wtorek, 07 grudzień 2010 12:02

Chore sumienie Rosji

Napisał

Boże Narodzenie to radosne święto, bądź zatem pochwalony, Roku Kozy! - tak zaczyna się rymowanka, którą jedna z rosyjskich firm zamieściła w prasie, aby złożyć okolicznościowe życzenia swoim klientom. Przeciętny Rosjanin zapytany, jaki mamy teraz rok, nie odpowie, że 2003, ale na poważnie stwierdzi: Rok Kozy. Chiński kalendarz jest w Rosji równie popularny jak znaki zodiaku. Na noworocznych zabawach w restauracjach i domach prywatnych przygotowano nawet dodatkowe nakrycie: miseczki z kapustą, sianem i mlekiem. Wizerunek białej kozy był centralną dekoracją wszystkich balów.

 

Naturalnie oprócz choinki, bo rosyjską choinkę stawia się obowiązkowo na Nowy Rok. Oczywiście, z gwiazdką na czubku ? pięcioramienną i czerwoną. Święta Bożego Narodzenia według kalendarza prawosławnego wypadają tydzień po Nowym Roku. Dla Rosjan jest to jeszcze jedna okazja, żeby spotkać się z przyjaciółmi, zjeść, wypić, potańczyć i pośpiewać ? nie kolędy, naturalnie, ale komunistyczne lub aktualne przeboje. Nie ma mowy o refleksyjnej czy choćby rodzinnej atmosferze, a tym bardziej mało kto łamie sobie głowę dociekaniem, jakie właściwie wydarzenie upamiętnia to święto. I nikt nie dostrzega niczego niestosownego w łączenie tradycji chrześcijańskiej z elementami zupełnie innej kultury, którą określić należy, przeciwstawiając ją ewangelicznemu dziedzictwu, jako pogańską.
Blisko połowa Rosjan nigdy w życiu nie była na mszy. Tylko 7% uczestniczyło w nabożeństwie więcej niż dwukrotnie. Liczba mieszkańców Rosji wyznania prawosławnego szacowana jest na 30 do 60 milionów, ale są to obliczenia niewiele warte, które należy raczej uznać za pobożne życzenie władz Cerkwi, w spisach figurują bowiem martwe dusze, jedynie formalnie należące do parafii. W każdym razie w latach dziewięćdziesiątych nie zauważono widocznego wzrostu wiernych, którzy odwiedzaliby regularnie cerkwie. Nigdy nie przystąpiło do komunii lub też czyniło to tylko w dzieciństwie (najczęściej raz) 70% Rosjan.
Wydaje się więc, że Cerkiew prawosławna ma duże pole do popisu ? na własnym terenie.

