wtorek, 07 grudzień 2010 10:21

Zdzisława Sadowskiego przypadki

Napisał

To prawdziwa przyjemność odpowiedzieć na zarzuty Zdzisława Sadowskiego (publicysty "Dziś") dotyczące problemów podatku liniowego. W jego niedawnym (luty 2003) artykule znalazło się kilka nagiętych stwierdzeń ekonomicznych, które powinniśmy wyprostować.

Pan Sadowski zarzuca zwolennikom obniżki podatków, że "nieuczciwą argumentacją" jest twierdzenie, iż niższe podatki zmniejszają bezrobocie i zwiększają wzrost gospodarczy. Ależ tak dokładnie jest, ponieważ wyższe dochody zwiększają skłonność ludzi do oszczędzania swoich pieniędzy, które przechodzą w inwestycje. Autor pisze dalej, że skonfiskowane pieniądze bogatych "też zwiększają popyt rynkowy ze strony innych grup społecznych", co "zwiększa produkcję" i "redukuje bezrobocie". Niestety, autor cofa się tu do pradawnej ekonomii, która nie rozumie natury konsumpcji i oszczędzania. Otóż John Stuart Mill wyjaśnił to w sposób przejrzysty autorowi: "popyt na dobra nie jest popytem na pracę". Jeśli przeznaczamy środki na konsumpcję, to dokonujemy aktu "zniszczenia rzeczy". Konsumowanie oznacza niszczenie zdolności do pożądania jakiegoś dobra. Konsumowanie nie tworzy zdolności do pożądania ? ono ją niszczy. To oszczędzanie-inwestowanie przynosi popyt ? możliwość pożądania dóbr. Żeby to zobrazować w bardzo prosty sposób, wystarczy sobie wyobrazić, że nagle jutro wszyscy ludzie skonsumowaliby całość majątku. Zamiast podtrzymywać strukturę kapitałową i inwestować pieniądze w celu utrzymania bogactwa, każdy (włącznie z największymi biznesmenami) idzie przejadać swój majątek. Skutkiem tego znika całe bogactwo i struktura produkcyjna. Wszystkie środki z wyższych stadiów produkcji (dalsze od konsumpcji) przechodzą w dół, w stronę jak najszybszego przejadania. Skutkiem tego rosną ceny dóbr konsumpcyjnych, a wraz z nimi kurczy się zasób kapitału, produktywność i rozwój. Przejadanie majątku sprawia, że znika aktywność gospodarcza, a środki nie są reinwestowane i nawet nie odtwarzają zużytych środków. Produkcja zanika, ludzie przejedli wszystko i teraz nie mają już środków i bogactwa, które umożliwiało im wcześniejszą produkcję.
Tak więc, jeśli zabieramy pieniądze osobom inwestującym i przeznaczamy je na konsumpcję, to nie tworzą one miejsc pracy, a raczej przenoszą środki do stadiów bliżej konsumenta i przyczyniają się do kurczenia wzrostu gospodarczego. Oczywiście, autor choruje, jak każdy interwencjonista, na "ślepotę Bastiata", bo jego nieuważnym oczom umyka fakt, że po drodze między "bogatymi" a "biednymi" jest inny konsument ? państwo1. Zabieranie "bogatym" pieniędzy jest aktem niszczenia ich dobrobytu w celu przekazania go urzędnikom. Powtórzmy to wyraźnie i głośno, aby usłyszał to Zdzisław Sadowski: urzędnikom. I to właśnie oni dokonują konsumpcji środków, które otrzymają. Najpierw ci, co pobierają haracz, później ci, co go przekazują. Następnie ci, co wyliczają uzyskane środki i prognozują budżet. Potem ci, którzy te pieniądze wydają wedle ustalonych przez kogoś programów i zasad. Później ci, co dokonują bezpośredniego rozdziału środków. Piramidę administracyjną państwa można opisywać i opisywać. Choćby była wielkości piramidy Cheopsa, to socjaliści dalej, zgodnie z symptomami choroby Bastiata, nie będą jej zauważać.
Autor ma też pretensje do tego, że środki pozostawione w kieszeniach bogaczy mogą być przeznaczone przez nich na konsumpcję luksusową. Oczywiście, jego uwadze umyka fakt, że na przykład w fabryce jachtów czy luksusowych ubrań nie pracują milionerzy, tylko zwykli robotnicy. Siła robocza naprawdę znajduje się we wszystkich sektorach i we wszystkich sektorach współpracuje z pozostałymi środkami produkcji; kapitałem i ziemią.
Inną sprawą jest, że pan Sadowski narzeka na wydawanie pieniędzy na import. Argument ten powinien być odrzucony od ręki. Bardzo dobrze. Wydawanie większej ilości pieniędzy na import wynika z napływu kapitału do Polski (ha! Wiem, że idzie on na obligacje, ale to chyba argument na niekorzyść pana Sadowskiego, zwolennika deficytu budżetowego), no i oczywiście wiąże się z wymianą międzynarodową. Więcej importu, to więcej eksportu, dokładnie na takiej samej zasadzie, że jak: więcej sprzedam, to więcej kupię. Jeśli pan Sadowski chce ograniczać import, to niech ogranicza import każdego gospodarstwa domowego. Wtedy każdy taki autarkiczny twór nie będzie wydawał pieniędzy na "luksusową konsumpcję", telewizory, samochody, maszyny do krojenia chleba itd. Wtedy zajmie się prawdziwą produkcją: produkowaniem jedzenia na zasadzie samowystarczalności. Szkoda, że sofizmaty autarkizmu wciąż dzisiaj żyją. Za mało czytamy dzisiaj Turgota, a za dużo sluchamy dziwaków-merkantylistów.

1 Państwo oczywiście nie zabiera "bogatym" i nie daje "biednym". Państwo zabiera jednym (tu mogą być bogaci, średniozamożni, biedniejsi itd.) i daje drugim (tu również mogą być i bogaci, i zamożni i biedniejsi itd.).
(...)

Mateusz Machaj
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 

 
Wyświetlony 4354 razy
Więcej w tej kategorii: « Fatalne zauroczenie? Świat »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.