej przeszłością zmityzowaną. Cóż by z nas pozostało, gdyby odebrać nam "wychowanie i przyzwyczajenia" Gdyby odrzeć nas z kultury, pozostałoby zwierzę ? bezbronna naga małpa nieprzystosowana do życia w przyrodzie. Czy za tym stanem tęsknią ekolodzy? Historia ludzkości zaczyna się wraz z powstaniem kultury.
Kulturowy trend powrotu do natury stanowi reakcję na przytłaczającą nas coraz bardziej cywilizację. Czas sprzed telefonów komórkowych, komputerów, samochodów stał się czasem mitycznego raju. Natura, pojmowana jako raj, to świat idealny, nowo stworzony, nieskalany; świat nieśmiertelny. Życie zwierząt futerkowych dziś staje się przedmiotem troski, niemalże najwyższym dobrem, podczas gdy te same środowiska walczą o legalizację aborcji czy eutanazji. Takich paradoksów jest wiele.
Zwolennicy medycznego postępu ogłaszają tryumf nad porodowym bólem ? odwieczną zmorą kobiet, gdy tymczasem ich przeciwnicy na nowo odkrywają sens tych doznań, poszukując idealnego wzorca wśród egzotycznych plemion. Jakkolwiek w różny sposób, współczesne alternatywne położnictwo jest silnie związane z nurtem powrotu do natury. Natura jest tu, oczywiście, rozumiana różnie i, podobnie jak w ekologii, związana jest z nostalgią za dobrym dzikim.

Jest w obrębie ekologicznego położnictwa nurt nieco inny, związany przede wszystkim ze środowiskiem katolickim. Jego przedstawicielem jest m.in. prof. Włodzimierz Fijałkowski położnik i myśliciel zarazem, członek Papieskiej Akademii Życia. W jego książkach pojawiają się określenia "ekologiczny poród", "ekologiczne karmienie" (chodzi o karmienie piersią). Ludzkie ciało traktowane jest jako ekologiczna nisza, której nie należy w żaden sposób naruszać, by zachowana została równowaga. Jest to szczególnie istotne nie tylko podczas porodu. Łono matki ? pisze prof. Fijałkowski ? z rozwijającą się w jego wnętrzu nową istotą ludzką jest ekologiczną niszą, niesłychanie wrażliwą na różnego rodzaju ingerencje zakłócające naturalny przebieg porodu. Aborcja, antykoncepcja i eutanazja są agresją wobec ludzkiego ciała i życia, naruszeniem ich integralności. Ekologia to, według Fijałkowskiego, respekt, szacunek do człowieka jako całości, od jego poczęcia do śmierci. Jest to także ogromna pokora wobec tajemnicy stworzenia, której rąbka uchyla przed nami Bóg, gdy poczyna się i rodzi dziecko. Realizacja w życiu Bożego planu jest równoznaczna z bliskością naturze. Prócz odniesienia do Boga, Fijałkowski, podobnie jak wszyscy rzecznicy powrotu do natury, przeciwstawia naszą techniczną i racjonalną cywilizację tej, odległej w czasie lub przestrzeni, która żyła z naturą w pełnej harmonii.
Wśród popularyzatorów idei porodu naturalnego przeważa jednak nieco inne rozumienie natury i ekologii. Sheila Kitzinger w książce Rodzić w domu pisze o uczestnictwie starszych dzieci w porodzie: Dzieci w całkiem naturalny (podkreślenie moje) sposób wchodzą do pokoju matki, kiedy ona rodzi (...). Kiedy przeprowadzałam wywiady z tradycyjnymi położnymi i szamankami wśród Zulusów, dowiedziałam się, że dzieci są tam świadkami narodzin i że stanowi to część ich wykształcenia. Mówienie o porodzie naturalnym, w przypadku tej autorki, jest pewną niekonsekwencją. Jako antropolog społeczny Kitzinger prowadziła badania dotyczące macierzyństwa wśród różnych kultur. Sama powiedziała: Mówiliśmy o "porodzie naturalnym", ale w istocie narodziny człowieka to część kultury.
Ciekawe, że mówi się o kulturach, nieustannie poszukując naturalności. Uciekanie się, w poszukiwaniu utraconej naturalności, do odległych kultur, tak dziś popularne, jest specyficznym wyrazem ojkofobii. Otóż wszystko, co "nasze": cywilizacja, zwyczaje itd., przegrywa z tym, co obce, odległe w czasie i przestrzeni. Nie chodzi tu o żadne konkrety. Rzecz w tym, że kieruje się zainteresowania ku temu, co w jakiś sposób odległe, jednocześnie odrzucając wszystko, co kojarzy się z cywilizacją. To ona ma być odpowiedzialna za całe zło odłączenia od natury. Niechęć do tego, co "nasze" sprawia, że odrzucane są też rodzime tradycyjne zwyczaje.

(?)
Joanna Sarnecka-Drużycka
Wyświetlony 7353 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.