wtorek, 07 grudzień 2010 10:27

Sprzysiężenie ludzi dobrej woli

Napisane przez

O polskiej edycji książki Harvey'a Sarnera "Generał Anders i żołnierze II Korpusu Polskiego"

Przypadek tej książki jest zupełnie niezwykły. Zacznę od osobistego wyznania: poznałem autora tej książki przypadkowo, podczas jednego ze spotkań dialogu polsko-żydowskiego w Chicago. Ktoś wskazał mi go jako z lekka szalonego polonofila, który postanowił wyłożyć z własnej kieszeni pieniądze na sprowadzenie setki polskich Sprawiedliwych, którzy nie doczekali sie wcześniej szansy zasadzenia swego drzewka w Jerozolimie.

Nawet mnie zaskoczył taki gest i jego skala, nie mówiąc o tym, że zaciekawiła mnie przede wszystkim kryjacą się za tym, osobista motywacja. Dowiedziałem się rychło, że Harvey Sarner jest Żydem, wziętym prawnikiem, miał też za sobą karierę wykładowcy na Indiana University i sukcesy takie jak tytuł "Wykładowcy roku", co w końcu o czymś świadczy. Dlaczego jednak zainteresowali go dyskryminowani "sprawiedliwi" Polacy, co skłoniło go do spóźnionego gestu wdzięcznosci wobec nich, kiedy innym nie przyszło to nawet na myśl przez całe dziesięciolecia?
Pierwsze wyjaśnienie brzmiało zbyt szlachetnie, aby na nim poprzestać. Sarner odpowiedział mi, że kiedy dowiedział się, iż w czasach rzadów komunistycznych, kiedy zerwane były stosunki dyplomatyczne Polski z Izraelem, wielu szlachetnych Polaków, którzy w czasie wojny kryli Żydów i pomagali im, nie miało szansy pojechać do Jerozolimy, by odebrać przyznany im medal Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata i zasadzić w Yad Vashem swoje drzewko, uważał to niesprawiedliwość wołającą o zadośćuczynienie ? i dlatego, w jakiejś symbolicznej skali, postanowił wziąć inicjatywę w swoje ręce. Skontaktował się z warszawską organizacją skupiającą Sprawiedliwych i zaproponował, aby dali mu listę pokrzywdzonych, zamierza bowiem zaprosić te osoby na własny koszt do Izraela. Nie krył, że rozmówcy długo nie traktowali tej oferty serio, nie chcieli w nią, zwyczajnie, uwierzyć. Ale przekonali się ostatecznie, gdy w 1990 roku pierwsza kilkunastoosobowa grupa Polaków wyleciała z Warszawy do Izraela. A za nią poszły dalsze...
W kilka miesięcy później sam leciałem do Jerozolimy, by przekonać się na własne oczy, że coś takiego w naszych czasach jest możliwe. Sarner wyczuł, że i ja w całą tę historię nie wierzę, a ponieważ wiedział, że publikuję w polskiej prasie, miał w tym swoje oczywiste nadzieje. Oficjalnie pojechałem zaproszony przez niego jako tłumacz i opiekun polskiej grupy, której nawet wcześniej nie znałem, to zaś, co rychło nastapiło, przeszło wszelkie oczekiwania. To jednak temat na całe opowiadanie, które przybrało postać mojego filmu na wideo: "Sprawiedliwi w Jerozolimie" i trafiło w formie reportażu na łamy "Przekroju" i "Nowego Dziennika", jak i "Tygodnika Solidarność" na początku roku 1991, gdzie ciekawych owych szczegółów, odsyłam. Teraz pora, by wrócić do Andersa i ksiazki Harvey'a Sarnera. Nagłe symptomy choroby Parkinsona przerwały jego prawniczą karierę. Broniąc się przed utratą sprawności umysłowej, Sarner rzucił się intensywnie w stronę badań i pisania o historii, czym prywatnie zajmował się już wcześniej.
