wtorek, 07 grudzień 2010 10:23

Liberalna koncepcja państwa (6) Krytyka państwa opiekuńczego

Napisał

Kolejny fragment pracy magisterskiej Tomasza Cukiernika, obronionej w ubiegłym roku na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Autor prezentuje w niej prawicowe koncepcje państwa oraz precyzuje i porządkuje terminologię liberalną.

Liberałowie są przeciwni budowaniu przez państwo domów komunalnych, jak i subsydiowaniu czynszów. Powoduje to bowiem olbrzymią biurokrację i marnotrawstwo pieniędzy. Według partii Kongres Liberalno-Demokratyczny, należy "zlikwidować dotacje do mieszkań. Czynsz powinien pokrywać wszelkie koszty, w tym przede wszystkim eksploatacji i remontów"1, Nie jest prawdą, że czynsz będzie wysoki i nikogo nie będzie stać go zapłacić. Jak twierdzi Stefan Oleszczuk "już teraz wiadomo ? po doświadczeniach nowych właścicieli w całości sprywatyzowanych budynków, że średnio rzecz biorąc dotychczasowy czynsz, który w kołchozie pod nazwą PGM stanowił zaledwie 20 procent kosztów 'prowadzenia' danego budynku ? w tej chwili w prywatnych rękach w zupełności wystarcza na pełne koszty utrzymania!"2. Ponadto takie mieszkania powodują jeszcze jeden negatywny skutek: często w jednym miejscu skupia się ludzi biednych, o niskich dochodach, dlatego też ? pisze Milton Friedman ? "rządowe bloki mieszkalne przekształcają się często w slumsy i wylęgarnie zbrodni, szczególnie zaś młodocianej przestępczości"3. Podobna sytuacja istnieje w polskich "blokowiskach", np. w Nowej Hucie, gdzie strach jest wyjść na ulicę, bo tam rządzą "blokersi", czyli młodociani przestępcy. Tymczasem tylko prywatna przedsiębiorczość, a nie rządowe subsydia może ? według liberałów ? rozwiązać ten problem. Ponadto kiedy ludzie mieszkają w swoich domach, a nie w państwowych mieszkaniach wtedy o nie właściwie dbają.
Liberałowie krytykują także istnienie zasiłków dla bezrobotnych. Po pierwsze, dlatego że na ten cel wydawane są pieniądze wszystkich podatników. Po drugie, ludziom opłaca się być bezrobotnymi, szczególnie w tych krajach, gdzie zasiłki są wysokie, bo nie pracują, a dostają pieniądze. W takiej sytuacji bezrobotny nie ma motywacji do szukania pracy. Dowodem na to jest choćby sytuacja w Irlandii, gdzie w latach 90. XX wieku "ograniczenie systemu opieki socjalnej zmniejszyło opłacalność pozostawania na bezrobociu i wiele osób wyłudzających wcześniej zasiłki zostało zmuszonych do intensywnego poszukiwania pracy"4. Po trzecie, wiąże się to z istnieniem kolejnej biurokracji ? urzędów pracy. Według liberałów pośredniczeniem w szukaniu pracy dla bezrobotnych i szukaniem pracowników dla firm powinny się zajmować prywatne agencje, a nie państwo.
Liberałowie uważają, że najszybciej można zlikwidować ubóstwo i biedę poprzez szybki rozwój gospodarczy: "najnowsze badania (Ravallian i Chen, 1997 r.) potwierdzają intuicyjną tezę, że najskuteczniejszym sposobem przezwyciężenia nierówności dochodów jest duże tempo wzrostu gospodarczego"5. Tak samo twierdzi Charles Murray: "zmiany PNB mają silny związek ze zmianami w ubóstwie, jednak przeciwny jest kierunek tych zmian. Wzrostowi PNB towarzyszy spadek ubóstwa"6. Wówczas coraz mniej osób byłoby biednych i w związku z tym niewielu ludzi potrzebowałoby jakiejkolwiek pomocy od innych: "neoliberałowie uważają, że najlepszą 'pomocą' dla osób ubogich jest szybki ogólny wzrost zamożności społeczeństwa, powodujący wzrost bezwzględnej zamożności wszystkich jego warstw, a taki wzrost możliwy jest tylko w warunkach wolnej konkurencji i nierówności materialnej, która gwarantuje bodźce dla inicjatywy i pracowitości"7. Potwierdzeniem powyższego poglądu jest sytuacja w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej: "niebywały wzrost gospodarczy, jakiego doświadczyły w ciągu dwóch ostatnich stuleci kraje Zachodu, oraz szeroki podział korzyści płynących z wolnej przedsiębiorczości w olbrzymim stopniu zmniejszyły absolutne rozmiary występującego tam ubóstwa"8.