Roma ante portas!
Tymczasem wychodzi na to, że dla Cerkwi najpoważniejszym problemem jest tworzenie katolickich diecezji w Rosji i przerażająca perspektywa przyjazdu Papieża. Nie zwalcza ona tak intensywnie innych konfesji, które mają na terenie Federacji Rosyjskiej, podobnie jak prawosławie, uprzywilejowany status, choć islam, buddyzm czy judaizm to przecież religie niechrześcijańskie. Dla Cerkwi głównym konkurentem jest jednak Kościół katolicki, dla którego, w odróżnieniu np. od muzułmanów, nie odgrywają roli bariery kulturowe. Jego sprawna organizacja i przynosząca widoczne efekty działalność na obszarze Rosji mocno irytują hierarchię prawosławną, która obawia się również, że katolicyzm może przyciągnąć wartościowe elity, przede wszystkim inteligencję. Warto wspomnieć, że np. za panowania cara Pawła I budził on żywe zainteresowania na petersburskim dworze.
Liczba katolików w Rosji, według oficjalnych danych, to około 300 tysięcy, ale statystyka samej tylko diecezji zachodniosyberyjskiej podaje liczbę pół miliona wiernych w tej części Rosji. Prawdopodobnie więc liczba osób wyznania katolickiego zamieszkujących Rosję przekracza zdecydowanie milion. Takie rozbieżności są zresztą znamienne, wyliczenia urzędowe bowiem mówią o 200 tysiącach Polaków żyjących w Federacji Rosyjskiej, podczas gdy w istocie jest ich z pewnością więcej. Właśnie Polacy stanowią trzon wiernych w rosyjskim Kościele katolickim, który w Rosji jest w ogóle religią mniejszości etnicznych ? poza naszymi rodakami wyznają ją głównie Niemcy i Litwini.
Pewne obszary, na których Cerkiew prowadziła tradycyjnie działalność misyjną, znalazły się poza granicami obecnej Rosji lub też w autonomicznych republikach, gdzie pogaństwo, jako religia narodowa, odradza się bez przeszkód, a nawet doświadcza przychylności ze strony władz. To jednak nie niepokoi duchowieństwa prawosławnego. Bardziej drażnią je wizyty Jana Pawła II w krajach tradycyjnie prawosławnych (pielgrzymka do Rumunii czy Bułgarii), a zwłaszcza w państwach, które niegdyś należały do Związku Sowieckiego (Kazachstan, Ukraina), tym samym więc znajdowały się w sferze wpływów Patriarchatu moskiewskiego. Podobnie postrzegana jest w Rosji planowana na tegoroczne lato wizyta Papieża w Mongolii, który to kraj, choć lamaistyczny, jako drugie komunistyczne państwo świata popadł szybko w lenną zależność od wielkiego brata.
Mówiąc o współczesnej konfesji prawosławnej w Rosji, ma się z reguły na myśli Rosyjską Cerkiew Prawosławną podlegającą Patriarchatowi moskiewskiemu. Tymczasem istnieją jeszcze (nie licząc rozmaitych odłamów bez poważniejszego znaczenia) Rosyjska Cerkiew Prawosławna za granicą oraz Prawdziwa Prawosławna Cerkiew. Ta ostatnia to w istocie Kościół katakumb, który przetrwał cały okres istnienia Związku Sowieckiego w podziemiu i nie zaakceptował ugody Patriarchatu moskiewskiego z czerwoną władzą. Zarówno ta Cerkiew, jak i prawosławni na emigracji żądają m.in. pokajania się przez hierarchię moskiewską za współpracę z komunistami. Wykluczają z nią dialog i nie uczestniczą w zbliżeniu z innymi Kościołami, ponieważ uważają ekumenizm za herezję. Równocześnie jednak nie atakują ich.

Pod pantoflem jezuity
W umysłach Rosjan pokutuje spaczona wiedza na temat Kościoła katolickiego wyniesiona ze szkoły i utrwalona przez lata agitacji komunistycznej; stereotypy te pielęgnuje też duchowieństwo prawosławne. Historia katolicyzmu jawi się zatem jako nieustanny jęk ofiar inkwizycji, intrygi kardynałów (trucicieli i moralnych zer), knowania jezuitów, pragnących za wszelką cenę zagubić szczere prawosławne dusze. Działacze białoruskiego Frontu Narodowego na początku lat 90. pisali w swoich ulotkach: Wydostaliśmy się spod moskiewskiego buciora, ale na naszej piersi chce oprzeć się pantofel polskiego jezuity. Rosyjski bucior gruchotał nam kości, lecz cieniutki obcas jezuickiego bucika przebije serce.
Jezuita jest w Rosji synonimem zakłamania. Tymczasem to właśnie Cerkiew stosuje chętnie podwójną miarę: uniezależnienie się od Konstantynopola i stworzenie Patriarchatu rosyjskiego jest naturalnie jak najbardziej godne pochwały, ale starania Ukraińców, którzy chcą uwolnić się od wpływów hierarchów z Moskwy ? to już naganne, Aleksy II uważa bowiem Ukrainę za "kanoniczne terytorium prawosławia rosyjskiego". Protesty Cerkwi wywoływały także starania o odzyskanie świątyń przez dawnych ich użytkowników, zwłaszcza ze strony Kościoła greckokatolickiego, który upominał się o swoje świątynie oddane przez Stalina prawosławnym.
W jedenaście lat po formalnym upadku komunizmu poziom wiadomości na temat katolicyzmu jest wśród Rosjan nadal żałosny. Sytuacji nie zdążyło zmienić wydanie w tym roku pierwszego tomu rosyjskiej "Encyklopedii Katolickiej", choć jest to niewątpliwie zdarzenie o dużej randze. Ale Rosjanie czerpią informacje o Kościele rzymskim z innych publikacji.
W tym roku ukazał się tom "Pieśni XX wieku. Antologia ballady rosyjskiej". Kryteria wyboru tekstów do tego wydawnictwa są raczej niejasne. Oprócz ambitnych tekstów Wysockiego, Galicza czy Okudżawy pomieszczono w niej anonimowy utwór "Przygoda w Watykanie". Wyjałowiony kompletnie z jakichkolwiek walorów artystycznych utworek-potworek opowiada o przygodach młodego kardynała, syna papieża, który wybrał się na grzyby do Koloseum (!), spotkał tam mniszkę i w rezultacie, jak się potem okazało, popełnił incest z własną siostrą. Narratorem "ballady" jest dziecko zrodzone z tego związku.
Intelektualista z Ałtaju A. Własow w grubym tomie memuarów rozpoczyna opis swojej wizyty w Rzymie słowami: Co to takiego ? Watykan? Każdy uczeń wie, że to ognisko ciemnoty. Wydany w latach trzydziestych przez moskiewską oficynę "Słownik Polityczny" o Watykanie pisze wprost: Ostoja międzynarodowej reakcji, szaleństwa i nienawiści. Ale Własow swoją książkę opublikował w zeszłym roku...

