wtorek, 07 grudzień 2010 01:08

Nieznana Wileńszczyzna

Napisane przez

- Po co wy to chłopcy ciągle kupujecie? - kioskarka nie ukrywała obrzydzenia podając nam świeży numer wileńskiego Czerwonego Sztandaru. - A bo tam są czasem ciekawe rzeczy - odpowiadaliśmy i rozkładaliśmy gazetę, szukając czy tym razem dodatek młodzieżowy Zastępy Młodych zamieścił wreszcie na-sze adresy, jako chętnych do korespondencji z rówieśnikami, którzy zrządzeniem Jałty spędzali dzieciństwo w "mniej zabawnym baraku naszego obozu". - Są! Wydrukowali! Reakcja w domu niczym się nie różniła od tej z kiosku. Ojciec, choć urodzony w Wilnie, pukał się znacząco w czoło i pytał, czy już odrobiłem lekcje...

To było w Warszawie, w połowie lat osiemdziesiątych. I w tych czasach raczkującej pieriestrojki w każdym kiosku leżał Sztandar, z którego, czytając między wierszami, można było się dowiedzieć (a raczej domyślić), co się dzieje tam, po drugiej stronie. A potem, na początku kolejnej dekady pismo zmieniło tytuł na Kurier Wileński, teksty były pisane wprost, zdecydowanie, odważnie i tak po raz pierwszy od 1939 r. mieszkańcy Warszawy mogli usłyszeć wolny głos swoich rodaków z Wilna, poznać ich problemy i cieszyć się ich nadzieją.
Powoli jednak wileńska prasa zaczęła znikać z warszawskich kiosków i empików, tak że obecnie polskie słowo znad Wilii dociera jedynie do czytelników działu czasopism Biblioteki Narodowej, jakichś działaczy "towarzystw kresowych", mieszkańców przygranicznych miejscowości, do których docierają fale polskojęzycznych rozgłośni z Wilna i do grupki internautów, którzy nie zważając na zaporowy cennik Telekomunikacji Polskiej, wejdą od czasu do czasu np. na stronę tamtejszego radia www.znadwilii.lt. I tak paradoksalnie to nie Jałta, lecz powstanie III Rzeczypospolitej doprowadziło do zerwania kontaktów "Macierzy" z "północno-wschodnimi Kresami".
Dzisiaj, w przededniu akcesyjnych referendów o tym, co dzieje na Wileńszczyźnie nie za bardzo nad Wisłą wiadomo. Jakieś wybory, koalicje, pisownie polskich nazwisk, premiera Pana Tadeusza, kaziuki, wielkanocne palmy sprzedawane pod warszawską Resursą ? to wszystko. I niejednokrotnie Polaków mieszkających na Litwie traktuje się jako swego rodzaju "braci mniejszych", którym przesyła się paczki żywnościowe na święta, dzieciom spod Solecznik ociekające tanim patriotyzmem książki, zeszyty, ołówki, ubrania. A te prezenty podlewane są dodatkowo słodko-mdłym sosem nostalgii. Dla Polaków ? mieszkańców Warszawy czy Krakowa Wileńszczyzna jest jeno imaginacją, Atlantydą, bajką. I dlatego wielką niespodziankę sprawiła mi wieść, że w 2000 r. ukazał się w Wilnie "pierwszy zine na Litwie", pierwszy zine, a do tego w języku polskim o wymownym, jakże anarchistycznym tytule Chaos, czyli ? "subiektywne pismo młodych autorów". I choć zarówno szata graficzna, jak i treść niewiele go różniła od rodzimych wydawnictw tego typu, to jednak kilka drobnych szczegółów wskazywało na to, że nie było to typowe pismo anarchistyczne, bowiem pierwszy raz miałem w ręku zina, w którym składano życzenia z okazji 3 Maja czy dziękowano konsulowi Rzeczypospolitej za finansowe wsparcie pisma (czym naraził się podobno pan konsul miejscowej elicie polskiej). Po dwóch latach, w ukazał się ostatni 10 numer i pismo decyzją redaktorów zostało rozwiązane, w jego zaś miejsce pojawiło się bardziej społeczno-polityczne W paszczu (i tym razem tytuł jest jak najbardziej w kontrkulturowej manierze i choć ma jedynie oznaczać z ukraińskiego "do gęby" "do buzi", to pomysł na nazwę powstał w momencie ? jak mówi jeden z twórców pisma Antoni Radczenko ? kiedy grupa wilniuków udała się na wycieczkę do Lwowa, a miejscowe prostytutki proponowały im bez żenady: ? W paszczu sto hrywien...
Na łamach pisma autorzy dość ostro wypowiadają się o Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, ponieważ ? co podkreślają ? jest to partia, która choć w założeniu miała reprezentować wszystkich litewskich Polaków, reprezentuje tylko wąskie grono ludzi związane przeważnie z byłą nomenklaturą komunistyczną. I choć "wpaszczowcy" są anarchistami, to nie uważają się za lewicę. Ich poglądy gospodarcze w wielu punktach są styczne z postulatami litewskich liberałów. Aleksander Radczenko ? jeden z twórców kwartalnika ? kandydował nawet, choć bez skutku, w ostatnich wyborach samorządowych z ramienia Związku Liberałów Litwy LLS z ostatniego miejsca na liście pod hasłem: "ostatni liberał rejonu wileńskiego".

(?)
Jarosław jot-Drużycki
Wyświetlony 6145 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.