 
Edukacja i nauka
 

Liberałowie zdają sobie sprawę z tego, jak ważna dla społeczeństwa jest odpowiednia edukacja i nauka. W związku z tym sprzeciwiają się istnieniu państwowych szkół z trzech głównych powodów. Po pierwsze, takie szkoły są droższe dla obywateli, ponieważ pieniądze z podatków przechodzą przez całą biurokrację, ministerstwa, urzędy, aby na końcu trafiać do szkół. Według profesora Friedmana "szkoły nie stanowią wyjątku w uogólnieniu, że jeśli cokolwiek jest robione przez rząd, ma to tendencję do kosztowania dwa razy tyle, co ta sama rzecz robiona na rynku prywatnym"9. Po drugie, nauka w szkołach państwowych nie stoi na wysokim poziomie z powodu braku konkurencji między nauczycielami. Milton Friedman twierdzi, że "rosnąca rola, jaką rząd [USA] odgrywa w finansowaniu oświaty i administrowaniu nią, doprowadziła nie tylko do olbrzymiego marnotrawstwa pieniędzy podatników, ale również do pogorszenia systemu kształcenia w porównaniu z tym, jaki by się wyłonił, gdyby dobrowolna współpraca dalej odgrywała większą rolę"10. Friedman wskazuje, że wydatki w przeliczeniu na jednego ucznia w państwowych szkołach podstawowych i średnich w USA w latach 1960-1980 podwoiły się (uwzględniając inflację), a od roku 1930 do 1980 wzrosły pięciokrotnie. Mimo to poziom nauczania drastycznie spadł. Według Friedmana "fundamentalną przyczyną pogorszenia się nauczania jest wzrastająca centralizacja i biurokracja szkół państwowych. (...) Liczba dyrektorów i innego nieuczącego personelu zwiększyła się pięciokrotnie [od 1960 do 1980 roku]"11. Po prostu pieniądze zamiast na naukę wydaje się na rosnącą nieproduktywną biurokrację.
Po trzecie, dzięki istnieniu państwowego monopolu na szkoły, państwo może propagować w nich taki model państwa i stosunków społecznych, jaki mu odpowiada, co może zakłócić realizację zasady pluralizmu poglądów i opinii. Dowodem na to jest choćby szkolnictwo w PRL, gdzie indoktrynowano dzieci komunizmem i uwielbieniem dla ZSRR, i III RP, gdzie za jedyny godny wzór do naśladowania stawia się zsocjalizowaną Unię Europejską. Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii z 1974 roku Friedrich August von Hayek daje kolejny przykład: "służalczość naukowców wobec władzy pojawiła się w Niemczech wraz z potężnym rozwojem organizowanej przez państwo nauki (...). Jeden z najsłynniejszych uczonych niemieckich, fizjolog Emil du Bois-Reymond nie wstydził się powiedzieć w swej mowie wygłoszonej w roku 1870 z podwójnej okazji objęcia urzędu rektora Uniwersytetu Berlińskiego oraz przewodniczącego Pruskiej Akademii Nauk, że: 'my, Uniwersytet Berliński, mieszczący się naprzeciwko pałacu królewskiego, jesteśmy na mocy aktu fundacyjnego, intelektualnymi strażnikami domu Hohenzollernów'"12. Natomiast Ludwig von Mises stwierdza, że "XIX-wieczny liberalizm usiłował ograniczyć prawo Ministerstwa Edukacji do ingerowania w wolność profesorów uniwersyteckich do nauczania zgodnie z tym, co uważali oni za słuszne i właściwe. Niemniej, skoro to państwo mianowało profesorów, to mianowało jedynie ludzi godnych jego zaufania, na których można było polegać, to znaczy ludzi, którzy podzielali rządowy punkt widzenia oraz byli gotowi lekceważyć ekonomię i wykładać doktrynę o wszechwładzy państwa"13. Z tych trzech powodów liberałowie w przeważającej części opowiadają się za zlikwidowaniem szkół publicznych i istnieniem tylko szkół prywatnych.