Każdy pretekst dobry
Od ponad roku trwa akcja wydalania duchownych katolickich z Rosji. Takie poczynania administracji inspiruje niewątpliwie Cerkiew. Zawrócenie do Polski biskupa Mazura z lotniska Szeremietjewo 2 poprzedził incydent z księdzem włoskim. W tym samym porcie lotniczym podczas odprawy wydarto mu rosyjską wizę z paszportu. Zmuszony był powrócić do Włoch. Kapłan ten pracował w Woroneżu od dziesięciu lat. Zdołał zebrać na Zachodzie fundusze, za które wybudowano w tym mieście szpital (całkowicie świecki). Prowadził bezpłatne rozdawnictwo leków dla wszystkich potrzebujących i to na taką skalę, że wywołał niezadowolenie miejscowej mafii, która kontrolowała m.in. rynek farmaceutyczny.
W ocenie niektórych przedstawicieli duchowieństwa katolickiego w Rosji do napięcia stosunków z Cerkwią przyczyniło się także niedopatrzenie popełnione w czasie zmiany obszarów jurysdykcji administracji kościelnej na Syberii. Otóż południowy Sachalin i Wyspy Kurylskie, jako terytoria dawniej japońskie, były administrowane do końca lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia przez kurię w Sapporo i nosiły nazwę Prefektura Karafuto (od japońskiej nazwy tego terytorium). Chodziło zresztą o władzę czysto nominalną, gdyż na tamtym terenie nie było w tym czasie żadnych parafii. I właśnie pod nazwą Prefektura Karafuto został on włączony pod koniec lat dziewięćdziesiątych do administratury wschodniosyberyjskiej. Aby uświadomić sobie, na czym polegała cała niezręczność, przyjmijmy, że obecnie któraś z działających w Polsce mniej licznych konfesji, reformując swoje administratury, wcieliła do np. diecezji zachodniopolskiej okolice Wrocławia, ale uczyniła to konsekwentnie wymieniając w dokumentach nazwę Bezirk Breslau. Wrażliwych na problem Sachalinu i Wysp Kurylskich Rosjan takie postawienie sprawy naturalnie rozjątrzyło, nie należy jednak przeceniać jej faktycznego znaczenia.
Trudno było zgodzić się z wysuniętą blisko rok temu karkołomną tezą „Niezawisimej Gaziety”, że afera z katolickimi duchownymi to intryga zawiązana w kołach rządowych i wymierzona przeciwko... Cerkwi prawosławnej. Zdaniem tego poczytnego dziennika, aby zatrzeć złe wrażenie, władze wymuszą na Patriarchacie moskiewskim zgodę na przyjazd Papieża do Rosji. Pod koniec lutego bieżącego roku wydawało się, że pogląd ten zawiera jakąś dozę prawdopodobieństwa. Nastąpiło ocieplenie stosunków pomiędzy Watykanem i Cerkwią. W zamian za powściągliwość Stolicy Apostolskiej w ocenie aktów usuwania księży zaczęto przebąkiwać o możliwości przyjazdu Jana Pawła II do Rosji w roku 2004. Tę cienką nić dialogu nadwątliło ? jeśli nie zerwało ? odebranie karty stałego pobytu księdzu Czaplickiemu.
Duchowni katoliccy w Rosji to nie tylko "brylanty ludzkie", jak ich określił pewien polski publicysta. Zdarzają się wśród nich jednostki przeciętne, zwyczajni urzędnicy Kościoła. Ojciec Bronisław Czaplicki jest wszakże osobowością wybitną. Opracowywał on księgę martyrologii katolików w ZSRS, miał dostęp do unikalnych archiwaliów. Cerkiew poczuła się więc zagrożona w swoim monopolu na męczeństwo, choć nie tylko ona poniosła ofiary podczas panowania komunizmu. Krew wielu katolickich kapłanów i parafian także w tym czasie wsiąkła w rosyjską ziemię. Chyba nie powinno się o tym zapominać.
Najwyraźniej więc rękami służb specjalnych załatwiane są interesy Cerkwi. Być może jest to element kanalizowania nastrojów społecznych, które wśród Rosjan wcale nie są takie dobre.

