wtorek, 07 grudzień 2010 00:54

Pałą w świńską górkę

Napisane przez

Nie chcą nikomu utrudniać życia, chcą tylko zwrócić uwagę władz na sektor rolnictwa. Blokują drogi lub chodzą po pasach dla pieszych, co jakiś czas przepuszczają oczekujące samochody. Nie dają się sprowokować, przestrzegają porządku. Są zorganizowani. Protestują w ten sposób, bo nie mają innych możliwości artykułowania swoich problemów. Polscy rolnicy - podatnicy i obywatele, nie mają dość skutecznego lobby. Państwo nie zapewnia im opłacalności produkcji*), nie ułatwia eksportu. Właśnie wiceminister gospodarki Jacek Piechota podpisał zgodę na bezcłowy kontyngent z UE - 900 tys. ton zboża, 37 tys. ton wieprzowiny.

Od początku lutego wystają na drogach ? na mrozie, w śniegu, w deszczu. Codziennie kilkadziesiąt blokad w kraju. Brutalnie przepędzani przez policję ? wracają. Z siniakami od uderzeń pałą, z grypą, której nabawili się, polewani armatkami wodnymi. Mają już dość niespełnionych obietnic przedwyborczych, dość oszukiwania przy skupie. Chcą mieć jakieś perspektywy życiowe dla siebie i swoich dzieci. Nie ustępują. Przychodzi ich coraz więcej. Przychodzą także pracownicy zakładów przetwórstwa rolnego ? zagrożeni bezrobociem. Rodzi się solidarność branżowa.
Rolnicy dolnośląscy przywieźli pod siedzibę wojewody we Wrocławiu żywą świnię. Zaopatrzono ją w wizytówkę ? "Jestem świnia honorowa, nie rządowa". Zwierzę zostało poturbowane przez ochroniarzy, ale rolnicy zdołali wręczyć petycję wojewodzie. Niemniej reakcji władz nie widać. Media też nie relacjonują protestów. Sporadycznie mignie utarczka rolników z policjantami, jakiś kierowca narzekający na korek. Dominuje tradycyjne PRL-owskie, antychłopskie nastawienie.
Poseł Witold Tomczak apeluje do marszałka Sejmu M. Borowskiego ? "Rząd lekceważy wołanie o chleb, nie podejmuje dialogu z protestującymi, którzy nie godzą się na degradację naszego rolnictwa i bytu swoich rodzin. Polscy rolnicy nie chcą blokować dróg ani utrudniać życia współobywatelom, pragną spokojnie żyć i pracować na swojej ziemi".

Nie opłaca się
Im bardziej rząd popycha nas do UE, tym gorzej nam się żyje ? mówią rolnicy na blokadach. I podają przykłady. W latach 80. plantatorzy zbierali rocznie 94 tys. ton tytoniu, co dawało utrzymanie 180 tys. plantatorów i ich rodzinom. Teraz 16 tys. plantatorów zbiera rocznie 30 tys. ton, co pozwala utrzymać się 80 tys. osób. Jeszcze osiem lat temu pracowało w kraju ponad 900 gorzelni. Zostało ok. 300. Ich produkcja ? ok. 130 mln litrów spirytusu ? jest dwukrotnie mniejsza, niż w połowie lat 90. Inaczej z mięsem wieprzowym. Kilogram w skupie kosztuje nierzadko 2,2 zł. To nawet nie pokrywa kosztów produkcji. A gdzie nakłady pracy, o zysku nie wspominając? W ostatnim roku ceny spadły o połowę. I jak tu wyjść na swoje? Tymczasem więcej wieprzowiny importuje się (52 tys. ton), niż eksportuje (40 tys. ton). Szacuje się, że świńska górka urosła już do 150-200 tys. ton. Winą za to Jarosław Kalinowski (PSL) obarczył chłopów ? bo nie zmniejszyli produkcji. Jednak spożycie mięsa spada, bo społeczeństwo ubożeje. A na rynkach światowych też nadprodukcja.
W końcu rząd zdecydował się na interwencyjny skup 150 tys. ton wieprzowiny. Za późno i po zbyt niskiej cenie. Prof. Jan Małkowski z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej szacuje, że biorąc pod uwagę cenę interwencyjną 3,2 zł/kg, cena rynkowa ukształtuje się na poziomie 3 zł/kg. Tymczasem rolnicy domagają się przynajmniej 3,5 zł/kg.