Koncepcję pośrednią zaproponował Milton Friedman. Polegałaby ona na tym, że państwo dawałoby rodzicom każdego ucznia talony na naukę. Rodzice mogliby wybrać najlepszą szkołę dla swojego dziecka (prywatną, publiczną czy kościelną) płacąc za naukę talonami. Dzięki temu istniałaby konkurencja między szkołami. Nauczyciele musieliby się starać, bo każda szkoła, by utrzymać się na rynku, musiałaby ciągle podnosić poziom nauczania, jednocześnie obniżając koszty. Najgorsze szkoły zostałyby zamknięte, a w najlepszych uczyłoby się coraz więcej dzieci. Prawdopodobnie system talonów powodowałby stopniowo likwidację szkół publicznych i rozwój szkół prywatnych. Ponadto Friedman twierdził, że "gdy sprawy oświaty przejmie rynek prywatny, ogólna jej jakość tak jednak wzrośnie, że nawet ta relatywnie najniższa będzie lepsza niż obecnie"14. A jak pisał ponad 200 lat temu Adam Smith, "najlepiej prowadzi się te działy nauczania, w których nie istnieją żadne instytucje publiczne"15. Kolejnym pozytywnym skutkiem wprowadzenia talonów będzie redukcja edukacyjnego aparatu urzędniczego. Właśnie z tego powodu oświatowa biurokracja jest przeciwna programowi talonów. Próbowano wprowadzić taki system bonów w stanie New Hampshire w USA oraz w hrabstwie Kent w Anglii. Jednak projekty zostały storpedowane przez oświatową biurokrację, która obawiała się utraty wpływów. Eksperyment udało się jedynie wprowadzić w Alum Rock w Kalifornii, gdzie odniósł on sukces16: "nauczyciele z chęcią pracowali przeciętnie o 6 godzin więcej, by lepiej przygotować się do zajęć. Po drugim roku eksperymentu 74% nauczycieli oświadczyło, że czek oświatowy sprzyja poprawie jakości nauczania, 87% uważa dokonywanie wyboru [szkoły] przez rodziców za dobrą rzecz. Wreszcie okazało się, że dzieci z Alum Rock osiągnęły lepsze wyniki w szkolnych testach kwalifikacyjnych, którym poddawani są corocznie wszyscy uczniowie w Kalifornii"17. Jednak po kilku latach pod naciskiem aparatu oświatowego i nauczycielskich związków zawodowych eksperyment został zaniechany, ponieważ obawiano się, że "rozszerzy się on na całą Kalifornię, co oznaczałoby postawienie pod znakiem zapytania ich zatrudnienie"18.
Jeśli chodzi o uczelnie wyższe, liberałowie opowiadają się wyłącznie za szkołami prywatnymi, opłacanymi bezpośrednio przez studentów. Jak się okazuje, większość studentów państwowych uczelni w Stanach Zjednoczonych pochodzi z rodzin zamożnych. Innymi słowy, poprzez system publicznych uniwersytetów wszyscy podatnicy (czyli biedni, średnio zamożni i bogaci) opłacają studia bogatym. Podobna sytuacja jest w Polsce: "800 tys. osób [studentów zaocznych i wieczorowych] płaci powtórnie za usługę, którą już opłacili w podatkach, zaś 500 tys. [studentów dziennych], czyli mniejszość, korzysta z nieuzasadnionych przywilejów. Więcej, to studenci zaoczni i wieczorowi pozwalają uczelniom publicznym egzystować, w zamian otrzymując niepełnowartościowy produkt"19. Friedman uważa, że sprawiedliwszy by był system pożyczek studenckich. Po ukończeniu studiów studenci oddawaliby pożyczkę w postaci części swoich zarobków20.