Niebezpieczne sentymenty
Mimo oficjalnie niskich wskaźników inflacji życie w Rosji systematycznie drożeje. W ciągu ostatniego roku kurs dolara w stosunku do rubla wzrósł wprawdzie jedynie o 10% (podnosił się powoli, ale bez wahań), lecz w rzeczywistości ceny wielu produktów i usług podskoczyły o kilkadziesiąt procent. Średnia zapłata na Syberii to około 300 złotych, a nie jest to wcale najgorszy wynik w porównaniu z innymi regionami Rosji. Tymczasem ceny artykułów żywnościowych w sklepach (poza chlebem, mlekiem i wódką) zbliżone są do polskich, a nawet je przewyższają.
Rosja nadal stoi w obliczu poważnych trudności, które widać gołym okiem. Służba zdrowia czy sądownictwo wymagają pilnych zmian. Instytucje obywatelskie wciąż są wykształcone tylko w zalążkowym stopniu. Putin najwyraźniej nie jest zdolny do przeprowadzenia radykalnych reform. Jego rozprawę z oligarchami należy postrzegać raczej jako pozbycie się rywali, a nie krucjatę w imię narodu. Zadowolenie z siebie, okazywane przez rząd, i publikowane wskaźniki 70% poparcia dla prezydenta nie mają pokrycia w rzeczywistości. Według niezależnych badań na Syberii Putinowi ufa 30% ankietowanych.
Za to nie traci na znaczeniu Federalna Służba Bezpieczeństwa ? to w końcu z jej szeregów wyszedł obecny prezydent. FSB, następczyni KGB, jest jednocześnie dziedziczką tradycji NKWD i CzeKa, co podkreślają portrety Dzierżyńskiego, dekorujące nadal gabinety pracowników tej instytucji. Przy czym wizerunki "żelaznego Feliksa" zazwyczaj tłoczone są w miedzi.
Zakres swobód obcokrajowców jest ostatnio systematycznie w Rosji ograniczany ? praktycznie każdy krok cudzoziemca czasowo zamieszkałego w tym kraju powinien być zaakceptowany przez FSB.
Dzień Zwycięstwa, obchodzony 9 maja, Rosjanie fetują bardzo uroczyście, choć przecież niewspółmierną liczbą poległych żołnierzy okupili ten triumf. Zapominają także o tym, że w gronie zwycięzców były jeszcze inne państwa poza Związkiem Sowieckim. Z okazji święta wydawane są pocztówki z portretem jowialnego Stalina, odwołujące się do wrośniętego w mózgi wielu Rosjan przekonania, że gdyby nie ten genialny wódz, Rosja zostałaby starta z mapy świata. Zauważalny jest wzrost zwolenników rządów twardej ręki. Już nie tylko weterani wzdychają z nostalgią: ? Stalin by się przydał...
(?)
Wojciech Grzelak
Wyświetlony 6832 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.