Po jakimś czasie naszej znajomości Harvey opowiedział mi o swoim projekcie i poprosił o pomoc oraz współpracę. Zabrał się za książkę o Andersie i jego armii, po odkryciu, co stało się z tysiącami Żydów po przybyciu z Rosji do Palestyny. Uderzyła go niezwykła tolerancyjność polskiego dowódcy, podlegającego w końcu Brytyjczykom, który ewidentnie przymknął oko na masową dezercję części swoich żołnierzy, którzy postanowili na miejscu dołączyć do swoich współbraci. Dostrzegł cały paradoks podobieństwa biblijnej misji Mojżesza, wyciągającego "swój naród z domu niewoli" do historycznej roli, jaką odegrał Anders, wydobywający podczas II wojny światowej masy Polaków z sowieckiej Rosji, wywiezionych do syberyjskich łagrów. Jednocześnie nie umknął uwagi Sarnera splot uprzedzeń, negatywnych ocen i coraz to bardziej sprzecznych opinii urabianych wobec Polaków i Andersa w anglojęzycznej literaturze. To zaczęło mu się coraz bardziej nie podobać, aż dostrzegł konstruktywną szansę dla siebie, jako głosu "prostującego ścieżki prawdzie". Szansy, aby samemu ? dla Żydów i Polaków, i to dość oryginalnie ? zaistnieć.
Droga do nowej monografii Andersa i jego armii okazała się długa i zawiła, ale obfitowała w fascynujące ludzkie doświadczenia. Poprzez byłego adiutanta Jana Romanowskiego, inżyniera żyjącego w Kanadzie, trafił do środowiska kombatantów II Korpusu i żołnierskich kół w Londynie. Wersje zdarzeń związanych z postacią gen. Andersa, jakie zasłyszał od poznanej osobiście małżonki generała, Renaty Bogdańskiej, a także zarekomendowanych przez nią osób i konsekwentnie, tuzinów dalszych Polaków, związanych wspólnym losem, dały mu silną motywację, by doprowadzić swój zamiar do końca.
Sarner wyjaśnił mi kiedyś, że jego rodzina z Sarn na naszych kresach wyemigrowała do Ameryki pokolenia temu i nie doznała od Polaków żadnych krzywd. Nie miał więc powodów do jakichkolwiek uprzedzeń, natomiast co uderzyło go w tym kraju, to zastanawiająca fobia antypolska jego współbraci, nosząca nieomal obsesyjne piętno. Jako pilny badacz dokumentów w Instytucie Hoovera w Kalifornii i świadków wojennej sagi Generała Andersa, szybko doszedł do serii ogromnie ciekawych dla nas, własnych konkluzji polemicznych z tym, co w wielu wypadkach pisała zachodnia "literatura przedmiotu". Wykładnię własnego stosunku Sarnera do Andersa i więcej ? Polaków, znajdą Państwo w autorskim wstępie do książki, wyeksponowanym niczym wyznanie wiary: "Polacy i Żydzi, którzy żyli razem w Polsce przez dziewięćset lat, traktują się nawzajem z delikatnością słonia w składzie porcelany. Polacy nie biorą pod uwagę emocjonalnych skutków tego, co mówili pod adresem Żydów". I zaraz potem cytuje historyka, Rafaela Scharfa: "W zrozumiałych urazach, będących wynikiem nieszczęść, które rzuciły ich w przepaść, Żydzi zbyt często nie potrafili zrozumieć złożoności sytuacji Polaków i rozdzierających wyborów, przed którymi stawali ich sąsiedzi. W porównaniu z tragedią Żydów los narodu polskiego może wydawać się znośny. Według wszystkich innych kryteriów ofiary, straty i cierpienia doznane podczas wojny wyróżniają go jako wielką ofiarę własnej historii i geografii".
Ale jakie myślenie dominuje w otaczającym Sarnera świecie? "Pewien rabin ? komentuje Sarner ? ku memu zaskoczeniu powiedział: 'Żydów zginęło 90%, podczas gdy Polaków zaledwie 10%; straty są nieporównywalne i ja nie mam serca dla ich strat'". A przecież żydowski filozof ? przypomina zaraz Sarner ? powiada: "Jeśli zatracimy swoje człowieczeństwo, to my, Żydzi zostaniemy dotknięci podwójnym holocaustem: zagładą ciał, już raz nam zadaną, i zagładą dusz, którą możemy zadać sami sobie".