Należy także stwierdzić, że w Stanach Zjednoczonych (i nie tylko) uczelnie wyższe w dużym stopniu są finansowane przez przemysł, firmy prywatne, sponsorów: "o 10-15 proc. rocznie wzrastają fundusze przekazywane amerykańskim i kanadyjskim uniwersytetom przez prywatne przedsiębiorstwa. W Australii i Wielkiej Brytanii uczelnie również zaczynają się zmieniać w kompleksy badawczo-przemysłowe. Coraz prężniej rozwija się accademic capitalism, czyli wspólne przedsięwzięcia uczelni i przemysłu"21. Z drugiej strony "transfer technologii z uniwersytetów do przemysłu przyniósł w 2001 roku 34 mld USD dochodu, zapewniając pracę 280 tys. osób. Co roku rosną sumy przeznaczane przez koncerny farmaceutyczne, firmy biotechnologiczne czy komputerowe na badania uniwersyteckie. W połowie lat 80. z tych źródeł na uczelnie wpływało około 800 mln USD rocznie, a dekadę później ? już ponad 5 mld USD"22. Podobnie jest w azjatyckich "tygrysach": "Korea Południowa, Singapur, Tajwan (...) od prawie 30 lat konsekwentnie realizują politykę naukowo-techniczną ściśle powiązaną z rozwojem przemysłu. W ciągu jednego pokolenia nakłady na naukę zwiększyły się aż trzykrotnie. Jest to światowy rekord. Realizowana polityka naukowa jest podobna do tej, jaką nieco wcześniej zastosowała Japonia, gdzie prace badawcze w 80 proc. finansowane są przez przemysł. Powstały agencje, które badają potrzeby przemysłu i tak ukierunkowują badania naukowe (...). Rząd zachęca sektor prywatny (...) do finansowania nauki i wykorzystania osiągnięć badawczych innych krajów. Polityka naukowa koncentruje się na rozwiązywaniu (na najwyższym poziomie światowym) konkretnych problemów kraju, żeby przemysł mógł konkurować na rynkach międzynarodowych"23. Tak samo zaczyna być również w Polsce: "Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie ponad 20 proc. przychodów uzyskuje z transferu technologii, ze sprzedaży licencji i ekspertyz dla przemysłu!"24. Po co bowiem państwu potrzebni są naukowcy i badania naukowe, które nie mają żadnego zastosowania w działalności gospodarczej i nikt z nich nie korzysta? Jak pisze Guy Sorman "amerykański uniwersytet jest zatem miejscem produkcji intelektualnej przynoszącej korzyści krajowi, przedsiębiorstwom i samym badaczom"25. Na świecie istnieje także wiele prywatnych stowarzyszeń, fundacji, które finansują działania naukowe. Dobrym przykładem jest choćby amerykańskie Towarzystwo National Geographic, które na wszystkich kontynentach sponsoruje wiele badań naukowych w dziedzinach takich jak geografia, przyroda, historia, archeologia itp.
Natomiast finansowanie nauki przez państwo nie dość, że jest mało efektywne i marnotrawne, to na dodatek może prowadzić do patologii. Doskonałym przykładem na to jest ponad 300 polskich państwowych instytutów, ośrodków, urzędów, które za państwowe dotacje prowadzą nikomu niepotrzebne badania. Na badania te nie ma popytu na rynku, a "projektów istotnych dla resortów, którym podlegają, po prostu nie potrafią wykonać"26. Według raportu Najwyższej Izby Kontroli "większość z nich wdraża i upowszechnia rozwiązania w gałęziach gospodarki, które w Polsce ledwo zipią albo całkowicie upadły"27. Ministerstwo Gospodarki, mimo że utrzymuje takie instytuty, to potrzebne projekty musi zamawiać w prywatnych instytucjach: Instytucie Badań nad Gospodarką Rynkową, Niezależnym Ośrodku Badań Ekonomicznych czy Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych.