Nie tylko mięso
Sprowadzanie rolniczych protestów do cen żywca ? jak chcą tego rządzący, bądź do kłopotów TIR-owców ? jak wmawiają to państwowe media ? to cyniczne uproszczenia. Związkowcy z wielkopolskiej "Solidarności" RI mówią nie tylko o konieczności zapewnienia opłacalności produkcji rolnej. Wskazują, że niekompetencja ekipy Millera może sprowokować wybuch społeczny. Domagają się rzetelnej informacji ? płacą przecież abonament na media publiczne. Chcą przedstawienia bilansu kosztów i zysków ewentualnego wejścia do UE. Żądają udostępnienia czasu antenowego dla tych, którzy broniąc polskiej ziemi i niepodległości, sprzeciwiają się wejściu do UE.
Rolników, protestujących w całym kraju interesuje nie tylko ? jak to sugerują media ? żywiec czy mleko, ale kondycja polskiego rolnictwa, los kraju. Protestujący próżno oczekują na przedstawicieli władz. Łatwiej doczekać się policyjnej pały, niż ministra. Gdy do rolników, protestujących w okolicach Janowa Lubelskiego, przyjechał bp Edward Frankowski, przywitano go owacyjnie. Po modlitwie, duszpasterz powiedział, że nie można obwiniać protestujących, jeżeli nie mają innej możliwości wypowiadania się. Chcą przecież zwrócić uwagę na pauperyzację wsi. Czują się odpowiedzialni za dom, zwany Polską. Są przecież gospodarzami.
Protestują nie tylko rolnicy. W Wągrowcu zorganizowano marsz śmierci, w którym uczestniczyli mieszkańcy miasta. Manifestujący uformowali kondukt pogrzebowy. Na przedzie poczty sztandarowe, potem roztrząsarka obornika, na której znajdowała się trumna, symbolizująca śmierć polskiego rolnictwa.
Pochód przeszedł przez całe miasto na rynek, pod biuro poselskie Grażyny Pijanowskiej (SLD), która dotychczas nie interesowała się protestami. Wręczono jej petycję o ratowanie polskiego rolnictwa.

Pan Bóg kule nosi
Protesty rozpoczęły się 3 lutego w Wielkopolsce. To paradoksalne, bo podczas ostatnich wyborów głosowano tutaj na SLD. Z drugiej strony to zrozumiałe. Właśnie tutaj hoduje się jedną trzecią krajowych świń. Tutaj rolnicy są najlepiej zorganizowani, a skutki niewłaściwej prywatyzacji najbardziej widoczne (zagraniczni inwestorzy ograniczają produkcję). W ciągu miesiąca blokady (ponad 2 tys.) objęły cały kraj. Miały charakter spontaniczny. Inicjowali je rolnicy, wspomagani przez organizacje zawodowe i polityczne. Pogarszająca się sytuacja rolnictwa i ? w konsekwencji ? niższe dochody, wynikające z bliskiej perspektywy akcesji do UE, osiągnęły punkt krytyczny. Z wielości i różnorodności protestów nie wyłoniła się wszakże ogólnokrajowa reprezentacja. Niemniej oburzenie chłopskie narasta. Stąd manifestacja 4 marca w Warszawie, pielgrzymka do Częstochowy 9 marca. Jednak nowy minister rolnictwa Adam Tański zapowiada zachowanie spokoju społecznego, zamiast zapewnienia opłacalności produkcji rolnej.
Ustawa o związkach zawodowych daje rolnikom prawo wyboru form protestu. Po prostu zgłaszają manifestację lokalnym władzom. Policja wydaje się nieświadoma tych uregulowań prawnych, hojnie stosując tzw. przymus bezpośredni. Takie formy dialogu obywateli z władzą mają już pewne tradycje, choć nie mają nic wspólnego z cywilizowaną demokracją. Podobnie jak działania prokuratury, która z miejsca wszczęła dochodzenie w sprawie obrzucenia jajkami ministrów J. Kalinowskiego i M. Wagnera. Nic jednak nie słychać w sprawie brutalnych pacyfikacji policji, nawet w przypadku tragedii w Cieni II, gdzie rolnik stracił oko. Poszkodowany nie dostanie ? być może ? zadośćuczynienia, gdyż przepisy dopuszczają wykonywanie zawodu rolnika przez osobę pozbawioną oka. "Niestety, nie mamy wyspecjalizowanej obsługi prawnej, która mogłaby zająć się obroną pacyfikowanych rolników" ? mówi Roman Wierzbicki, szef NSZZ RI "S". ? "Oczekiwałem na pomoc ? także finansową ? ze strony 'Solidarności' pracowniczej. Na razie bez rezultatu".

 

(?)
Jerzy Pawlas
Wyświetlony 4065 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.