To jakże wyjątkowe, racjonalne stanowisko nie wymaga dalszego komentarza, poza tym tylko, że nie spotkałem w tym kraju, poza Sarnerem, podobnie myślącego partnera dialogu polsko-żydowskiego. Człowieka zdolnego wyjść poza swój własny, i grupowy punkt widzenia. Badacza krytycznego wobec przekazu na temat niedawnych dziejów, które są w efekcie dla wielu niekończącym się labiryntem, a dla Sarnera ? groźnie nieprzewidywalnym w skutkach manipulowaniem historią, która może się obrócić w końcu przeciwko tym, którzy to tak zapalczywie robią. Mówiąc o stronniczych i zapiekłych w swoich emocjach świadkach, którzy nie przybliżają nas wcale do prawdy, ale odwrotnie, skutecznie od niej odwracają, Sarner przytacza tu jakże pouczające doświadczenie z pewną Żydówką, nie kryjącą wcale, że programowo "nienawidzi Polaków".
"Zapytana, co uzasadnia jej nienawiść, opowiedziała o tym, jak pracowała w niemieckiej fabryce reperującej mundury, gdzie wydawano głodowe racje żywnościowe. Przeżyła (nie tylko ona) dzięki majstrowi, Polakowi, który ukradkiem dostarczał im żywność. Niemcy schwytali Polaka, a Żydówki zmusili do przyglądania się jego egzekucji. Kiedy zwróciłem uwagę na bezsens jej wypowiedzi ? konkluduje Sarner ? zaczęła płakać: Ja wiem, wiem, ale to takie trudne...". Oto dla mnie najlepiej, jak dotąd, publicznie wydobyta i zademonstrowana logika, kryjąca się za dziesiątkami filmów i setkami książek o Zagładzie i Holocauście, które oddają Polakom niedźwiedzią przysługę i tworzą z uporem wręcz nienawistny wizerunek społeczeństwa, które poza sześcioma milionami ofiar w czasie tamtej wojny ? ma również największą liczbę uznanych przez żydowski instytut Yad Vashem, Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, sięgającą pięć i pół tysiąca nazwisk bohaterów, którzy zapłacili własnym życiem za wolę ratunku i pomocy "wyklętym i na zagładę skazanym", by doczekać się w nagrodę utrwalanego teraz od dekad stereotypu "nieżydowskich łotrów". Aby zrozumieć teraz książkę Sarnera "Generał Anders i żołnierze II korpusu polskiego" trzeba powołać się jeszcze na przypadek jej "produktu ubocznego", jakim stała się sztuka sceniczna tegoż autora, "A & B", czyli "Anders i Begin", konfrontująca dowódcę i jego żołnierza po skończonej wojnie, której premiera w polskiej TV miała miejsce na wiele lat przed wydaniem wersji angielskiej książki i obecnej, polskiej. Bagatela, wystawiono ją w trakcie obchodów 50 rocznicy Powstania w warszawskim gettcie, zaraz po sprawozdaniu z tych uroczystości!
Sarner ma całkowitą, nowoczesną świadomość, czym jest dziś historia i jej pisanie, przeformowywanie jej tworzywa i elementów (faktów), wciąż i wciąż na nowo. W tej jakże inteligentnej i sarkastycznej sztuce Sarner nie tylko każe Polakowi i Żydowi wykładać swoje oficjalne oraz prywatne racje, eskaluje nagromadzone przez nich żale i pretensje Polaków do Żydów i vice versa, zderza je w tej sztuce polemik ze sobą, aby zademonstrować owe "ruchy słoni w składzie porcelany", prowadząc swoich bohaterów ku katarktycznemu zejściu z piedestałów, stopniowemu nabywaniu wzajemnego szacunku i zwyczajnie większej, ludzkiej tolerancji.
(?)
Wojciech Wierzewski
Wyświetlony 9671 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.