Państwowy Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Środków Organizacyjno-Technicznych Prebot otrzymał "120 tys. zł na realizację projektu budowy maszyn frankujących. Wyprodukowano tylko serię próbną, której nikt nie chciał kupić nawet po kosztach producenta"28. Jak piszą autorzy artykułu we "Wprost", "mimo że większość już istniejących instytucji pasożytów nie ma co robić, wciąż powstają nowe, na przykład Instytut Rozwoju Służb Społecznych w Warszawie. NIK ustaliła, że od czasu utworzenia w 1998 r. instytut ten nie prowadził żadnych badań naukowych ani prac badawczo-rozwojowych"29. Dotacje są często wydawane na inne cele niż powinny, np. "Przemysłowy Instytut Maszyn Budowlanych pieniądze z KBN przeznaczył na finansowanie bieżących zobowiązań zamiast na prace badawcze"30. Wszystkie te instytuty i laboratoria kosztują podatnika miliard złotych rocznie! Według byłego Ministra Gospodarki Janusza Steinhoffa "większość tych instytucji należy zlikwidować, część można sprywatyzować i poddać normalnej rynkowej konkurencji"31 . Podobnie działają państwowe instytucje naukowe na całym świecie, nawet w Stanach Zjednoczonych: "rządowe laboratoria przez wiele lat były najbardziej jałową sferą amerykańskiego establishmentu naukowego, która częściej stawała okoniem wobec nowej technologii, niż sama ją tworzyła"32.


Przypisy:
1 Tusk D., Idee gdańskiego liberalizmu, Gdańsk 1998, s. 318.
2 Oleszczuk S., Człowiek z Kamienia, Szczecin 1994 s. 76.
3 Friedman. M. i R., Wolny wybór, Sosnowiec 1996, s. 104.
4 Rzońca A., Lekarstwo na bezrobocie, "Newsweek Polska" 2002, nr 12, s. 54.
5 Macieja J., Państwo u szyi, "Wprost" 1998, nr 24, s. 54.
6 Murray Ch., Bez korzeni. Polityka społeczna USA 1950-1980, Poznań 2001, s. 102.
7 Sadurski W., Neoliberalny system wartości politycznych, Warszawa 1980, s. 89.
8 Friedman M., Kapitalizm i wolność, Warszawa 1993, s. 181.
9 Friedman M. i R., Tyrania status quo, Sosnowiec 1997, s. 193.
10 Friedman M., Kapitalizm..., s. 179.
11 Friedman M. i R., Tyrania..., s. 17-180.
12 F. A. von Hayek, Droga do zniewolenia, Kraków 1996, s. 192.
13 L. von Mises, Biurokracja, Lublin 1998, s. 102.
14 Friedman M. i R., Wolny..., s. 163.
15 Smith A., Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów, T. II., Warszawa 1954, s. 500.
16 Friedman M. i R., Wolny..., s. 165-166.
17 Sorman G., Rozwiązanie liberalne, Wydawnictwo "Kurs" 1985, s. 128.
18 Tamże
19 Janecki S., Rachunek za studia, "Wprost" 1999, nr 18, s. 21.
20 Tamże, s. 175-177.
21 Kastory B., Kapitalizm akademicki, "Wprost" 2001, nr 19, s. 82.
22 Kastory B., Nauka czyli interes, "Wprost" 2002, nr 18, s. 82.
23 Wojtasiński Z., Wojna światów, "Rzeczpospolita" 1994, nr 40.
24 Kastory B., Kapitalizm akademicki, "Wprost" 2001, nr 19, s. 83.
25 Sorman G., Rozwiązanie..., s. 132.
26 Macieja D., Pawelczyk G., Instytut pasożytnictwa, "Wprost" 2001, nr 46, s. 31.
27 Tamże
28 Tamże
29 Tamże, s. 32.
30 Tamże
31 Tamże
32 Gilder G., dz. cyt., s. 151-152.
Tomasz Cukiernik
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Wyświetlony 6171 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.